Telefon w ręku kierowcy? Nowe fakty po śmierci Litewki
Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu bada, czy kierowca Mitsubishi mógł korzystać z telefonu tuż przed potrąceniem posła Łukasza Litewki w Dąbrowie Górniczej. Jak podaje "Fakt", kluczowe mają być analizy danych połączeń obu uczestników wypadku.
Najważniejsze informacje
- Śledczy chcą ustalić m.in., czy kierowca korzystał z telefonu i internetu podczas jazdy oraz dlaczego zmienił pas ruchu.
- Na miejscu nie ma monitoringu, a brak śladów hamowania utrudnia rekonstrukcję zdarzenia.
- Osoba, która oglądała wrak, szacuje prędkość na 60-70 km na godzinę przy ograniczeniu do 40 km na godzinę.
Wypadek, w którym zginął 36-letni poseł Łukasz Litewka, wydarzył się 23 kwietnia kilkanaście minut po godz. 13.00 na ul. Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej. Prokuratura potwierdza na razie tyle, że 57-letni kierowca z Sosnowca zmienił pas i uderzył w prawidłowo jadącego rowerzystę, a polityk zmarł na miejscu w wyniku krwotoku z tętnicy udowej.
Według informacji przytaczanych przez "Fakt" kluczowe dla śledztwa będą analizy biegłych dotyczące telefonów obu uczestników zdarzenia, w tym tzw. PING-ów, które mogą pokazać przepływ danych w sieci.
Prokuratura czeka na ustalenia, czy kierowca w czasie jazdy używał aplikacji, pisał wiadomości albo w inny sposób korzystał z urządzenia.
Skandal w Pajęcznie. Mężczyzną z nagrania już zainteresowała się policja
W śledztwie ważny jest też wątek rozmowy prowadzonej przez samego posła. Wiadomo, że tuż przed zderzeniem Litewka rozmawiał przez siedem minut z pracownikiem fundacji, korzystając ze słuchawki w uchu.
Świadek wywołał ponownie połączenie, ale telefon posła już nie odpowiadał. Świadek nie słyszał żadnych trzasków, żadnych odgłosów nadjeżdżającego pojazdu czy uderzenia - przekazał prokurator Bartosz Kilian.
Śledczy nie mają nagrania samego momentu potrącenia, bo ul. Kazimierzowska nie jest objęta monitoringiem, a odcinek ma charakter leśnej trasy łączącej Dąbrowę Górniczą i Sosnowiec.
Prokuratura analizuje więc materiały z wcześniejszych etapów przejazdu: nagrania z rejestratorów innych kierowców oraz z kamer stacjonarnych w miejscach, gdzie poruszali się kierowca Mitsubishi i rowerzysta. Jak podaje "Fakt", chodzi o co najmniej cztery takie punkty.
Zabezpieczono uszkodzony samochód, rower oraz opisane ślady z miejsca zdarzenia, ale mogą one nie wystarczyć do pełnej rekonstrukcji.
Ustalenie, z jakiego dokładnie powodu doszło do tego tragicznego w skutkach zdarzenia, może okazać się trudne, szczególnie w zakresie stwierdzenia przyczyny zmiany toru jazdy przez pojazd, który potrącił rowerzystę - powiedział "Faktowi" Rafał Bielnik, biegły i ekspert ds. analizy wypadków.
Podczas oględzin samochodu Mitsubishi Colt zauważono poważne uszkodzenia po lewej stronie pojazdu – zarówno przedniej szyby, jak i bocznej szyby. Osoba, która badała auto, ocenia, że przy takim zderzeniu rowerzysta mógł częściowo znaleźć się w kabinie kierowcy. Według jej szacunków kierowca mógł jechać z prędkością około 60–70 km/h, mimo że na tym odcinku obowiązywało ograniczenie do 40 km/h. Zwraca też uwagę, że skręt kierownicy w momencie wypadku mógł być niewielki.
Śledztwo jest utrudnione, ponieważ Mitsubishi Colt z lat 2008–2013 nie ma rejestratora danych EDR. Oznacza to brak zapisu takich informacji jak prędkość czy zachowanie kierowcy w ostatnich sekundach przed wypadkiem. Dlatego prokuratura opiera się na innych dowodach, takich jak nagrania z monitoringu, ślady z miejsca zdarzenia oraz analiza telefonu i danych z sieci komórkowej. Te informacje mają pomóc ustalić dokładny przebieg wypadku i przyczyny zmiany toru jazdy.
Śmierć Łukasza Litewki
Poseł Łukasz Litewka zginął 23 kwietnia 2026 roku w tragicznym wypadku drogowym w Dąbrowie Górniczej. Polityk jechał rowerem ulicą Kazimierską, gdy został potrącony przez samochód osobowy.
Miał 36 lat. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci był rozległy krwotok spowodowany ciężkimi obrażeniami nóg i miednicy.
Śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu; dotyczy nieumyślnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Zatrzymany kierowca wyszedł z aresztu po wpłaceniu 40 tys. zł poręczenia majątkowego i został objęty dozorem policji oraz zakazem opuszczania kraju.
Litewka w trakcie swojej kariery samorządowej i parlamentarnej zajmował się m.in. zwierzętami. Brał udział w interwencjach w źle prowadzonych schroniskach.