Jak opisują "Gazeta Krakowska" oraz podhale24.pl, mężczyzna wystartował wprost z terenu Tatrzańskiego Parku Narodowego, a tym samym złamał regulamin. Przepisy zabraniają uprawiania paralotniarstwa na obszarze chronionym.
TPN podkreśla, że to nie jest tylko kwestia formalna.
To nie jest dozwolone w Tatrach. Takie skrzydło kojarzy się zwierzętom z drapieżnikiem. Może płoszyć kozice i inne zwierzęta. To wywołuje spory stres – wyjaśnia "Gazecie Krakowskiej" Tomasz Zając z Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Przedstawiciel parku wskazuje również na skutki startów w miejscach, gdzie nie prowadzi szlak turystyczny. - Rozdeptywanie roślinności przy starcie poza szlakiem dramatycznych zniszczeń co prawda nie powoduje, większe zniszczenia w roślinności robią chociażby osoby rozkładające koc, ale to też nie powinno mieć miejsca. Jednak widok takiego dużego przedmiotu latającego nad głowami powoduje niepotrzebny stres i zmusza zwierzęta do ucieczki - tłumaczy.
Trzy osoby, w tym dziecko
"Gazeta Krakowska" podkreśliła, że nie był to samotny lot. Z pilotem leciało dwóch pasażerów, w tym małe dziecko.
Jest to rażące naruszenie ogólnych przepisów lotniczych, które w lotach tandemowych zezwalają na przelot maksymalnie dwóch osób jednocześnie - podkreśla "GK".
Teraz sprawą może zająć się tzw. Cyber Ranger - wirtualny strażnik, który monitoruje internet w poszukiwaniu osób publikujących treści z nielegalnych działań na terenie chronionego obszaru. Mężczyźnie grożą kary finansowe.