Polski ksiądz pojechał z żoną na wojnę. "Przejechaliśmy całą Ukrainę"

Ksiądz Wojciech Grzesiak z parafii św. Michała Archanioła w Rybniku opowiedział na TikToku o swoim wyjeździe na Ukrainę. Pojawił się tam w dwóch rolach - medyka oraz duchownego. Był m.in. na linii frontu.

Ksiądz Wojciech Grzesiak opowiedział o wyjeździe do Ukrainy.Ksiądz Wojciech Grzesiak opowiedział o wyjeździe do Ukrainy.
Źródło zdjęć: © TikTok
Mateusz Domański

Ksiądz Wojciech Grzesiak kiedyś był duchownym rzymskokatolickim. Dziś natomiast jest związany z Katolickim Kościołem Narodowym - wspólnotą starokatolicką, w której księża mogą zawierać małżeństwo i prowadzić rodzinę.

Na co dzień posługuje jako proboszcz parafii pw. św. Michała Archanioła w Rybniku - wspólnoty działającej na zasadzie dobrowolnych ofiar, bez tac, koszyczków, ani płatnych sakramentów.

Ten kapłan jest też bardzo aktywny w przestrzeni internetowej. Ostatnio odpowiedział jednemu z użytkowników TikToka, który napisał, że świadectwo dałby wtedy, jakby pojechał na wojnę.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Czarnek szefem u Nawrockiego? "Mieści się w dopuszczalnych zakresach"

Ksiądz z Rybnika był na wojnie. Opowiedział, co tam robił

- Właśnie tam byłem - podkreślił ks. Grzesiak w reakcji na komentarz internauty. Następnie ujawnił, że od 2022 do 2024 wraz z żoną "przejechali całą Ukrainę".

Pomagaliśmy jako medycy - najpierw woziliśmy dzieci onkologiczne ze Lwowa, a potem pomagaliśmy w dalszych częściach Ukrainy, a także będąc na samej linii frontu, jako medyk i jako ksiądz, w rejonie Uspenivka. Tam, w ramach naszej organizacji Śląska Misja Medyczna, pomagaliśmy i byliśmy tam, za co też zostałem odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi przez prezydenta RP. Dałem to świadectwo, o którym piszesz. Byłem na wojnie - odpowiedział kapłan.
Źródło artykułu: o2pl
Wybrane dla Ciebie
Wyłączono komentarze
Sekcja komentarzy coraz częściej staje się celem farm trolli. Dlatego, w poczuciu odpowiedzialności za ochronę przed dezinformacją, zdecydowaliśmy się wyłączyć możliwość komentowania pod tym artykułem.
Redakcja serwisu o2