Sprawdzamy pogodę dla Ciebie...
Wróć na
Łukasz Maziewski
Łukasz Maziewski
|
aktualizacja

Potężny cios w Rosję. Świat zachodzi w głowę, jak Ukraińcy tego dokonali

Podziel się:

Rakietowy atak Ukrainy na bazę lotniczą na Krymie był dla Rosjan nieprzyjemną niespodzianką. Ukraińcy ostrzelali bazę Saki, w której stacjonował 43. wydzielony pułk lotnictwa szturmowego, należący do rosyjskiej marynarki wojennej. W jaki sposób tego dokonali?

Potężny cios w Rosję. Świat zachodzi w głowę, jak Ukraińcy tego dokonali
Szczątki samolotu Su-24 w ostrzelanej bazie na Krymie (Telegram Wojna News - Ukraina)

Poniedziałkowy atak na bazę Saki był dla Rosjan szokiem. Od 2014 r., czyli od kiedy okupują oni Krym, nie było tak spektakularnej ukraińskiej akcji przeciwko ich wojskom. Także i teraz, w trwającej od lutego wojnie, jest to akcja bez precedensu. Kwestia sprowadza się do skali zaczepnych działań wojsk Ukrainy.

Na lotnisku w Saki stacjonowały głównie samoloty szturmowe. Są - lub raczej: były - to maszyny typu Su-24, Su-30 i śmigłowce Mi-8/17. Był tam też prawdopodobnie jeden transportowy Ił-76, jednak dostępne są nagrania, na których maszyna odlatuje z bazy.

Tak czy inaczej - rosyjskie straty są olbrzymie. Zniszczonych lub uszkodzonych miało zostać ponad 30 maszyn, a suma zniszczeń (wliczając w to infrastrukturę bazy) przekraczać ma miliard dolarów. Dla niebogatego Krymu są to ogromne pieniądze.

Dlaczego ostrzelano bazę na Krymie, a nie np. instalacje rosyjskie w pobliżu linii frontu? Jak mówi o2.pl analityk i dziennikarz, dr Dariusz Materniak, powodów mogło być kilka. Zarówno psychologicznych, jak i czysto wojskowych.

Po pierwsze: olbrzymi efekt psychologiczny. To pierwsze takie uderzenie na instalacje na Krymie, nie było tego nigdy, nawet w 2014 r. Widać efekt po korkach na moście krymskim, jak się nagle skończył błogostan i wakacje pod hasłem "KrymNasz" - przekonuje Materniak.

Dodaje, że akcja miała także znaczenie stricte militarne. Zniszczonych zostało co najmniej kilka (przekazy ukraińskie mówią o dziewięciu) samolotów bojowych, a to nie jest bez znaczenia, jako że siły powietrzne Rosji poniosły już nad Ukrainą bardzo poważne straty. Oraz straty w infrastrukturze lotniskowej, uzbrojeniu, itp. - zwłaszcza tego precyzyjnego zaczyna Rosjanom, jak mówi, brakować.

Kijów oficjalnie nie przyznaje się do ataku na bazę na Krymie, jednak w środę wersję rajdu ukraińskich wojsk specjalnych potwierdził pod warunkiem zachowania anonimowości członek ukraińskiego rządu w rozmowie z dziennikarzami "The Washington Post".

ATACMS, Neptun czy specjalsi?

Analitycy zaczęli zadawać pytania, z których najważniejsze brzmiało: czym dokonano ataku? Od razu pojawiły się spekulacje dotyczące użycia np. pocisków ATACMS do wyrzutni HIMARS. Takie pociski Ukraińcy mieli otrzymać ze Stanów Zjednoczonych, w jednym z ostatnich pakietów pomocowych.

Spekulacje te zostały jednak szybko ucięte. Źródła amerykańskie podawały, że do ataku użyto tylko broni produkcji ukraińskiej. Czego zatem mogli użyć Ukraińcy?

Weźmy pod uwagę odległości. Ta baza znajduje się ok. 200 km od linii frontu. Ale nikt nie dociągnąłby tak cennego nosiciela pocisku - lub pocisków - bezpośrednio na linię frontu. Założenie, że przeleciał on co najmniej 300 km, nim trafił w cel, jest więc całkiem zasadne. Choć np. obecności na Krymie ukraińskich grup dywersyjnych i użycia przez nich dronów czy amunicji krążącej, choćby polskiego Warmate'a też nie można wykluczyć - mówi o2.pl dziennikarz "Nowej Techniki Wojskowej", Dawid Kamizela.

Wśród możliwych typów uzbrojenia, które mogły zostać użyte do ataku, Kamizela wymienia w pierwszej kolejności wspomniane już pociski ATACMS. Kolejne, to pociski SLAM-ER, czyli przeznaczona do przenoszenia przez samoloty wersja pocisku przeciwokrętowego AGM-84 Harpoon.

Ale Ukraińcy mają także i swoje rodzaje uzbrojenia. Kamizela przypomina, że do ataku na Krym mogli użyć pocisków Neptun. To krajowa produkcja ukraińska. System, jak mówi Kamizela, ma dość duży zasięg - ok. 300 km, mógłby więc zostać użyty do ataku na krymską bazę. Ukraińcy mogliby je wystrzelić np. z okolic Odessy, a choć pociski te są w pierwszej kolejności przeznaczone do rażenia celów nawodnych - nimi ostrzelany został krążownik "Moskwa" - to mogą też być używane do rażenia celów lądowych.

Oficjalnie to był przecież wypadek i siły zbrojne Ukrainy nie miały nic wspólnego z atakiem na bazę. Ale jeśli zakładamy, że istotnie to jednak SZ Ukrainy, to możliwości jest w sumie niewiele. Z tego co jest obecnie dostępne - oficjalnie - w arsenale, to nic nie pasuje, bo nawet systemy o największym zasięgu, czyli Toczka-U i Wilcha-M to maksymalnie 120 km - mówi z kolei dr Dariusz Materniak, twórca portalu pol-ukr.net i analityk.

Materniak również wskazuje jako najbardziej prawdopodobne użycie pocisku ATACMS. Nie wyklucza jednak jeszcze innej możliwości: wykorzystania ukraińskiego lotnictwa bojowego, choćby samolotów Su-24 czy Su-25.

To możliwe, aczkolwiek byłaby to bardzo ryzykowna operacja, wymagająca podejścia na małej wysokości poniżej horyzontu radarowego, odpalenia pocisków i odwrotu - mówi dr Materniak.

Podobnie jak Dawid Kamizela dopuszcza możliwość śmiałego rajdu ukraińskich wojsk specjalnych. Te, szkolone przez wojska zachodnie, także te z Polski, mają bardzo dobrą opinię jako sprawne, dobrze wyposażone i dowodzone, a przede wszystkim - mające realne doświadczenie bojowe. Materniak dodaje, że to dziś światowa czołówka, szczególnie w zakresie działań na głębokich tyłach ugrupowania przeciwnika.

Ukraińcy mogą też mieć jeszcze jednego asa w rękawie. To system Grom-2, rozwijany dość wolno jako następca systemu Toczka-U. Dawid Kamizela mówi, że to system pocisków balistycznych, podobnych do pocisków Iskander, jednak nie wyszedł on poza fazę testów statycznych napędu.

Zobacz także: Działania wojenne w Ukrainie. "Ofensywę ukraińską można ocenić jako sukces"
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
o2pl
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić