Raport komisji po wypadku. Częściowa wina Dominika

Do prokuratury trafił raport komisji kolejowej po wypadku w Woli Bierwieckiej. Wskazuje, że przyczyną mogło być to, iż Dominik podjął próbę wsiadania. - Ja mam inną ocenę sytuacji - mówi "Gazecie Wyborczej" Robert Bińczak z radomskiej prokuratury.

Dominik po wypadku opuścił już szpital.Dominik po wypadku opuścił już szpital.
Źródło zdjęć: © Fundacja Podaruj Dobro
Mateusz Kaluga

Dominik wpadł pod koła pociągu 14 lutego. Nastolatek na stacji pomagał wynieść z pociągu wózek z dzieckiem. Gdy próbował wrócić do pociągu, skład ruszył, drzwi przycięły mu rękę, a on wpadł pod koła maszyny. Chłopak stracił obie nogi oraz część dłoni. Był w stanie krytycznym. O życie walczył w szpitalu w Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym w Radomiu, a potem w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie.

Tuż przed weekendem majowym Dominik opuścił szpital. Czeka na rehabilitację w ośrodku w Otwocku. Postępowanie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Radomiu. Na razie nie przedstawiono nikomu zarzutów. Przesłuchano już jednak wszystkich świadków. Służby czekają na rozmowę z 17-latkiem. Wiadomo też, że przesłuchano kierownika pociągu, który twierdzi, że zdarzenia nie pamięta.

Śledczy mają nagranie z monitoringu, które pokazuje sytuację na peronie w Woli Bierwieckiej. Po wypadku Koleje Mazowieckie i PKP Polskie Linie Kolejowe powołały wspólną komisję, a jej raport trafił już do prokuratury.

Zapoznałem się z tym raportem i się z nim częściowo nie zgadzam. Mam pewne wątpliwości, czy wnioski raportu nie idą za daleko. Raport wskazuje, że przyczyną zdarzenia było również to, że Dominik podjął próbę wsiadania, kiedy kierownik pociągu wydał polecenie odjazdu. Ja mam inną ocenę sytuacji - mówi "Gazecie Wyborczej" prokurator Robert Bińczak z radomskiej prokuratury.

Raport komisji kolejowej nie będzie dla prokuratury wiążący. Śledczy chcą powołać biegłego z zakresu badania wypadków kolejowych. Ten będzie miał ocenić zachowania wszystkich uczestników wypadku, ale też czy przestrzegano procedur.

- Chcemy, aby odpowiedział na pytanie, czy kierownik pociągu należycie obserwował peron i ruch pasażerów, w którym momencie dał sygnał do odjazdu, czy drzwi pociągu były wtedy otwarte i czy wsiadanie i wysiadanie zakończyło się - dodaje prok. Bińczak w rozmowie z "Wyborczą".

Sprawdzono również stan techniczny pociągu. Wiadomo, że był to zestaw EN 57AKM. Prokurator wyjaśnia, że komisja nie uznała składu za wadliwy, ale jednocześnie wskazała na ograniczenia konstrukcyjne - pociąg nie miał mechanizmu zatrzymującego zamykanie drzwi po napotkaniu przeszkody. Koleje Mazowieckie mają łącznie 139 takich pociągów w różnych wariantach, przy 333 wszystkich składach - dodaje dziennik.

Po wypadku z rodzicami Dominika skontaktowali się przedstawiciele PKP PLK, oferując wsparcie za pośrednictwem fundacji spółki. Z Kolei Mazowieckich początkowo nikt do rodziny się nie odezwał. Dopiero po zainteresowaniu mediów spółka twierdziła, że odłożono spotkanie ze względu na ciężki stan chłopca oraz rekomendacje lekarzy.

Wybrane dla Ciebie