To nie był pierwszy raz. Brat pani Edyty ujawnia. "Mówiła mi"
W okolicach Płonnej (Bieszczady) doszło do śmiertelnego ataku niedźwiedzia na człowieka. Zginęła 58-letnia mieszkanka Mokrego w gminie Zagórz. - Jestem w szoku, ale nie popuszczę tego, bo już wiem, co się teraz będzie działo - zapowiada brat zmarłej w rozmowie z nowiny24.pl.
Źródło zdjęć: © Getty Images, OSP KSRG Bukowsko
Ta tragedia wstrząsnęła Polską. 58-letnia pani Edyta w czwartek (23 kwietnia) została zaatakowana przez niedźwiedzia. Zginęła od jego kłów i pazurów.
Brat ofiary, Paweł Winkowski, w rozmowie z nowiny24.pl podkreślił, że nie było to jej pierwsze spotkanie z niedźwiedziem.
Siostra mówiła mi o tych spotkaniach, ale nie było to nic szczególnego, wszyscy okoliczni mieszkańcy, którzy żyją w Bieszczadach, spotykają drapieżniki. Spotykamy niedźwiedzie nie codziennie, tylko dwa razy dziennie - zaznaczył.
Służby, które przyjechały na miejsce zdarzenia, nie próbowały nawet ratować pani Edyty. Wszystko z uwagi na ogromną skalę obrażeń.
Jestem w szoku, ale nie popuszczę tego, bo już wiem, co się teraz będzie działo. Kocham przyrodę i chodzę po lasach, ale to nie jest normalne, żeby niedźwiedzie zabijały ludzi. Niech ktoś wreszcie zobaczy, co się u nas dzieje! - dodał brat ofiary.
"Czujemy się całkowicie bezsilni"
Zaapelował również do władzy o zajęcie się tym problemem.
Jako samorządowcy czujemy się całkowicie bezsilni wobec zwiększonej liczby drapieżników. Nie dość, że jest ich dużo, to jeszcze mocno się rozmnażają. Dochodzi do tego, że jedna niedźwiedzica może mieć trzy, a nawet cztery młode. Kiedyś było tylko jedno. Na poziomie Sejmu trwa nieustanna przepychanka w sprawie śmiesznych ustaw o płoszeniu i grupach interwencyjnych, a przecież niedaleko od gminy Bukowsko jest Słowacja, która też jest w UE, a jej rząd pozwala ograniczać populację dzikich zwierząt, w tym niedźwiedzi - powiedział tymczasem Marek Bańkowski, wójt gminy Bukowsko, którego słowa przytacza serwis nowiny24.pl.