"Nie dopuszczam wariantu". Biegły obalił tezy Sebastiana M. 

- Nie dopuszczam wariantu, w którym Kia zajeżdża drogę BMW. Z danych rejestratorów pojazdów wynika, że Kia przed zdarzeniem poruszała się torem prostoliniowym - powiedział przed sądem Michał Krzemiński. To opinia tego biegłego była jedną z podstaw przygotowania aktu oskarżenia w sprawie Sebastiana M.

Michał Krzemiński obalił linię obrony Sebastiana M. Michał Krzemiński obalił linię obrony Sebastiana M.
Źródło zdjęć: © o2.pl
Marcin Lewicki

28 lipca w trakcie rozprawy Sebastiana M. przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim swoje zeznania złożył biegły Michał Krzemiński. To jego opinia była jedną z podstaw oskarżenia 35-letniego mężczyzny. Krzemiński odczytał sterownik EDR z BMW Sebastiana M. i wskazał, że oskarżony jechał przed wypadkiem na A1 ponad 320 km/h.

To niejedyne wnioski z opinii Krzemińskiego. Biegły wskazał, że w momencie uderzenia pojazd oskarżonego jechał 253 km/h.

Zeznań Michała Krzemińskiego chciała wysłuchać mec. Katarzyna Hebda. Obrońca Sebastiana M. konsekwentnie uważa, że biegły się myli, a jego badania nie są miarodajne. Prokurator Aleksander Duda i mec. Łukasz Kowalski (pełnomocnik rodziny ofiar) byli przeciwni przesłuchiwaniu biegłego, uznając jego opinię pisemną jako wystarczający dowód. Prok. Duda wskazał, że "obrona oskarżonego nie przedstawia dowodów, a wyłącznie wchodzi w polemikę z opinią biegłego".

To prowadzi do niekończącego się kwestionowania opinii biegłego, bo te wnioski nie są zgodne z linią obrony oskarżonego. W mojej ocenie opinia była i jest pełna, jasna i konsekwentna. Wykonanie dodatkowych badań nie zmieniło wniosków końcowych. W mojej ocenie obrona nie wykazuje wad opinii, a wyłącznie prowadzi z nią polemikę - powiedział przed sądem prok. Aleksander Duda.

Prokurator dodał, że "rolą biegłego nie jest tworzenie hipotetycznej wersji zdarzenia, która odpowiada jednej ze stron", a obrona M. "ignoruje decyzje sądu" i ponownie chce zadawać biegłemu pytania, które sąd już uchylił. Ostatecznie do zeznań Michała Krzemińskiego doszło.

Nie dopuszczam wariantu, w którym Kia zajeżdża drogę BMW. Z danych rejestratorów pojazdów wynika, że Kia przed zdarzeniem poruszała się torem prostoliniowym. Kierujący nie poruszał kierownicą. Nie nastąpiła interwencja układów stabilizujących tor jazdy, a prędkości dwóch pojazdów zgadzały się ze sobą w zakresie ok. 1km/h - powiedział na wstępie Krzemiński, obalając teorię obrony M., że to kierowca Kii wyjechał na pas, którym jechał oskarżony.

Biegły wskazał, że parametry prędkości i obrażeń pasażerów nie pozostawiają złudzeń co do przyczyn wypadku. Michał Krzemiński wskazał, że przód pojazdu BMW zderzył się z tyłem pojazdu Kia, co dowodzi charakteru zderzenia. Ze słów biegłego wynika, że to Sebastian M. musiał uderzyć w jadącą prawidłowo Kię, co jest zgodne z zebranym materiałem dowodowym.

Po pytaniach sądu biegły pytany był przez obronę Sebastiana M. o swoją dotychczasową karierę, co spotkało się ze sprzeciwem prokuratury. Wskazał przed sądem również, że swoją opinię konsultował z innymi specjalistami. Wytłumaczył, jak badał sterownik. Wskazał, że część analizy przeprowadził na terenie Niemiec, na bazie specjalistycznego narzędzia udostępnionego przez tamtejszych specjalistów.

Michał Krzemiński dodał również, że Kia nie mogła jechać na kole dojazdowym (jak wskazywała zamówiona przez obronę Sebastiana M. opinia Łukasza Gila), bo według wskaźników sterownika wszystkie obwody kół pojazdu były takie same.

Sprawa Sebastiana M.

Urodzony w 1991 roku Sebastian M. stanął przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim we wrześniu 2025 roku. Mężczyzna odpowiada za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku. Grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności.

Z ustaleń prokuratury i z materiału dowodowego wynika, że 35-latek jechał swoim BMW ponad 320 km/h i uderzył w osobową Kię. Doszło do pożaru. Żywcem spłonęła trzyosobowa rodzina: ojciec, matka i niespełna 5-letnie dziecko.

Sprawa zyskała ogólnopolski rozgłos, gdy (niedługo po zdarzeniu) Sebastian M. wyjechał do Niemiec, skąd drogą lądową udał się do Turcji. Stamtąd wyleciał do Dubaju. Do sprowadzenia mężczyzny do Polski konieczna była skomplikowana procedura ekstradycyjna i zaangażowanie polskich służb dyplomatycznych. M. wrócił do Polski w maju 2025 roku.

Wybrane dla Ciebie