Rosja wysyła tysiące ludzi do wojska. Są złe wieści dla Putina
Szef Rady Rezerwistów Ukrainy ocenia, że Rosja opiera swoją strategię głównie na dużej liczbie ludzi wysyłanych do wojska. Jego zdaniem system mobilizacji nie działa jednak sprawnie i jest w stanie powołać około 300 tysięcy osób. Ekspert zwraca uwagę, że taka mobilizacja niesie ze sobą poważne ryzyko.
Najważniejsze informacje
- Ivan Tymoczko ocenia, że rosyjski system mobilizacyjny jest w stanie przerobić ok. 300 tys. osób jednocześnie.
- Według niego Kreml liczy na „mięsny zasób”, lecz rekruci nie chcą walczyć i są gorzej wynagradzani niż kontraktowi żołnierze.
- Niemiecki badacz Janis Kluge wskazuje, że tempo naboru kontraktowego spadło o ok. 20 proc. wobec 2025 r.
Rosyjska strategia na froncie coraz bardziej opiera się na masowym uzupełnianiu strat żołnierzy. Według informacji podawanych przez Ukraińskie Radio, przewodniczący Rady Rezerwistów Wojsk Lądowych Sił Zbrojnych Ukrainy Ivan Tymoczko twierdzi, że Rosja traktuje ludzi jako tzw. "mięsny zasób", czyli wysyła dużą liczbę żołnierzy, aby zastępować straty na froncie.
Jednocześnie ekspert podkreśla, że system mobilizacyjny Rosji ma swoje ograniczenia. Oznacza to, że nie da się bez końca uzupełniać armii w ten sposób, ponieważ brakuje sprawnej organizacji i zasobów.
Dodatkowo coraz większym problemem są nastroje społeczne w Rosji, które nie są pozytywne. Wiele osób nie popiera mobilizacji, co jeszcze bardziej utrudnia Kremlowi prowadzenie takiej strategii wojennej.
Potężny nokaut w MMA. Rywal padł nieprzytomny na matę
Rosyjski system mobilizacyjny według ukraińskich źródeł ma obecnie ograniczoną wydajność. Ivan Tymoczko, przewodniczący Rady Rezerwistów Wojsk Lądowych Ukrainy, wskazuje, że Rosja jest w stanie przeszkolić i wyposażyć około 300 tys. żołnierzy w określonym czasie.
Według jego wypowiedzi władze w Rosji podejmują także działania w internecie. Ograniczanie dostępu do mediów społecznościowych ma – jak twierdzi – zmniejszać skalę niezadowolenia społecznego podczas poboru do wojska i utrudniać organizowanie sprzeciwu.
W tym samym czasie pojawiają się informacje o problemach z wyposażeniem armii. Jak relacjonuje Tymoczko, w niektórych przypadkach do transportu i logistyki mają być wykorzystywane nawet wielbłądy, konie i osły, co ma pokazywać braki w nowoczesnym sprzęcie wojskowym oraz ograniczenia techniczne armii.
I Rosja zrobiła stawkę na 'mięsny zasób. To wszystko widzi i rozumie przeciętny Rosjanin. Euforia od tego, że do władzy w USA przyszedł Trump, i Ukrainę on zmusi wszystkich ustąpić Rosji, też już minęła - powiedział Ivan Tymoczko.
Każda liczba zmobilizowanych ponad około 300 tys. osób mogłaby trafić bezpośrednio na linię frontu jako słabo przygotowani żołnierze, określani potocznie jako "mięso".
Jednocześnie ekspert podkreśla, że nawet taki scenariusz nie działa od razu. Szkolenie nowych rekrutów nadal wymaga czasu, a pośpiech i brak odpowiedniego przygotowania wpływają na ich niższą skuteczność bojową. Dodatkowym problemem jest przymusowa mobilizacja, która często wiąże się z brakiem chęci do walki.
Ktoś powie, że Rosja może im wypłacić te same sumy, co i kontraktowym. Gdyby mogła, to nie prowadziłaby obowiązkowej mobilizacji. To znaczy, że pewna dziura finansowa jest - stwierdził Tymoczko.
Problemy Rosji z rekrutacją
Na rosnącą presję kadrową w rosyjskiej armii wskazują także niezależne dane analityczne. Według informacji podawanych przez UNIAN, niemiecki badacz Janis Kluge zwraca uwagę na wyraźne spowolnienie w rekrutacji do rosyjskich sił zbrojnych.
Z jego analiz wynika, że tempo naboru kontraktowego do armii Rosji spadło o około 20% w porównaniu do roku 2025. Oznacza to, że mniej osób decyduje się na podpisanie kontraktu wojskowego, co osłabia możliwości uzupełniania strat.
Ekspert podkreśla również, że po względnie stabilnym roku 2024 proces rekrutacji zaczął stopniowo zwalniać. W latach 2025-2026 ten trend miał się jeszcze pogłębiać, co wskazuje na narastające problemy kadrowe.
W lutym rosyjskie władze regionalne oraz samorządowe miały otrzymać wytyczne dotyczące tworzenia tzw. "dobrowolnych list" do wysyłki na front.
Z tych doniesień wynika, że na takie listy w pierwszej kolejności miały trafiać osoby mające problemy finansowe, w szczególności zalegające z opłatami za media. Ma to wskazywać na wykorzystywanie sytuacji ekonomicznej obywateli jako narzędzia presji przy naborze do armii Rosji.