Polak pojechał do Turcji. Chciał naprawić zęby. Teraz nie żyje
Nieudane leczenie stomatologiczne w Turcji doprowadziło do dramatu 48-letniego Polaka. Po zabiegu wrócił do domu bez zębów i wsparcia, co zapoczątkowało poważny kryzys psychiczny. Pan Paweł odebrał sobie życie. Sprawa ujrzała światło dzienne podczas śledztwa sądowego.
48-letni Paweł odebrał sobie życie po tym, jak nieudane leczenie stomatologiczne w Turcji doprowadziło u niego do poważnego kryzysu psychicznego – wynika z ustaleń śledztwa, o których, jak podaje Metro, informowano podczas rozprawy sądowej.
Mężczyzna, ojciec trójki dzieci, przez lata zmagał się z chorobą zębów. Zdecydował się na leczenie w zagranicznej klinice, licząc na poprawę jakości życia. Zabieg zakończył się jednak dramatycznie.
"Odesłali go do domu bez zębów"
Jak ustalono, po usunięciu uzębienia pacjent miał otrzymać tymczasowe protezy. Zamiast tego odesłano go do domu bez żadnego zabezpieczenia i poinformowano, że na implanty będzie musiał czekać pół roku.
Jego żona relacjonowała: "Niestety, po usunięciu wszystkich zębów klinika poinformowała go, że nie mogą kontynuować. Odesłali go do domu bez zębów i kazali wrócić za sześć miesięcy. To było dla niego emocjonalnie druzgocące".
Utrata zębów miała ogromny wpływ na psychikę mężczyzny – zniszczyła jego pewność siebie i poczucie nadziei.
Pogłębiający się kryzys
Paweł, który od lat mieszkał w Wielkiej Brytanii, zaczął mieć trudności z jedzeniem, a jego stan psychiczny systematycznie się pogarszał. Jak wynika z relacji bliskich, coraz częściej sięgał po alkohol.
– Stracił wszelką nadzieję, że sytuacja może się poprawić – mówiła jego żona, podkreślając, że mimo wsparcia rodziny nie udało się zatrzymać narastającego kryzysu.
Wątpliwości wokół opieki medycznej
Mężczyzna trafił do szpitala w Norfolk, gdzie został przebadany przez specjalistów zdrowia psychicznego. Uznano, że nie wymaga hospitalizacji psychiatrycznej, mimo że – jak ustalono – miał silne myśli samobójcze. Kilka dni później został znaleziony martwy w swoim domu.
Rodzina krytykuje działania służb, wskazując na brak odpowiedniego wsparcia i opóźnienia w udzieleniu pomocy. – To nagromadzenie tych rzeczy, brak komunikacji, ostatecznie doprowadziło nas do miejsca, w którym jesteśmy dzisiaj – podkreśliła żona.
"To mogła być zmarnowana szansa"
Po śmierci mężczyzny wszczęto dochodzenie. Koroner zwrócił uwagę, że moment zgłoszenia się do szpitala mógł być kluczowy.
Nie został przyjęty, gdy pojawił się w szpitalu z niepokojącymi myślami samobójczymi, i mogła to być zmarnowana okazja do bardziej intensywnej interwencji – wskazano.