"Tego Trump się boi". Rok 2026 może być przełomowym dla jego prezydentury
Listopadowe wybory połówkowe w USA mogą mocno wpłynąć na polityczną pozycję Donalda Trumpa. Jak mówi "Faktowi" Magdalena Górnicka-Partyka, ekspertka ds. komunikacji w amerykańskiej polityce, ewentualne zwycięstwo Demokratów w Kongresie dałoby im narzędzia, by skutecznie blokować jego działania i zmusić go do trudnych negocjacji.
Najważniejsze informacje
- Demokraci mogą przejąć Kongres i wzmocnić kontrolę nad administracją Donalda Trumpa.
- Ekspertka wskazuje, że rola nadzorcza Kongresu byłaby dla prezydenta szczególnie uciążliwa.
- Scenariusz impeachmentu jest mało realny z uwagi na wymóg 67 głosów w Senacie.
W listopadzie odbędą się w USA tzw. wybory połówkowe, które wyłonią pełen skład Izby Reprezentantów i ok. jedną trzecią Senatu. Stawka tych głosowań może być kluczowa dla dalszego przebiegu prezydentury Donalda Trumpa. Magdalena Górnicka-Partyka w rozmowie z "Faktem", podkreśla, że ewentualna większość Partii Demokratycznej uruchomiłaby intensywny nadzór nad Białym Domem.
2026 rok może być przełomowym dla prezydentury Donalda Trumpa
W wyborach midterm do obsadzenia będzie 435 miejsc w Izbie Reprezentantów i 33–34 fotele w Senacie. Zdaniem Górnickiej-Partyk i, gdyby Demokraci przejęli kontrolę, administracja musiałaby liczyć się z nowymi priorytetami i kalendarzem przesłuchań. Ekspertka zwraca uwagę, że Kongres może wzywać urzędników, zadawać niewygodne pytania i ujawniać dokumenty, które dotąd pozostawały poza opinią publiczną.
Górnicka-Partyka ocenia, że to właśnie funkcja kontrolna Kongresu najmocniej uderzałaby w sprawność Białego Domu. Według niej Trump preferuje koncentrację decyzji w wąskim kręgu, bez rozbudowanej kontroli, co zderzyłoby się z aktywnym nadzorem izb. Ekspertka wskazuje, że w takim scenariuszu kluczowi współpracownicy prezydenta musieliby "cierpliwie zbierać głosy w Kongresie" w wielu sprawach, a część zasobów przesunęłaby się z realizacji priorytetów na polityczne negocjacje.
Jak podkreśla rozmówczyni "Faktu", Kongres mógłby inicjować dochodzenia i publikować materiały ważne dla opinii publicznej. Jej zdaniem taki otwarty nadzór byłby dla Trumpa szczególnie kłopotliwy, bo wymuszałby ciągłe tłumaczenia i uzgadnianie decyzji z kongresmenami, zamiast ogłaszania kolejnych inicjatyw. Ekspertka zauważa, że dziś władza wykonawcza jest nastawiona na szybkie wdrażanie pomysłów prezydenta, a silny Kongres wymusiłby dzielenie zasobów i czasochłonne konsultacje.
Bardzo ważna jest funkcja nadzorcza Kongresu i wydaje mi się, że tego bardzo boi się Donald Trump, że tutaj ta jego prezydentura może być bardzo mocno prześwietlana i analizowana publicznie, na oczach całych Stanów Zjednoczonych (...) Już nie będą mogły pracować na to, żeby zadowolić Donalda Trumpa, tylko trzeba będzie się liczyć z balansowaniem między władzą wykonawczą a władzą ustawodawczą. I to może być bardzo duże obciążenie dla najbliższego otoczenia i samego prezydenta - powiedziała ekspertka.
Ekspertka studzi emocje ws. potencjalnego impeachmentu i wskazuje na arytmetykę Senatu. Jej zdaniem do skutecznego usunięcia prezydenta potrzeba 67 głosów, co czyni ten scenariusz niewiarygodnym. Zaznacza jednak, że samo wszczęcie procedury mogłoby obciążyć administrację i politycznie osłabić prezydenturę, choć kluczowym narzędziem pozostaje regularna kontrola Kongresu nad działaniami Białego Domu.