Skandal w Małopolsce. Kamery w toalecie. Dyrektor się tłumaczy
W małopolskiej Kobylance w jednej ze szkół w toalecie miały zostać zamontowane kamery. Dyrektor placówki twierdzi, że to były jedynie atrapy, które zamontowano prewencyjnie.
"Wprost" informuje o niepokojącej sytuacji w szkole podstawowej im. Ignacego Łukasiewicza w Kobylance w woj. małopolskim. W toalecie damskiej i męskiej zauważono zamontowane kamery. Decyzja miała zostać podjęta bez konsultacji z rodzicami.
Rodzice w piśmie do redakcji twierdzą, że dyrektor szkoły zachowuje się tak, jakby sprawa nie istniała i nie stara się o żadne wyjaśnienia. Małopolskie kuratorium już zapowiedziało kontrolę po zakończeniu ferii.
Kamer jako takich nie było zainstalowanych w toaletach uczniowskich. Nie był prowadzony żaden monitoring wizyjny w tych miejscach - mówi "Wprost" Bogusław Wacek, dyrektor szkoły.
W toaletach były tak zwane atrapy, dokładnie w "części czystej". One nie były w ogóle podłączone do systemu monitoringu wizyjnego i nie prowadziły rejestracji w tym zakresie. Zamontowano je w celu prewencyjnym z tego względu, że te miejsca były szczególnie narażone na występowanie niszczenia mienia, dewastacje – dodawał Wacek.
Dyrektor twierdzi, że w toaletach dochodziło do niebezpiecznych sprzeczek uczniów. Bogusław Wacek zwrócił się do UODO z prośbą o wyjaśnienie sytuacji. Atrapy kamer zdemontowano po otrzymaniu zwrotnego pisma, czyli pod koniec stycznia.
Stosowanie nawet atrap kamer monitoringu – w przestrzeni tak wrażliwej, jak toaleta, w dodatku w stosunku do małoletnich, wymaga najwyższych standardów legalności, transparentności i poszanowania prywatności uczniów - przekonuje "Wprost" dr Joanna Łuczak-Tarka, specjalizująca się w ochronie danych osobowych.