Polacy spędzali urlop w Chorwacji. Teraz otrzymują pisma z karami

Edyta Tomaszewska
.Polacy spędzali urlop w Chorwacji. Teraz otrzymują pisma z karami
Źródło zdjęć: © Pixabay

Turyści, którzy wjechali samochodem do starego miasta w Dubrowniku, otrzymują po wielu miesiącach wezwania do zapłaty. Kary za naruszenie przepisów sięgają 260 euro, a w przypadku aut firmowych, leasingowanych i wynajętych nawet 1320 euro. Jak informuje "Super Express", do rachunku doliczane są także dodatkowe opłaty.

Polacy odwiedzający Chorwację trafiają na wezwania związane z wjazdem do historycznego centrum Dubrownika. Wielu kierowców znalazło się tam bez świadomości obowiązujących ograniczeń, często dlatego, że do zabytkowej części miasta doprowadziła ich nawigacja. Niektórzy przejechali przez strefę tylko na chwilę, na przykład w poszukiwaniu parkingu.

Rada miasta Dubrownika przyjęła w 2024 r. uchwałę ustanawiającą Specjalną Strefę Ruchu wokół starego miasta. Od marca do listopada do centrum mogą wjeżdżać wyłącznie pojazdy posiadające odpowiednie uprawnienia. Samo poszukiwanie wolnego miejsca parkingowego nie stanowi podstawy do wjazdu.

Ile wynosi kara za wjazd do strefy?

Kamery rejestrujące samochody działają na ulicach Dubrownika od 2 czerwca 2025 r. Zgodnie z przyjętymi zasadami wysokość opłat wynosi:


WIDEO
Nie jedź tam, gdzie wszyscy. Oto 11 pomysłów na majówkę za granicą

  • 260 euro w przypadku osoby fizycznej,
  • 1320 euro za samochód firmowy, leasingowany lub wynajęty.

Ostateczna suma może być wyższa. Do kary mogą zostać doliczone prowizja wypożyczalni oraz koszty administracyjne. W pierwszych dniach obowiązywania systemu władze Dubrownika odnotowały 1700 nieuprawnionych wjazdów do centrum.

Wezwania zaczęły trafiać do kierowców ponad rok po naruszeniu przepisów. Pisma wysyła kancelaria prawna z Puli, miasta położonego w innej części Chorwacji. Adresaci otrzymują żądanie uregulowania należności za wjazd bez pozwolenia.

Polski kierowca zakwestionował dodatkową opłatę

Jednym z odbiorców takiego pisma był pan Michał z Małopolski. Oprócz kary w wysokości 260 euro kancelaria zażądała od niego kolejnych 160 euro za ustalenie właściciela pojazdu. Jak wyjaśniono w korespondencji, na tę kwotę składały się honorarium w wysokości 100 euro, 25 euro VAT oraz 35 euro wydatków.

Mężczyzna zapłacił podstawową karę, ale zakwestionował dodatkową należność. Jego zdaniem uchwała rady miasta nie przewiduje takiej opłaty, a pismo kancelarii nie jest decyzją wydaną przez urząd.

– Nie należę do ludzi, którzy nie chcą płacić. Należę do ludzi, którzy chcą wiedzieć, za co płacą i dlaczego – mówi Polak w rozmowie z "Super Expressem".
Wybrane dla Ciebie