Premier Rumen Radew przekazał, że nie przyjął osobistego zaproszenia Emmanuela Macrona na rozmowy tzw. "koalicji chętnych" w Paryżu. - Nie wierzę, że miejsce Bułgarii jest w koalicji chętnych - oświadczył.
"Koalicja chętnych" skupia ponad 30 państw wspierających Kijów. Podczas szczytu 13 lipca jej członkowie zadeklarowali kontynuowanie pomocy wojskowej, finansowej i cywilnej oraz zwiększenie dostaw systemów obrony powietrznej.
Bułgaria uczestniczyła w tym formacie od 2025 r., ale nowy rząd zmienił dotychczasowy kurs. - Nie jesteśmy częścią koalicji, która domaga się dalszej pomocy finansowej i wojskowej dla Ukrainy - powiedział Radew, cytowany przez "RMF FM".
Bułgaria nie chce pomagać Ukrainie
Szef bułgarskiego rządu przekonywał, że kontynuowanie dostaw uzbrojenia prowadzi jedynie do przedłużania konfliktu. Według niego państwa europejskie powinny skoncentrować się na działaniach dyplomatycznych, które mają doprowadzić do zakończenia walk.
Bułgaria dołączyła do koalicji chętnych za rządów Rosena Żelazkowa. Sofia wykluczała wysłanie żołnierzy na terytorium Ukrainy, ale dopuszczała pomoc logistyczną i infrastrukturalną oraz działania związane z bezpieczeństwem na Morzu Czarnym.
W marcu Bułgaria i Ukraina zawarły dziesięcioletnie porozumienie dotyczące m.in. współpracy obronnej i produkcji sprzętu wojskowego. Po objęciu władzy przez Radewa rząd zapowiedział jednak, że nie będzie już przekazywał Ukrainie wyposażenia wojskowego, a premier zdystansował się też od programu wspólnej obrony Europy przed pociskami balistycznymi ogłoszonego w Paryżu.