"Strzelamy do takich". Groził Ukraince w Szwajcarii. Wiadomo kim jest

- Strzelamy do takich jak wy - powiedział rosyjskojęzyczny mężczyzna do Ukrainki w Szwajcarii. Policja zatrzymała, jak się okazało, Łotysza mieszkającego w Zurychu i mającego żonę Ukrainkę. W przeszłości publikował zdjęcia w koszulce z napisem "Rosja w moim sercu".

Aleksandr Vabiks groził Ukraince w Szwajcarii.Aleksandr Vabiks groził Ukraince w Szwajcarii.
Źródło zdjęć: © X
Mateusz Kaluga

W sieci pojawił się opis przykrej sytuacji, która spotkała Ukrainkę w Szwajcarii. Olena Dudnik, wraz ze swoim mężem Szwajcarem, rozumiejącym język ukraiński, i rocznym synkiem jechali pociągiem. Nagle odezwał się rosyjskojęzyczny mężczyzna, któremu nie spodobał się język ukraiński.

- Jestem Rosjaninem. Strzelamy do takich jak wy - miał powiedzieć mężczyzna do kobiety.

Niesamowite, co dzieje się w Mikoszewie. Można znaleźć największe okazy

Agresor miał zarzucać kobiecie, że przyjechała do kraju i siedzi na zasiłku. Doszło nawet do bójki między nim, a mężem Ukrainki. Wezwana na miejsce policja, utemperowała zapędy mężczyzny. Był pijany. Ukrainka oraz jej szwajcarski mąż opublikowali wszystko w sieci i żądali reakcji władz Szwajcarii.

Jak podaje ukraiński portal "Pravda", internauci szybko rozpoznali agresora. Jak ustalono, to Aleksandr Vabiks, który pochodzi z Łotwy, a obecnie mieszka w Zurychu. W czerwcu 2025 roku miał zaatakować inną Ukrainkę w Bernie, strasząc dzieci i używając wulgarnego języka.

Co ciekawe, partnerką mężczyzny jest Ukrainka z Odessy, która ma status uchodźcy w Szwajcarii. W przeszłości publikował zdjęcia w koszulce z napisem "Rosja w moim sercu" i tatuażem matrioszki na ramieniu.

Studiował w Londynie i Canterbury, pracuje jako szef kuchni. Szwajcarska policja zatrzymała agresora.

Wybrane dla Ciebie
Wyłączono komentarze
Jako redakcja Wirtualnej Polski doceniamy zaangażowanie naszych czytelników w komentarzach. Jednak niektóre tematy wywołują komentarze wykraczające poza granice kulturalnej dyskusji. Dbając o jej jakość, zdecydowaliśmy się wyłączyć sekcję komentarzy pod tym artykułem.
Redakcja serwisu o2