USA atakuje, ale w Iranie nie wszyscy mają panikować
Izraelsko-amerykańska operacja miała uderzyć w cele w sercu Iranu. Niektórzy mieszkańcy Teheranu opisują korki, ciemność i wybuchy, ale też spontaniczne świętowanie. Jak sugeruje serwis N12, radość mieszkańców Teheranu ma wynikać wynika z tego, że mają nadzieję, iż jest to "ostatnia wojna".
Najważniejsze informacje
- Mieszkańcy Teheranu relacjonują potężne wybuchy i chaos komunikacyjny po nocnych uderzeniach.
- Część osób mówi o strachu i odcięciach prądu, inni opisują radosne reakcje na ulicach.
- Relacje pojawiły się chwilę po rozpoczęciu operacji określanej jako "Ryk Lwa".
Pierwsze doniesienia z irańskiej stolicy opisują miasto sparaliżowane po serii eksplozji. Według relacji przytaczanych przez serwis N12, uderzenia nastąpiły wkrótce po rozpoczęciu operacji określanej jako "Ryk Lwa". W rozmowach ze wspomnianym źródłem irańscy rozmówcy mówią o dwóch miesiącach narastającego napięcia i represji wobec protestów, które poprzedziły tę noc. Trzeba podkreślić, że sam portal N12 jest medium sprzyjającym narracji Izraela.
Teheran nie tylko w panice po wybuchach. Na ulicach czuć ulgę?
Jednym z bohaterów relacji jest Hamid (imię zmienione), który pracuje w centrum stolicy. Opowiada o chwili, gdy potężne detonacje rozległy się w śródmieściu, a on zamknął biuro i pojechał odebrać syna ze szkoły. W jego słowach pobrzmiewa zarówno lęk, jak i ulga po tygodniach niepewności, które – jak twierdzi – przetoczyły się przez miasto wraz z brutalnym tłumieniem demonstracji.
Hamid kreśli też obraz ulic pełnych aut i ludzi, którzy nie wiedzą, co wydarzy się dalej. Jednocześnie opisuje zaskakujące sceny radości. "Ulice są bardzo zatłoczone, są ogromne korki, a ludzie boją się nieznanego" - relacjonuje. "Ale jednocześnie byli szczęśliwi. Widziałem wielu ludzi, którzy po prostu świętowali na ulicach mimo wybuchów" - dodaje.
"Zamknęli nas w firmie". Głos z miasta bez prądu
Głos zabiera też Sara, mieszkanka Teheranu. W rozmowie z N12 opisuje, jak jej zakład pracy odciął możliwość wyjścia, a mąż nie mógł do niej dojechać przez kompletnie zakorkowane ulice. Mówi o biegających po chodnikach mieszkańcach i przerwanych dostawach energii w dzielnicy, gdzie przebywała.
"W tej chwili zamknęli nas w firmie, a mąż chciał po mnie przyjechać, ale nie dał rady. Ulice są ekstremalnie zatłoczone, ludzie po prostu biegną ulicami. Prąd w okolicy został odcięty" - mówi. "Czuję, że zaraz dostanę ataku serca, wszystkie rodziny dzwonią do bliskich. Linie są bardzo przeciążone i modlimy się tylko, żeby Chamenei umarł. Nawet jeśli później my umrzemy - to już nie ma znaczenia" - dodaje.
W relacjach pojawia się także odniesienie do wystąpienia premiera Izraela Benjamina Netanjahu, który – jak informuje N12 – miał bezpośrednio zwrócić się do społeczeństwa Iranu. W tym przekazie padło zapewnienie, że "pomoc nadeszła". Według rozmówców stacji, precyzyjne uderzenia w struktury Strażników Rewolucji i Basidż dodają części mieszkańców śmiałości do wyjścia na ulice mimo ryzyka.
Hamid nie kryje emocji, mówiąc o chwili, która – w jego ocenie – może zwiastować przełom. "Co można powiedzieć? Rozumiecie – to zwycięstwo" - stwierdza. "Mam nadzieję, że to naprawdę będzie nasza ostatnia wojna. Chcemy tylko życia w godności" - podkreśla.
Władze Izraela i USA – jak podaje N12 – mają uważnie śledzić doniesienia o możliwych wystąpieniach wewnątrz Iranu po nocnych uderzeniach. Sygnały radości płynące z Teheranu, mimo realnego zagrożenia, są interpretowane jako oznaka bezprecedensowego kryzysu zaufania wobec władz w Teheranie.