Gloria Ramirez miała 31 lat i od kilku tygodni wiedziała, że choruje na zaawansowanego raka szyjki macicy. Choroba postępowała szybko. Feralnego dnia kobieta od rana wymiotowała, więc bliscy wezwali pogotowie. Ratownicy przywieźli ją do Riverside General Hospital tuż po godzinie 20.
Stan pacjentki był bardzo poważny. Serce biło zbyt szybko, ciśnienie spadało, oddech się załamywał, a chora traciła kontakt z otoczeniem.
W pewnym momencie personel zauważył, że skóra kobiety ma dziwny, oleisty połysk, a z jej ust wydobywa się zapach przypominający owoce zmieszane z czosnkiem. Pielęgniarka pobrała krew do badania i poczuła od strzykawki ostrą woń amoniaku. Chwilę później pierwsza osoba z zespołu osunęła się na podłogę.
Kolejni lekarze i pielęgniarki zaczęli mdleć lub skarżyć się na duszności i drżenie mięśni. Kierownictwo szpitala ogłosiło alarm i nakazało ewakuację izby przyjęć. W tym samym czasie dokonywano reanimacji pacjentki, która trwała około 45 minut i zakończyła się niepowodzeniem. Gloria Ramirez zmarła o godzinie 20:50.
Śledztwo
Bilans tego wieczoru był zatrważający. Objawy zatrucia wystąpiły u większości pracowników obecnych na izbie przyjęć. Ludzie skarżyli się na duszności, pieczenie skóry i omdlenia. Nikt nie rozumiał, jak umierająca pacjentka mogła wywołać takie skutki u zdrowych ludzi wokół siebie.
Ciało Ramirez potraktowano jak materiał skrajnie niebezpieczny. Sekcję zwłok przeprowadzono w hermetycznych kombinezonach, a szczątki złożono w aluminiowej trumnie.
Do sprawy włączyli się specjaliści z Lawrence Livermore National Laboratory. Zespół zabezpieczający przeszukał szpital w poszukiwaniu źródła skażenia, lecz niczego nie znalazł.
Badania pośmiertne wykazały obecność typowych leków, w tym paracetamolu, lidokainy i kodeiny. Uwagę zwrócił jednak nietypowo wysoki poziom dimetylosulfonu. Oficjalnie przyczyną zgonu uznano zaburzenia rytmu serca przy niewydolności nerek wywołanej nowotworem. Zagadka masowego zatrucia personelu pozostała bez odpowiedzi.
Śledczy sprawdzali różne tropy, między innymi hipotezę o związkach fosforoorganicznych, ale dowodów nie znaleziono. Część badaczy uznała, że personel padł ofiarą masowej histerii, a objawy miały podłoże psychiczne.
Ta interpretacja oburzyła poszkodowanych, którzy trafili przecież do szpitali z realnymi dolegliwościami. Rodzina Ramirez z kolei podejrzewała błąd medyczny i próbę zatuszowania sprawy.
Chemiczna układanka
Przełom przyniosła praca Pata Granta, naukowca współpracującego z biurem koronera. Wskazał on na dimetylosulfotlenek, znany jako DMSO, rozprowadzany nielegalnie jako środek przeciwbólowy. Cierpiąca Ramirez miała smarować ciało tą substancją, aby uśmierzyć ból towarzyszący chorobie nowotworowej.
Pełną rekonstrukcję zdarzeń opublikowano w 1997 r. na łamach czasopisma "Forensic Science International". Według autorów DMSO w organizmie pacjentki utlenił się do dimetylosulfonu, a ten skrystalizował w pobranej krwi. Tak powstały tajemnicze drobinki, które widziała pielęgniarka. Wysokie stężenie dimetylosulfonu potwierdziła zresztą sekcja zwłok.
Teoria ta nigdy nie została ostatecznie potwierdzona, a spór o przyczyny wydarzeń z Riverside trwa do dziś. Pewne jest jedno. Gloria Ramirez osierociła dwoje dzieci i przeszła do historii medycyny jako pacjentka, której przypadek wciąż nie doczekał się pełnego wyjaśnienia.
Bibliografia
- Analysis of a Toxic Death [https://www.discovermagazine.com/analysis-of-a-toxic-death-14125]
- Matka trafiła do szpitala, a jej krew otruła 21 osób. Tajemnicza Śmierć toksycznej damy wyjaśniona [https://www.edziecko.pl/rodzice/7,79361,29421401,matka-trafila-do-szpitala-a-jej-krew-zabila-21-osob-tajemnicza.html]