Chcą wyrzucić z Polski tureckiego fryzjera. "Boję się wrócić do kraju"

Przez błąd Poczty Polskiej i wykluczające się decyzje urzędników i służb Bedirhan Ceri może zostać wyrzucony z Polski. Turecki barber kurdyjskiego pochodzenia mówi o2.pl, że boi się wracać do kraju. - Moją rodzinę spotkały szykany - tłumaczy Ceri, który prowadzi swój salon w Toruniu.

Turecki barber boi się wrócić do krajuTurecki barber boi się wrócić do kraju
Źródło zdjęć: © o2.pl | Marcin Lewicki
Marcin Lewicki

Bedirhan Ceri to turecki barber pochodzenia kurdyjskiego, który prowadzi w Toruniu swój salon fryzjerski. Młody mężczyzna od czterech lat mieszka w Polsce. Salon barberski przy ul. Prostej założył w 2022 roku. W 2023 roku w jego salonie pojawili się strażnicy graniczni. Funkcjonariusze wydali mu nakaz opuszczenia kraju.

Nakaz to konsekwencja nieszczęśliwych splotów okoliczności. Ceri wpadł na pomysł, aby założyć swoją firmę. Chciał pracować jako fryzjer we własnym salonie. Polskie przepisy komplikują obcokrajowcom spoza Unii Europejskiej prowadzenie własnej, jednoosobowej działalności gospodarczej (wymagany jest do tego nr PESEL).

Ceri (zgodnie z obowiązującymi przepisami) założył więc spółkę z o.o. Jest jej właścicielem i prezesem zarządu. Wystąpił o pozwolenie na pracę do wojewody kujawsko-pomorskiego.

W toku postępowania okazało się, że potrzebuje dwóch pozwoleń. Jedno dla członka zarządu spółki, drugie dla barbera (Ceri jest zatrudniony w swojej spółce). Wojewoda kujawsko-pomorski wydał decyzję o konieczności uzupełnienia dokumentacji. Decyzja nie dotarła jednak do mężczyzny. Wynikała z niedopatrzenia Poczty Polskiej.

Listonosz, który miał doręczyć list nie zostawił awiza, bo nie znalazł skrzynki pocztowej salonu. Później zapomniał ponownie doręczyć awiza, gdy salon był już otwarty.

Listonosz przyznał się do błędu i potwierdził to u notariusza - podkreśliła w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Patrycja Czerniejewska, radczyni prawna reprezentująca Bedirhana Ceriego.

Gdy tylko Ceri dowiedział się o brakach w dokumentacji, niezwłocznie uzupełnił braki wymagane do uzyskania pozwolenia u wojewody. Dla Straży Granicznej nie miało to jednak znaczenia.

Przyszli, zaczęli kontrolować dokumenty. Nie zapowiadali wcześniej kontroli. Pytali, czy mam żonę Polkę. Na koniec wydali decyzję o opuszczeniu Polski. Byłem w szoku - mówi turecki fryzjer w rozmowie z o2.pl.

Ceri twierdzi, że strażnicy graniczni "nie chcieli wysłuchać jego wyjaśnień". Po sprawdzeniu dokumentów poinformowali, że od decyzji może odwołać się do sądu.

Strażnicy stwierdzili, że pracuję w Polsce nielegalnie. Mam działalność, zatrudniam pracowników, odprowadzam składki ZUS. Kocham Polskę. Czuję się wypychany przez urzędników, straż graniczną - wyznaje Bedirhan Ceri. Turek kurdyjskiego pochodzenia wskazuje, że "zrobił wszystko, czego chcieli od niego urzędnicy", a i tak nie może zostać w Polsce.
Turecki fryzjer przyznaje, że ma dość walki
Turecki fryzjer przyznaje, że ma dość walki © o2.pl | Marcin Lewicki

Sprawa miała swój dalszy bieg. Po tym, jak temat kurdyjskiego fryzjera nagłośniły media, w 2024 roku, wojewoda kujawsko-pomorski Michał Sztybel wydał wszystkie, niezbędne decyzje. Wynika z nich, że Ceri pracuje teraz w Polsce legalnie i ma wymagane pozwolenia na pracę barbera i siadanie w zarządzie spółki z o.o. Problemem jest jednak fakt, że wcześniejsza decyzja o nakazie opuszczenia kraju wydana przez Straż Graniczną dalej jest w mocy.

Odwołałem się do Sądu Administracyjnego w Warszawie. Ten orzekł, że decyzja Straży Granicznej ma moc, bo była wydana wcześniej niż pozwolenia wojewody. Sąd wręcz rozłożył ręce i przyznał, że nie ma jak rozwiązać tej sprawy w tym momencie - wyjaśnia Ceri.

To doprowadziło do kuriozalnej sytuacji. Legalnie pracujący w Polsce obywatel Turcji musi opuścić kraj, bo nadal ciąży na nim decyzja pograniczników. Po wyjeździe z naszego kraju mógłby wrócić dopiero po rocznej karencji. Jeżeli chciałby pracować, znów musiałby rozpocząć procedurę uzyskania pozwolenia na prowadzenie biznesu.

Mogę odwołać się do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Powoli tracę na to siły. Na pewno będę musiał zamknąć firmę, zatrudnić się gdzieś, jeżeli zdecyduję się na odwołanie. To jak walka z wiatrakami - wyjaśnia o2.pl turecki fryzjer.

Bedirhan Ceri wyznaje, że rodzina namawia go do dalszej walki. Podobnie polscy znajomi. Ciężko znosi jednak starcie z polską machiną urzędniczą. W Polsce trzyma go także strach przed powrotem do Turcji.

Moją rodzinę spotkały poważne represje, szykany. Kurdowie mają aktualnie bardzo trudną sytuację. Boję się wrócić do kraju. Chciałbym tu zostać, żyć, prowadzić działalność - szczerze mówi nam Ceri.

Pokochał Polskę, nauczył się języka

Bedirhan Ceri przyjechał do Polski cztery lata temu. Miał się tu tylko uczyć, ale nasz kraj spodobał mu się na tyle, że założył własny biznes. Jego salon cały czas jest pełen ludzi. W ciągu godziny, gdy rozmawialiśmy, do Ceriego przyszło kilku klientów.

Salon w Toruniu cieszy się dużym zainteresowaniem
Salon w Toruniu cieszy się dużym zainteresowaniem © o2.pl | Marcin Lewicki

Jeżeli Bedirhan Ceri nie odwoła się od decyzji WSA, do końca 2025 roku powinien opuścić Polskę (według obowiązującej decyzji Straży Granicznej).

Wysłaliśmy pytania do przedstawicieli Straży Granicznej i MSWiA. Poprosiliśmy o wyjaśnienie, dlaczego służby nie uwzględniły potwierdzonej notarialnie pomyłki listonosza i Poczty Polskiej i czy służby mają świadomość, że powrót do Turcji może wiązać się z zagrożeniem życia dla Ceriego. Mimo ponagleń, do momentu publikacji tekstu nie otrzymaliśmy wyjaśnień.

Wcześniej, w rozmowie z "Gazetą Pomorską" decyzję Straży Granicznej tłumaczyła Dagmara Bielec, rzeczniczka prasowa komendanta Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej.

W tej sytuacji zastosowanie ma decyzja administracyjna w sprawie zobowiązania cudzoziemca do powrotu, wydana na podstawie przepisów ustawy z dnia 12 grudnia 2013 r. o cudzoziemcach. Decyzja ta ma charakter ostateczny i – zgodnie z obowiązującymi przepisami – podlega wykonaniu w terminie w niej wskazanym, o ile nie zostanie skutecznie wstrzymana w przewidzianym prawem trybie. Okoliczność niedopełnienia formalności urzędowych, niezależnie od przyczyn leżących po stronie cudzoziemca lub od niego niezależnych, nie skutkuje automatycznie uchyleniem ani zawieszeniem obowiązku opuszczenia terytorium Rzeczypospolitej Polskiej - stwierdziła Bielec.

Jednocześnie rzeczniczka Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej wskazała, że "medialne wsparcie dla cudzoziemca nie ma wpływu na postępowanie", a "jedyną drogą jest odwołanie się do drogi sądowo-administracyjnej".

Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl

Wybrane dla Ciebie
Ciężarna matka żegnała syna. Chwilę później zginęła w katastrofie
Ciężarna matka żegnała syna. Chwilę później zginęła w katastrofie
Przyjechał po wnuka do szkoły. Policja szybko wkroczyła do akcji
Przyjechał po wnuka do szkoły. Policja szybko wkroczyła do akcji
Tragedia koło Kielc. Znaleziono ciało 19-letniego Jakuba
Tragedia koło Kielc. Znaleziono ciało 19-letniego Jakuba
Tragiczna śmierć księdza. Zginął w drodze na kolędę
Tragiczna śmierć księdza. Zginął w drodze na kolędę
Atak na funkcjonariuszy przy Uniwersytecie Arystotelesa. 313 osób zatrzymanych
Atak na funkcjonariuszy przy Uniwersytecie Arystotelesa. 313 osób zatrzymanych
Wpadka polskiego komentatora na igrzyskach olimpijskich. Musiał przepraszać
Wpadka polskiego komentatora na igrzyskach olimpijskich. Musiał przepraszać
Takie zdjęcie zamieścił. Jest decyzja w sprawie narciarza
Takie zdjęcie zamieścił. Jest decyzja w sprawie narciarza
Clinton chciał węgierskiego ataku na Serbię? Orban zabrał głos
Clinton chciał węgierskiego ataku na Serbię? Orban zabrał głos
Nie mogła podnieść matki. Natychmiast wezwała służby
Nie mogła podnieść matki. Natychmiast wezwała służby
Taka sytuacja na stacji. Pokazał, co zrobił taksówkarz
Taka sytuacja na stacji. Pokazał, co zrobił taksówkarz
Dramat na Śląsku. Kościół został zalany. "Doszło do wycieku"
Dramat na Śląsku. Kościół został zalany. "Doszło do wycieku"
Dwa Peugeoty rozbite. Tragedia na Mazowszu
Dwa Peugeoty rozbite. Tragedia na Mazowszu