Taki widok zimą? "Nawet do prania wchodzi". Zapytaliśmy eksperta
Wtyk amerykański zazwyczaj kojarzy nam się z jesienią. Wówczas te pluskwiaki wchodzą do mieszkań "drzwiami i oknami". Nasz czytelnik zauważył je także zimą po fali mrozów. Czy zima wtyka nie dotyka? - Gatunek ten może przetrwać trudniejsze warunki - mówi prof. UPP dr hab. inż. Paweł Sienkiewicz.
Wtyk amerykański to inwazyjny gatunek pluskwiaka z rodziny wtykowatych. Po raz pierwszy pojawił się w Polsce w 2007 roku. Całkiem dobrze się zadomowił, bowiem możemy dostrzec te dwucentymetrowe pluskwiaki podczas mozolnych prób wejścia do naszych mieszkań.
Nasz czytelnik informuje jednak, że zaobserwował wtyka amerykańskiego także zimą. "Przesyłam zdjęcie, jak chodzi po kuchni" - mówi nam mieszkaniec Śląska. "Myślałem, że zima je wybije, ale jak minęły mrozy, to znów się pojawił. Mieszkam na czwartym piętrze, a i tak wchodzą, najczęściej oknem. Nawet do prania na balkonie wchodzi. W ciągu tygodnia natknąłem się na trzy sztuki" - opowiada mężczyzna.
Wtyk amerykański zimą w domu? Głos eksperta
Sam znalazłem w środku zimy wtyka amerykańskiego w mieszkaniu, a także w pracy, spacerował po pokoju - przyznaje w rozmowie z o2.pl prof. UPP dr hab. inż. Paweł Sienkiewicz z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Jak zaznacza, każdy z nas może nieświadomie przenieść wtyka do domu, na przykład razem z choinką, praniem czy innym pakunkiem. Wówczas pluskwiak chętnie rozgości się w naszych czterech ścianach, gdzie ma wystarczająco ciepła. - Jest to jednak całkowicie naturalne zjawisko - mówi ekspert.
Gatunek ten może przetrwać trudniejsze warunki, ponieważ pochodzi z regionu o podobnym klimacie. Druga kwestia jest taka, że - jak sama nazwa wskazuje, wtyk amerykański - chętnie "wtyka się" w różne szczeliny. Gdy zaczynamy lepiej dogrzewać mieszkania, wpływa to również na zwykle wychłodzone miejsca, w których przebywa. W efekcie wybudza się z diapauzy. Ma diapauzę fakultatywną, więc zaczyna być aktywny, gdy tylko warunki się poprawiają - mówi prof. Sienkiewicz.
Wtyk amerykański przybył do Europy z Ameryki Północnej, a więc mniej więcej podobnej szerokości geograficznej. Prawdopodobnie dotarł wraz z transportem morskim. Po raz pierwszy zaobserwowano go na kontynencie w 1999 roku we Włoszech. Kwestią czasu było, gdy zawita do Polski. O ile poprzednie zimy były łagodne i wtyki można było dostrzec w listopadzie i grudniu, o tyle w tym roku nadeszły typowe dla tej pory roku mrozy. Czyżby nie były one zagrożeniem dla egzystencji gościa z Ameryki?
Ostra zima może oczywiście sprawić, że wiele gatunków inwazyjnych nie przetrwa w tak dobrej kondycji jak wcześniej, ale dotyczy to głównie tych, które zostały zawleczone z cieplejszych rejonów. Po wielu latach mamy teraz chłodniejszą zimę, więc będziemy obserwować, jak wpłynie ona na liczebność niektórych niepożądanych owadów. Jego obecność w domu nie jest szczególnym zaskoczeniem - przyznaje nasz rozmówca.
Kto spotyka wtyka, ten nos zatyka
Wtyki nie są niebezpieczne. Żerują na drzewach iglastych, z których pobierają soki roślinne z szyszek, igieł oraz młodych pędów. Kiedy jednak się boją, zachowują się w sposób, który może człowieka zirytować.
Owady te, broniąc się przed drapieżnikami, wydzielają substancję odstraszającą. Ona szybko odparowuje i nie jest szkodliwa dla człowieka, ma jednak bardzo nieprzyjemny zapach. Oczywiście, jeśli dostałaby się do oka lub ust, mogłoby to być bardziej kłopotliwe, ale zwykły kontakt z ręką raczej nie stanowi problemu. Nie zawsze też wydzielają tę substancję - zależy to od tego, jak bardzo poczują się zagrożone - mówi dr hab. prof. Sienkiewicz.
Nie ma żadnych skutecznych, domowych sposób, aby odstraszyć te pluskwiaki. Ekspert z UPP przyznaje, że jedyne rozwiązanie to zebranie wtyka z pomocą kartki do słoika i wyprowadzenie nieproszonego gościa na zewnątrz. Kto nie życzy sobie jego powrotu, może wybrać rozwiązanie siłowe i całkowite unieszkodliwienie.