Rosjanie masowo giną na wojnie. 155 tysięcy ofiar

Dziennikarze potwierdzili, że od początku inwazji na Ukrainę zginęło ponad 155 tys. rosyjskich żołnierzy. Wśród nich jedna trzecia to ochotnicy. Przed wojną nie byli związani z armią.

Rosyjscy żołnierze giną na wojnie.Rosyjscy żołnierze giną na wojnie.
Źródło zdjęć: © Getty Images | Oleg Elkov
Mateusz Kaluga

Dziennikarze ze Mediazony i rosyjskiego oddziału BBC zidentyfikowali ponad 155 tys. Rosjan poległych podczas wojny w Ukrainie. Co ciekawe, jedna trzecia z nich to ochotnicy. Rok wcześniej tacy żołnierze stanowili jedynie 15 proc. całości.

Większość z nich podpisała kontrakt z własnej chęci, mimo że przed wojną nie byli związani z wojskiem. Wszystkie informacje udało się zdobyć na podstawie dostępnych w rosyjskim internecie nekrologów. Prześledzono również posty krewnych zmarłych osób w mediach społecznościowych.

Niektórzy ochotnicy przyznają, że naciskano na nich, aby zaciągnęli się do armii - podaje "Meduza". Obiecywano im dwutygodniowe szkolenie oraz trzy miesiące przygotowań na tyłach przed wysłaniem na front.

W praktyce szkolenie sprowadzało się do kilku ćwiczeń i krótkich strzelań na poligonie. Ochotnicy często trafiają do oddziałów szturmowych, które ponoszą największe straty, co skutkuje brakiem ludzi do rotacji. - Żołnierze rzadziej są wycofywani na tyły, odmawia się im hospitalizacji i nakazuje się im powrót do zdrowia, pozostając w szeregach - podaje BBC.

W rzeczywistości, prawdziwe straty mogą być wyższe niż te, które udało się zidentyfikować na podstawie dostępnych informacji.

Szacuje się, że rzeczywiste straty rosyjskich sił zbrojnych mogą wynosić od 239 tys. do ponad 345 tys. osób. Donald Trump niedawno wspominał o tym, że Rosja oraz Ukraina straciła nawet milion osób. Może to jednak dotyczyć również żołnierzy, którzy odnieśli poważne obrażenia na skutek wojny.

Wybrane dla Ciebie
Wyłączono komentarze
Sekcja komentarzy coraz częściej staje się celem farm trolli. Dlatego, w poczuciu odpowiedzialności za ochronę przed dezinformacją, zdecydowaliśmy się wyłączyć możliwość komentowania pod tym artykułem.
Redakcja serwisu o2