Uczniowie odpowiadają przed wejściem do klasy. Burza w komentarzach

Edyta Tomaszewska
@Matematyka na wyso/c/kim poziomieUczniowie odpowiadają przed wejściem do klasy. W sieci zawrzało. @Matematyka na Wyso/c/kim poziomie
Źródło zdjęć: © Facebook

Szybka powtórka z tabliczki mnożenia przed wejściem do sali czy niepotrzebne zawstydzanie i źródło szkolnej traumy? Wpis nauczycielki matematyki, która podzieliła się swoim nietypowym sposobem na rozpoczęcie zajęć, wywołał w mediach społecznościowych prawdziwą burzę. Po fali skrajnych komentarzy pedagożka postanowiła odpowiedzieć krytykom – i to ze stoperem w ręku.

Dyskusje o metodach nauczania w polskich szkołach od lat budzą ogromne emocje, ale wystarczy jedna iskra, by rozpętać w sieci zażartą batalię. Tym razem stał się nią post opublikowany na jednym z profili edukacyjnych, poświęconych nauce matematyki.

Autorka bloga "Matematyka na Wyso/c/kim poziomie" opisała swój rytuał, który stosuje przed wpuszczeniem dzieci do sali lekcyjnej:

"Przed wejściem do klasy odpytuję uczniów (klasy 4–5 najczęściej tabliczkę mnożenia, jakieś działania w pamięci; często też odpytuję z bieżących tematów – podaję miarę kąta i pytam o rodzaj kąta, ułamek lub procent z liczby, cechy podzielności...). Jeżeli ktoś nie wie, idzie na koniec, sprawdza to, czego nie wiedział, potem mówi, jakie miał pytanie i mówi odpowiedź" – tłumaczy nauczycielka.

WIDEO
Mniej chorób u dzieci? Nauczyciel opowiada o nowym podejściu

Na koniec dodała gorzką refleksję: "Przykre jest to, że dla niektórych uczniów to jest jedyny poza lekcją moment, kiedy otwierają zeszyt."

W komentarzach burza

Wpis natychmiast poniósł się po sieci i zebrał setki komentarzy. Pod postem zawrzało, a internauci podzielili się na dwa nieprzejednane obozy. Część komentujących uznała takie podejście za archaiczne, stresujące i szkodliwe emocjonalnie.

"Znienawidziłam matmę przez takich nauczycieli jak ty" – napisała jedna z internautek.

"Dobrze, że nie wyciągasz do tablicy najgorszego ucznia, aby go regularnie poniżać przy całej klasie" – skomentował z ironią inny użytkownik.

"Skandaliczna metoda pracy nauczycielki. Naprawdę coś takiego ma miejsce? I jeszcze to prezentuje publicznie" – grzmiała kolejna osoba.

Z drugiej strony barykady stanęli obrońcy nauczycielki. Podkreślali, że ćwiczenie nie wiąże się ze stawianiem stopni, a błąd nie niesie ze sobą żadnej kary poza koniecznością zajrzenia do notatek:

"Zastanówcie się, co krytykujecie. Powtórkę przed lekcją. Zachętę do przypomnienia podstaw, bez ocen, ze świadomością, że w przypadku błędu będzie można sprawdzić odpowiedź i odpowiedzieć drugi raz (...). Że przed klasą? Uczą się razem, więc odpowiadają we własnym gronie. Przestańcie robić z uczniów bezwolnych idiotów, którzy niczego nie muszą, za to wszystko mogą" – argumentował jeden z internautów, zdobywając setki polubień.

"To nie jest odpytywanie z całek czy zbieżności ciągów. To tabliczka mnożenia! To doskonały trening przed zasadniczą częścią lekcji, rozgrzewka. Dzieciaki lubią się sprawdzić, a ci, którzy popełnią błąd, widzą, że nic wielkiego się nie dzieje, bo błędy są wpisane w człowieka" – dodała inna komentująca.

Nauczycielka odpowiada: "Czy naprawdę doszło do tego, że nie należy o nic pytać?"

Skala krytyki i zarzutów o "traumatyzowanie" podopiecznych skłoniła autorkę do opublikowania drugiego wpisu. Nauczycielka nie kryła w nim zdumienia tym, w jakim kierunku potoczyła się dyskusja.

"Po moim ostatnim poście okazało się, że pytanie ucznia o cokolwiek związanego z matematyką jest złe, stresujące i powodujące nienawiść do matematyki" – rozpoczęła swój kolejny wpis.

W punktach wyjaśniła zasady, jakie panują pod jej salą: nie ma oceniania, brak odpowiedzi nie wiąże się z żadnymi przykrymi konsekwencjami, a uczeń może sprawdzić wynik w zeszycie, podręczniku lub po prostu zapytać kolegę.

"Zapytanie ucznia przed wejściem '8 razy 9' jest złe? Gorsze od zapytania go o to w sali? Zapytanie, ile stopni ma kąt prosty, prowadzi do traumy? Czy naprawdę doszło do tego, że nie należy ucznia o nic pytać...?" – pytała retorycznie.

Odpierając zarzuty o rzekome marnowanie cennego czasu lekcyjnego, nauczycielka postanowiła sprawdzić sprawę empirycznie. Podczas kolejnych zajęć włączyła stoper i zmierzyła, ile w rzeczywistości trwa taka "wejściówka":

  • w 6. klasie (zamiana prostych ułamków dziesiętnych na zwykłe) przepytanie 15 osób zajęło 1 minutę i 40 sekund,
  • w 7. klasie (obliczanie 10 proc., 20 proc. i 25 proc. z liczby) powtórka dla 13 osób trwała 3 minuty i 1 sekundę.

Dyskusja wywołana przez nauczycielkę wpisuje się w znacznie szerszy spór o kondycję współczesnej edukacji. Dla jednych szybka, rutynowa powtórka przed drzwiami to świetna aktywizacja, uczenie odpowiedzialności oraz oswajanie z tym, że pomyłka jest naturalnym etapem nauki. Dla innych dokładanie dzieciom niepotrzebnego napięcia jeszcze przed przekroczeniem progu klasy.

Wybrane dla Ciebie