Trump się wycofuje. Tylko "źli ludzie". Pomogła Melania
Donald Trump wycofuje się z dotychczasowej, ostrej retoryki dotyczącej masowych deportacji nielegalnych imigrantów. Jak podaje "Wall Street Journal", prezydent zaczął dostrzegać, że część jego działań mogła posunąć się za daleko. Kluczowa w tym wszystkim ma być tu rola jego żony - Melanii.
Po rozmowach z żoną oraz szefową swojego sztabu, Susie Wiles, Trump uznał, że niektóre z jego działań dotyczących nielegalnej imigracji mogły posunąć się zbyt daleko - informują źródła "Wall Street Journal".
Wedle doniesień Trump chce teraz, aby jego zespół skupił się przede wszystkim na zatrzymywaniu "złych ludzi" oraz złagodził ostrą retorykę związaną z masowymi deportacjami.
W tle tej zmiany ma pojawiać się wpływ Melanii Trump. Pierwsza Dama sama jest imigrantką – przyjechała do Stanów Zjednoczonych ze Słowenii w 1996 roku jako modelka. Z Trumpem poznała się dwa lata później w Nowym Jorku, a ślub wzięli w 2005 roku. Rok później uzyskała obywatelstwo USA.
Jak zauważają amerykańskie media, jej osobista historia – a także fakt, że sponsorowała swoich rodziców w ramach tzw. migracji łańcuchowej – może wpływać na bardziej wyważone podejście prezydenta do kwestii imigracji. Biuro Pierwszej Damy nie skomentowało jednak tych doniesień.
Polityczne kalkulacje przed wyborami
Zmiana tonu może mieć także podłoże czysto polityczne. Jak podaje "Daily Mail", szefowa gabinetu Białego Domu Susie Wiles ma uważać, że dotychczasowa twarda linia wobec imigrantów zaczyna szkodzić administracji w kontekście zbliżających się wyborów śródokresowych w 2026 roku.
Nie chodzi wyłącznie o język, ale także o sposób prowadzenia operacji w terenie oraz osoby odpowiedzialne za ich realizację.
Kontrowersje wokół działań służb
Napięcia wokół polityki migracyjnej nasiliły się po wydarzeniach w Minneapolis, gdzie doszło do tragicznego incydentu z udziałem służb imigracyjnych. W jego następstwie do miasta wysłano Toma Homana, który przejął część obowiązków po sekretarzu bezpieczeństwa wewnętrznego Kristi Noem.
Noem spotkała się z ostrą krytyką za sposób zarządzania sytuacją, a także za kontrowersyjne wypowiedzi. Ostatecznie Trump zdecydował się ją odsunąć i zaproponował na jej miejsce senatora Markwayna Mullina.
Nowy kandydat zapowiedział bardziej stonowane działania i współpracę z lokalnymi władzami, a także odejście od najbardziej kontrowersyjnych praktyk, takich jak wymuszanie wejścia do domów bez nakazu.
Administracja oficjalnie zaprzecza, jakoby doszło do zmiany kursu. Rzeczniczka Trumpa Abigail Jackson w rozmowie z "Daily Mail" podkreśliła, że priorytety pozostają niezmienne. Jak zaznaczyła, nadrzędnym celem prezydenta jest deportacja nielegalnych imigrantów stanowiących zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego, a nie zmiana całej strategii.
Sondaże i presja społeczna
Jednocześnie badania opinii publicznej sugerują rosnące zmęczenie społeczeństwa agresywną polityką migracyjną. Jak podaje "Daily Mail", aż 53 procent zarejestrowanych wyborców opowiada się za zakończeniem nalotów prowadzonych przez służby imigracyjne. Co istotne, sprzeciw wobec takich działań deklaruje również część wyborców Partii Republikańskiej.
Rośnie także liczba osób postulujących całkowite rozwiązanie agencji ICE – według sondażu jest to już 47 procent ankietowanych, więcej niż na początku roku.