Skarżyła się na ból brzucha i pleców. Zmarła tydzień po diagnozie

Rodzina 57-letniej Marii Mason pogrążyła się w żałobie. Kobieta przez pewien czas zmagała się z bólem brzucha i pleców, który przypisywała artretyzmowi. Gdy w końcu trafiła do lekarzy, usłyszała druzgocącą diagnozę. Zmarła zaledwie tydzień później.

Skarżyła się na bóle pleców i brzucha. Zmarła tydzień później.Skarżyła się na bóle pleców i brzucha. Zmarła tydzień później.
Źródło zdjęć: © Getty Images, Go Fund Me | Jaromir
Karol Osiński

Maria Mason z Ramsgate w hrabstwie Kent od pewnego czasu odczuwała dolegliwości w okolicach brzucha i pleców. Kobieta sądziła, że ich przyczyną jest artretyzm. W końcu zgłosiła się jednak do QEQM Hospital w Margate.

Tam lekarze przekazali jej tragiczną wiadomość. U 57-latki wykryto raka trzustki. Kolejne badania wykazały, że choroba zdążyła już rozprzestrzenić się na płuca, żołądek oraz węzły chłonne.

Maria trafiła do Pilgrims Hospice. Niestety, jej stan bardzo szybko się pogorszył. Zmarła 23 lipca, zaledwie tydzień po postawieniu diagnozy.

Jej jedyna córka, Kay Mason-Johnson, w rozmowie z KentOnline przyznała, że rodzina wciąż nie może pogodzić się z tym, jak szybko wszystko się wydarzyło.

– Wciąż tak naprawdę nie jesteśmy w stanie tego wszystkiego pojąć. Próbowaliśmy dopiero oswoić się z informacją, że mama ma raka, a chwilę później musieliśmy już zajmować się leczeniem bólu i opieką u schyłku życia – powiedziała 37-latka.

– Po tygodniu spędzonym z nią w hospicjum żegnałam się z mamą. Nic nie mogło mnie przygotować na to, że stracę ją tak nagle – dodała.

"Była wojowniczką"

Kay wspomina swoją mamę jako niezwykle silną i pełną życia kobietę.

– Była taka silna i przezabawna. Miała najwspanialsze poczucie humoru. Miała ogromne serce i pomagała każdemu, komu tylko mogła, nawet wtedy, gdy sama niewiele miała – opowiadała córka.

– Nie definiowały jej problemy, z którymi się zmagała. Definiowały ją jej miłość, siła i sposób, w jaki nieustannie walczyła. Nawet w ostatnich dniach życia wykazywała się odwagą, która zachwycała każdego, kto ją znał i spotkał – dodała.

Życie Marii mocno zmieniło się 25 lat temu, gdy zmarł jej partner Derek Saunders. Kay nazywa go swoim ojczymem i wspomina, że dla jej mamy był on "bratnią duszą".

Maria i Derek byli razem przez 10 lat. Wspólnie podróżowali m.in. do Tajlandii, która stała się ich wyjątkowym miejscem.

– To była ich mała ucieczka od rzeczywistości. Ich szczęśliwe miejsce. Poznali się, gdy miałam zaledwie dwa lata, a w nim mama znalazła miłość i szczęście, na które zawsze zasługiwała. Byli bratnimi duszami – wspomina Kay.

– Kiedy Derek zmarł, część mamy odeszła razem z nim. Nigdy już naprawdę nie była taka sama – dodaje.

Po jego śmierci Kay wraz z mamą pojechała do Tajlandii, aby rozsypać tam jego prochy.

Ostatnie życzenie Marii

Maria przez wszystkie kolejne lata nie zapomniała o ukochanym.

– Nigdy o nim nie zapomniała. Jej ostatnim życzeniem było, aby jej prochy zostały rozsypane w Tajlandii, żeby w końcu mogli znów być razem. Bardziej niż czegokolwiek innego chcemy spełnić jej życzenie – powiedziała Kay.

Rodzina rozpoczęła zbiórkę pieniędzy, która ma pomóc w sfinansowaniu podróży do Tajlandii i spełnieniu ostatniej woli Marii.

Nagła śmierć kobiety sprawiła również, że nie zdążyła zabezpieczyć pieniędzy na własny pogrzeb. Bliscy muszą więc zmierzyć się nie tylko z ogromną stratą, ale również z kosztami pochówku. Rodzina prowadzi zbiórkę za pośrednictwem GoFundMe.

– Jeśli możesz przekazać choćby jednego funta, każda wpłata pomoże nam zapewnić mamie pożegnanie, na jakie zasługuje – zaapelowała Kay.

Maria pozostawiła córkę, wnuka oraz rodzeństwo – brata Carla i siostrę Helen.

Wybrane dla Ciebie