Do tragedii doszło w czerwcu 2023 r. podczas miejskiej imprezy w Sosnowcu. Marcin Mizia przyjechał tam z narzeczoną. Mężczyzna pracował jako strażnik więzienny i był związany z klubem piłkarskim Spójnia Landek.
Wieczorem, około godziny 22, został zaatakowany przez grupę nastolatków. Napastnicy mieli przewrócić go na ziemię i kopać. Po zakończeniu ataku ktoś wezwał pomoc, jednak mimo przewiezienia do szpitala 28-latek zmarł.
Niedługo później zatrzymano trzech 16-latków podejrzewanych o udział w pobiciu. Ze względu na ich wiek sprawa trafiła do sądu rodzinnego, a nie do sądu karnego dla dorosłych.
Śledczy sprawdzali też organizację imprezy
Po śmierci Marcina pojawiły się pytania, jak doszło do tragedii podczas wydarzenia, na którym obecni byli ochroniarze, policja i monitoring.
Prokuratura prowadziła osobne postępowanie dotyczące zabezpieczenia imprezy. Ostatecznie sprawa została umorzona. Śledczy uznali, że organizacja części koncertowej wydarzenia była prawidłowa, a do pobicia doszło poza wydzielonym terenem imprezy masowej.
— Postępowanie zostało umorzone ze względu na brak znamion czynu zabronionego. Imprezę masową zorganizowano prawidłowo — mówiła Katarzyna Pietraszek-Rybak z Prokuratury Rejonowej w Dąbrowie Górniczej, cytowana przez "Gazetę Wyborczą".
Proces trwał prawie dwa lata
Sprawa dotycząca samego pobicia była prowadzona przed Sądem Rejonowym w Sosnowcu, w wydziale rodzinnym. Proces odbywał się za zamkniętymi drzwiami ze względu na wiek oskarżonych.
Mimo że na miejscu znajdował się monitoring, postępowanie znacznie się przedłużyło. Jak tłumaczyli obrońcy nastolatków, nagrania nie dawały pełnego obrazu wydarzeń. Dodatkowo ustalono, że w okolicy doszło tej nocy do kilku bójek, w których miało uczestniczyć kilkanaście osób.
W piątek 26 czerwca odbyła się ostatnia rozprawa.
Ojciec Marcina: "Powinni odpowiadać jak dorośli"
Dziś sprawcy są już pełnoletni, ale nadal odpowiadają jako osoby, które w chwili zdarzenia były nieletnie. Sąd może zastosować wobec nich środki wychowawcze, takie jak nadzór kuratora albo pobyt w zakładzie poprawczym.
Ojciec Marcina nie ukrywa rozgoryczenia.
— Żadna kara nigdy nie będzie adekwatna, bo straciłem syna. Ale nie zdecydowano się na zmianę kwalifikacji prawnej i sprawcy nie odpowiedzą jak dorośli. W tym przypadku powinni — mówi Jacek Mizia cytowany przez "Gazetę Wyborczą".
Jak podkreśla, jego zdaniem obecne przepisy wysyłają zły sygnał.
— To wygląda jak przyzwolenie na to, że nastolatek może zrobić coś strasznego, bo wie, że nie poniesie odpowiedzialności takiej jak dorosły — dodaje.
Bartosz Kilian z Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu wyjaśnia, że o kwalifikacji sprawy zdecydował wiek podejrzanych.
— Nie stwierdzono przesłanek, które pozwoliłyby na inne sklasyfikowanie tej sprawy. Zebrany materiał został przekazany sądowi — mówi, cytowany przez "Gazetę Wyborczą".
Gdyby sprawcy odpowiadali jak osoby dorosłe, mogłaby grozić im kara do 15 lat więzienia.
Klub pamięta o zmarłym 28-latku
Marcin Mizia wciąż jest wspominany przez środowisko piłkarskie. Klub Spójnia Landek organizuje memoriał jego imienia.
— Chcemy w ten sposób oddać hołd dobremu człowiekowi, jakim był Marcin. To, że sprawcy mogą uniknąć więzienia, jest bardzo bolesne — mówi Zbigniew Orawiec, wiceprezes klubu.
Wyrok w sprawie ma zostać ogłoszony 9 lipca. Ojciec Marcina już zapowiada, że w przypadku niekorzystnego rozstrzygnięcia będzie składał apelację.