Przyleciał do Polski. "Osoba niepożądana". Jest w małym pokoiku
Znany toruński fryzjer Bedihran Ceri mierzy się z kolejnymi problemami. Turek wrócił do Polski, ale został zatrzymany przez Straż Graniczną. Jest uważany za "osobę niepożądaną".
Bedi przez kilka lat prowadził salon fryzjerski w Toruniu. Ostatnie miesiące wywróciły jednak jego życie do góry nogami. Przez biurokratyczne procedury został zmuszony do opuszczenia Polski.
Pod koniec 2025 roku - jak przypomina ototorun.pl - Wojewódzki Sąd Administracyjny oddalił skargę na decyzję o deportacji mężczyzny. 24-latek prosił o uzasadnienie, a poza tym pojawiły się zapowiedzi złożenia odwołania.
Finalnie, w nocy z 11 na 12 lutego, Bedi oznajmił, że opuszcza nasz kraj.
Później jego prawniczka Alina Shevchenko przekazała toruńskiemu serwisowi, że Wojewódzki Sąd Administracyjny przyjął odwołanie mężczyzny, co w teorii oznaczało możliwość powrotu Turka do Torunia. Shevchenko podkreśliła też, że dostał pozwolenie na pracę od wojewody oraz kartę czasowego pobytu na kilka miesięcy.
"Sytuacja jest skomplikowana"
W dniu 26 marca turecki fryzjer ponownie pojawił się w Polsce, ale... został zatrzymany przez Straż Graniczną. Okazało się jednocześnie, że jest wpisany do Systemu Informacyjnego Schengen (SIS).
Wróciłem do Polski (...), ale nie wypuszczają mnie. Prawnik mi mówił, że mogę wrócić bez problemu, ale jednak chcą wysłać mnie z powrotem. Jestem w Warszawie - przekazał w wiadomości dla ototorun.pl.
Jego prawniczka zaznaczyła, że w SIS widnieje on jako "osoba niepożądana". - Sytuacja jest skomplikowana, bo Bedi siedzi w pokoju, a w innym pokoju - pewnie ze względu na stres - zostawił dokumenty - zaznaczyła przedstawicielka Turka.
Teraz głównym celem są działania, które mają doprowadzić do wydania postanowienia o usunięciu mężczyzny z systemu SIS. Na razie Bedi pozostaje zamknięty w niewielkim pokoiku na lotnisku.
Serwis ototorun.pl kontaktował się w tej sprawie ze Strażą Graniczną, ale na razie nie zabrała ona głosu.