Henryk Siwiak pochodził z Krakowa. Do Nowego Jorku wyjechał, licząc na lepsze życie. W Polsce pracował w PKP, jednak w 2000 roku stracił zatrudnienie. To jego siostra Lucyna namówiła go wówczas na wyjazd do Stanów Zjednoczonych.
Po przeprowadzce podejmował się różnych prac. Pracował m.in. na budowie i wykonywał dorywcze zajęcia, a zarobione pieniądze przeznaczał także na wsparcie rodziny pozostającej w Polsce.
W 2002 roku jego siostra rozmawiała z Associated Press. W wywiadzie mówiła, że Henryk polubił życie w Nowym Jorku, ale nie zdawał sobie sprawy z tego, jak niebezpieczne potrafi być to miasto.
Został zastrzelony w dniu zamachów na World Trade Center
11 września 2001 roku, tuż przed zamachami na World Trade Center, Henryk Siwiak przeczytał w gazecie ogłoszenie o pracy. Jeden z pracodawców poszukiwał osoby do sprzątania podłóg w sklepie na Brooklynie. Polak udał się więc do polskiej agencji pracy.
W tym samym czasie świat obiegły informacje o ataku na wieże World Trade Center.
W pewnym momencie Siwiak spotkał kobietę, która próbowała dowiedzieć się, co stało się z jej mężem pracującym w WTC. Polak miał ją uspokajać i zapewniać, że jej mężowi z pewnością nic się nie stało. Jak się później okazało, mężczyzna zginął podczas zamachów.
W całym Nowym Jorku panował chaos. Media na całym świecie relacjonowały wydarzenia na Manhattanie. Siwiak skontaktował się z żoną i przekazał jej, że nic mu się nie stało. Mimo dramatycznej sytuacji nadal zamierzał dotrzeć do pracy, która miała rozpocząć się w nocy.
Po drodze zabłądził i trafił do Bedford-Stuyvesant, jednej z niebezpiecznych części Brooklynu. Około godz. 23:40 został tam śmiertelnie postrzelony.
"To absolutny wstyd". Policjant po latach mówił o sprawie
Prowadzenie śledztwa w sprawie śmierci Henryka Siwiaka dodatkowo komplikował chaos, który ogarnął Nowy Jork po zamachach z 11 września. Detektyw Mike Prate, który pracował nad sprawą i pojawił się na miejscu niedługo po zabójstwie, uważał, że w normalnych okolicznościach szanse na odnalezienie sprawcy byłyby znacznie większe.
Jego zdaniem poświęcono sprawie zbyt mało uwagi. Prate mówił o tym w 2018 roku na antenie ABC News.
To absolutny wstyd. Sądzę, że gdyby nie 9/11 mielibyśmy większe szanse (...) On był niewinną ofiarą - powiedział detektyw Mike Prate na antenie ABC News we wrześniu 2018 r.
Mimo upływu kolejnych lat nie udało się ustalić, kto zabił Polaka.
Dlaczego Polak zginął?
Przez lata pojawiały się różne hipotezy dotyczące śmierci Siwiaka. Jedna z nich zakładała, że mężczyzna mógł zostać pomylony z terrorystą ze względu na swój wygląd i ubranie. Inna możliwość mówiła o tym, że zabójstwo mogło być skutkiem nieudanej próby rabunku.
Żadna z tych teorii nie została jednak potwierdzona, a sprawa pozostała nierozwiązana.
Rodzina Henryka Siwiaka oraz detektyw Mike Prate wciąż liczyli, że kiedyś uda się ustalić, co wydarzyło się tamtej nocy. Siwiak jest uznawany za ostatnią ofiarę zamachów z 11 września.
Jego historia pokazuje, że tego tragicznego dnia śmierć dosięgła nie tylko osoby znajdujące się w World Trade Center, Pentagonie czy na pokładach porwanych samolotów. W cieniu wydarzeń, które śledził cały świat, zginął także Polak, którego zabójcy nigdy nie odnaleziono.