Labubu, hitowe maskotki tego sezonu, zawładnęły nie tylko odpustami, nadmorskimi i górskimi straganami, ale i internetem. Na stoisku można było znaleźć różne wersje tej dziwacznej, lekko przerażającej, ale zarazem uroczej maskotki. Sprzedawca oferował Labubu w kilku rozmiarach – od małych breloczków, przez wersje "standardowe", aż po nieco większe pluszaki. Ceny wahały się od 50 do 70 zł, w zależności od wielkości i serii.
Mam nadzieję, że wylosuję brązowego - mówiła podekscytowana dziewczynka, kiedy mama płaciła za zabawki. - A ja wolę niespotykanego, ale może być też różowy - dodała druga, nieco starsza, otwierając pudełko już po zakupie.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
WIDEOPokonała gęś Pipę. Oto nowy hit straganów
Co ciekawe, klientami były zarówno dzieci z kieszonkowym, jak i nastolatki z telefonami w dłoni, które wysyłały zdjęcia zakupów znajomym i nagrywały wideo na social media, ale także dorośli.
Teraz taka moda. Każdy chce mieć swoje Labubu. Może uda mi się wybić unboxingiem (przyp. red. otwieraniem pudełka z zabawką) na TikToku. 50 zł to jeszcze tyle, ile mogę wydać - powiedziała mi Kasia, 25-latka z Gliwic.
Kim właściwie jest Labubu?
Labubu to nie jest zwykła pluszowa zabawka, którą można spotkać na każdym kroku. Ta osobliwa postać została stworzona przez azjatyckiego artystę Kasinga Lunga i należy do serii "The Monsters" produkowanej przez chińską firmę Pop Mart. Labubu przypomina skrzyżowanie skrzata z potworkiem z kreskówki – ma szpiczaste uszy, nierówny uśmiech z ząbkami i duże, figlarne oczy. To połączenie urody dziwacznej i uroczej, które doskonale wpisuje się w japońską estetykę "kawaii ugly".
Początkowo była to figurka kolekcjonerska dostępna w tzw. blind-boxach, czyli pudełkach niespodziankach – nabywca nie wiedział, którą wersję otrzyma, co wzmacniało poczucie ekscytacji i chęć zbierania całych serii. Z czasem pojawiły się też wersje pluszowe – właśnie te, które dziś można znaleźć na odpustowych straganach i internetowych aukcjach.
Jak Labubu zdobyło popularność?
Fenomen Labubu to kombinacja wielu czynników. Na całym świecie trend eksplodował po tym, jak na zdjęciach paparazzi pojawiła się Lisa z zespołu BLACKPINK z breloczkiem Labubu przy torbie. To wystarczyło, by fani z Azji i Zachodu zaczęli masowo poszukiwać tej tajemniczej postaci. Kolejne znane twarze, takie jak Dua Lipa czy Rihanna, dołożyły swoje trzy grosze do popularyzacji zabawek, a media społecznościowe zrobiły resztę. Na TikToku roi się od filmików z unboxingami Labubu, kolekcjonerskimi rankingami, a także poradnikami "jak zdobyć rzadką edycję".
Dodatkowo sam mechanizm blind-boxów wzmacniał poczucie losowości i emocji. Dla wielu użytkowników – nie tylko dzieci – zakup Labubu przypominał uczestnictwo w loterii. Uda się trafić tę jedną wyjątkową wersję? A może to dziś znajdziesz tzw. "chase", czyli rzadką figurkę z limitowanej serii? W ten sposób zabawka przekształciła się z produktu w przeżycie emocjonalne, do którego ludzie chcieli wracać.
Ile kosztuje Labubu i gdzie kupić?
Na odpustowym straganie w Gliwicach ceny Labubu były całkiem przystępne – od 50 zł za mniejsze modele do 70 zł za większe, puszyste wersje. To relatywnie niedużo, biorąc pod uwagę, że oryginalne blind-boxy Pop Martu potrafią kosztować nawet 100–150 zł w polskich sklepach internetowych. Najrzadsze edycje, sprzedawane na aukcjach kolekcjonerskich, osiągają kwoty rzędu kilku tysięcy złotych, a w Azji nawet kilkudziesięciu tysięcy.
W Polsce zabawki dostępne są zarówno na stoiskach sezonowych (odpusty, jarmarki, bazary), jak i w niektórych sklepach internetowych oraz na platformach typu Allegro, OLX czy Vinted. Trzeba jednak uważać na podróbki – z powodu ogromnego popytu rynek został zalany przez tanie imitacje, często sprzedawane pod nazwami typu "Lafufu" czy "Lababa".
Danuta Pałęga, dziennikarka o2.pl