Trump mówi o "przejęciu Kuby". Co to oznacza?
Donald Trump zapowiedział "przyjazne przejęcie Kuby". Czy prezydent USA planuje potraktować karaibski kraj jak Iran lub Wenezuelę? - Raul Castro nie będzie celem administracji Donalda Trumpa i nie dojdzie do brutalnej zmiany politycznej - mówi w rozmowie z o2.pl dr hab. Krzysztof Wasilewski z Politechniki Koszalińskiej. Dodaje jednak, że Kuba może wejść w strefę wpływów USA.
Donald Trump jest nadal bardzo aktywny na arenie międzynarodowej. Po pojmaniu Nicolasa Maduro w Wenezueli, inspirowaniu ataków na kartele narkotykowe w Meksyku i działaniach wojennych w Iranie, prezydent USA zapowiedział "przyjazne przejęcie Kuby".
Dr hab. Krzysztof Wasilewski, amerykanista i profesor Politechniki Koszalińskiej przewiduje, że na Kubie nie dojdzie do zmiany reżimu, a "do znalezienia polityków w istniejącym systemie władzy, którzy otworzyliby kraj na wpływy amerykańskie".
Tak działa administracja Trumpa od początku tej kadencji. Oni nie chcą obalać reżimów. Planują otworzyć dany kraj na wpływy USA. Chcą znaleźć przychylnych polityków w obecnych systemach władzy. Przykładem jest Wenezuela, to też realny plan zakończenia konfliktu z Iranem. Kubę czeka podobny scenariusz. Rozmowy już trwają. Ewentualne przyciągnięcie Kuby do amerykańskiej strefy wpływów będzie niewątpliwie sukcesem Trumpa - mówi dr hab. Krzysztof Wasilewski w rozmowie z o2.pl.
Z doniesień amerykańskich mediów (m.in. "The New York Times" i "USA Today") wynika, że administracja Trumpa naciska na reżim w Hawanie do zmiany polityki wobec Stanów Zjednoczonych. W grze jest zdjęcie amerykańskich sankcji na Kubę, które doprowadziły do zapaści ekonomicznej w kraju. Karaibski kraj przeżywa największy kryzys od 1959 roku.
Ewentualne porozumienie to długofalowa szansa dla Kuby na zdjęcie embarga i amerykańskich sankcji. Czy to możliwe? Na pewno nie od razu, ale tak. Prezydent Trump postawił sobie za cel zapisania się w historii Stanów Zjednoczonych jako ten przywódca, który odzyskał Wenezuelę, zdobył lub doprowadził do przemian politycznych w Iranie, a także prezydent, który przyciągnął Kubę w strefę wpływów USA - dodaje politolog.
Ekspert przypomina, że "Kuba jest aktualnie pod rosyjskimi wpływami", a kontakty z USA są "utrudnione, a w wielu płaszczyznach zamknięte". Krzysztof Wasilewski podkreśla, że sytuacja ekonomiczna Kuby jest z kolei dużo gorsza niż Iranu czy nawet Wenezueli.
W opinii dr. hab. Krzysztofa Wasilewskiego 94-letniego Raula Castro nie czeka jednak los Nicolasa Maduro. Ze względu na skomplikowaną historię relacji amerykańsko-kubańskich i symbolikę rodziny Castro, dyktator nie powinien być bezpośrednim celem Stanów Zjednoczonych.
Raul Castro nie będzie celem administracji Donalda Trumpa i nie dojdzie do brutalnej zmiany politycznej. Amerykanie będą dążyć do zmiany nastawienia tamtejszej władzy i przyjęcia bardziej proamerykańskiej polityki. Rodzina Castro to symbol rewolucji kubańskiej i oswobodzenia się od Stanów Zjednoczonych w latach 50. XX wieku. Wcześniej Kuba była nieformalną kolonią USA i stąd początkowe poparcie dla Fidela Castro i rządów komunistów. To dużo większy symbol dla Kubańczyków niż Nicolas Maduro w Wenezueli - wskazuje politolog w rozmowie z o2.pl.
Ekspert z Politechniki Koszalińskiej zaznacza, że Kuba nie ma alternatywy dla USA, gdyż "Rosja nie ma potencjału, aby wspierać Kubę, a Chiny nie są tym do końca zainteresowane".
Skąd w takim razie słowa Trumpa o "przejęciu Kuby"? Amerykanista wskazuje, że to efekt "nieformalnego, a nawet dziwnego języka, którego używa Donald Trump".
On nie mówi jak polityk, tylko jak celebryta, taki kontrowersyjny influencer polityczny. Jeżeli rzeczywiście Donald Trump planuje "przejęcie Kuby", to znaczy, że w ogóle nie zna historii Kuby i relacji kubańsko-amerykańskich. Scenariusz z lat 50. XX wieku nie doprowadził do pozytywnego rozstrzygnięcia - zauważa dr hab. Wasilewski.
Ekspert wskazuje, że Amerykanie przyzwyczaili się, że "Donalda Trumpa trzeba oceniać po czynach, a nie po słowach". Dodaje, że prezydent USA mówi często o kilku różnych scenariuszach, wykluczających się wzajemnie. - To widać po Iranie, gdzie dostaliśmy już kilka scenariuszy zakończenia wojny, ostatecznie wiadomo, że nic nie wiadomo - tłumaczy amerykanista w rozmowie z o2.pl.
Trump powinien być zadowolony, jeżeli Kuba wejdzie po prostu do amerykańskiej strefy wpływów ekonomicznych. Przypomnijmy, że militarnie już po części w tej strefie jest. Przykładem jest funkcjonująca od kilkudziesięciu lat baza w Guantanamo - podsumowuje dr. hab. Krzysztof Wasilewski.
Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl