Gabriela i Mateusz - jak informuje "Fakt" - przed rokiem przeprowadzili się do mieszkania na drugim piętrze bloku przy ul. Niepodległości w Skawinie. Kupili je, a następnie wyremontowali. Nieco później na świecie przywitali dziecko.
Znajomy Mateusza G. w rozmowie z dziennikiem ujawnił, że kiedy jego ukochana zaszła w ciążę, "bardzo to przeżywał".
Tak bardzo cieszył się z tego dzieciątka, że zostanie tatą. Szykowali się do tych narodzin oboje. Nie mogę uwierzyć, że stało się coś takiego, nie wierzę, by Mateusz mógł skrzywdzić swoich bliskich - zaznaczył.
Wyznał poza tym, że G. był przy żonie w czasie porodu. Początkowo kobieta miała rodzić siłami natury, jednak ostatecznie nastąpiło cesarskie cięcie. Później Gabriela była osłabiona i wymagała wsparcia. Właśnie dlatego u małżeństwa zamieszkała matka żony Mateusza.
Pracował w Kauflandzie. "Po prostu dobry człowiek"
"Fakt" ustalił również, że Mateusz G. od pięciu lat był pracownikiem marketu Kaufland, gdzie m.in. rozładowywał towar i układał go na półkach.
Wszyscy jesteśmy zszokowani. Mateusz to był po prostu dobry człowiek, zawsze uśmiechnięty, pomocny. Nigdy nie był agresywny. Nie możemy uwierzyć, że on mógł skrzywdzić swoich bliskich. Kilka dni temu wziął urlop, by być przy narodzinach maleństwa, a potem w połogu pomóc swojej żonie zajmować się córeczką - mówią jego współpracownicy, cytowani przez tabloid.
Tragedia w Skawinie. "Mieli zadane rany"
Śledczy biorą pod uwagę hipotezę, według której 35-letni mężczyzna miał pozbawić życia najbliższych, a następnie popełnić samobójstwo.
Przy tych wstępnych oględzinach zauważyliśmy obrażenia ciał. Wszyscy mieli zadane rany ostrym narzędziem, nawet noworodek - powiedziała w rozmowie z o2.pl podinsp. Katarzyna Cisło z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.
Do ujawnienia makabrycznego zdarzenia przyczynił się mąż starszej kobiety, która pomagała młodemu małżeństwu. Nie mógł skontaktować się z bliskimi, w związku z czym wezwał służby.