W PRL -u prawie każde dziecko umiało fikać koziołki

Nie było orlików. Były klepiska albo asfaltowe boiska. O tartanie nikt nie słyszał. Bieżnia była wysypana drobnym żużlem. Trudno było kupić porządne trampki czy dres, a mimo to chętnych do uprawiania sportu w PRL-u nie brakowało.

Lekcja gimnastykiLekcja gimnastyki
Źródło zdjęć: © Narodowe Archiwum Cyfrowe

Jedno jest pewne – dzieci w PRL-u do domu wracały niechętnie. Nie dlatego, że coś złego się tam działo. Nic z tych rzeczy. Na podwórku było po prostu zawsze gwarno i wesoło. To tutaj odbywały się mecze, gry i zabawy. Aż do zmroku. I tak każdego dnia, dopóki mama nie zawołała.

Początkiem sportowej pasji były lekcje WF-u. To tutaj po raz pierwszy rywalizowano kto sprawnie przeskoczy przez kozła, zrobi przewrót w przód, w tył. Większość nie miała z tym problemu. To efekt podwórkowych zabaw na trzepaku, skakaniu przez gumę czy gry w klasy.

Władza ludowa w czasach PRL-u nie żałowała pieniędzy na sport, a i młodzież bardziej garnęła się do jego uprawiania niż dzisiaj. Podwórka, łąki, boiska szkolne tętniły życiem od rana do wieczora. Królowała piłka nożna. Boisko – żaden problem. Zamiast słupków – wystarczyło położyć dwa tornistry, żeby rozegrać "prawdziwy" mecz. O tym, czy piłka nie przeleciała nad "bramką" decydowała większość grających. Rzutów rożnych nie było. "Trzy rogi – jedenastka" - takie zasady obowiązywały podczas meczu.

O piłkarskich korkach nikt wtedy nie marzył. Zresztą podczas podwórkowych spotkań nie były przydatne. Na trawiastym boisku niektórzy próbowali grać w korkotrampkach, ale i tak najbardziej przydatne okazywały się zwykłe trampki lub tenisówki. Jak się przedarły – zaklejało się je plastrami.

Zdolniejsi, bardziej wytrwali zapisywali się do klubów. Było ich o wiele więcej aniżeli dzisiaj. W niektórych trenowało kilka, a czasami i kilkanaście grup w różnych kategoriach wiekowych. Rodzice za treningi swoich dzieci nie płacili ani grosza. Klub zapewniał nie tylko obuwie i stroje sportowe. To były również bezpłatne wyjazdy na turnieje, obozy, zgrupowania. Dla niektórych była to też jedyna okazja, żeby wyjechać za granicę.

W zimie z kolei królowały łyżwy. Szkolne boiska zamieniały się wtedy w lodowiska. W całym kraju namawiano wówczas każdego, kto chciał zorganizować takie lodowisko o kontakt ze strażą pożarną. Na miejsce przyjeżdżał wówczas wóz strażacki i (bezpłatnie) lano wodę na odśnieżone wcześniej podłoże. I chętnych do ślizgania nigdy nie brakowało.

Z tej pory roku cieszyli się również…szewcy. Mieli wówczas większe zapotrzebowanie na montaż specjalnych metalowych uchwytów w obcasach, w które wkładało się tylną część łyżwy. Przednią – specjalnym kluczem – zaciskano na rancie buta. Zdarzało się, że po kilku takich jazdach buty nadawały się tylko do wyrzucenia. Prawdziwe "hokejówki" czy "figurówki" były początkowo dość drogie i nie każdego było na nie stać.

Infrastruktura sportowa nie była w czasach PRL-u specjalnym powodem do dumy. W dużych miastach powstały w miarę nowoczesne hale sportowe, ale często były one adaptowane np. w dawnych obiektach fabrycznych czy handlowych z kiepską wentylacją i obskurnymi szatniami. Natryski – jeśli były – urągały wszelkim zasadom higieny. Ale jakoś nie było słychać wtedy o epidemii np. grzybicy.

Gorzej było w małych miejscowościach i na wsi. Tu królowały asfaltowe boiska, na których po każdym upadku pozostawały bolesne ślady. Niewiele też obiektów miało prysznice. Mimo tych mankamentów i często spartańskich warunków do trenowania, w czasie PRL-u wychowało się wielu wybitnych sportowców.

Jedną z najważniejszych imprez wśród młodzieży były ogólnopolskie spartakiady, które miały uroczystą oprawę i przypominały organizacyjnie "prawdziwe" igrzyska olimpijskie. Dla wielu znanych później sportowców były to jedne z pierwszych i najważniejszych zawodów, których przebieg był szeroko opisywany w prasie, radio i nawet w TV.

Po sukcesie naszej piłkarskiej reprezentacji w 1974 r. na MŚ w Niemczech popularność tej dyscypliny przeszła najśmielsze oczekiwania. Wiele klubów przeżywało prawdziwe oblężenie młodych adeptów piłkarstwa. Na treningi potrafiło przyjść jednocześnie nawet kilkudziesięciu

młodych piłkarzy. W większych miastach odbywały się też tzw. turnieje dzikich drużyn, które cieszyły się ogromnym powodzeniem. Było to m.in. efektem serialu emitowanego w TV – "Do przerwy 0:1".

Nie brakowało także chętnych do uprawiania lekkoatletyki, boksu czy podnoszenia ciężarów. Swoje "pięć minut" miała też akrobatyka sportowa, łucznictwo, brydż, nie mówiąc o szachach. Dziś już tylko nieliczne kluby mają swoje sekcje w tych dyscyplinach. Popularna była także piłka ręczna, koszykówka i siatkówka.

Z braku innych rozrywek, mecze, zawody, turnieje zawsze przyciągały tłumy kibiców. Także mecze piłkarskie. Nierzadko na trybunach nawet niższych lig zasiadał komplet widzów. Awantury, owszem zdarzały się, ale milicja zazwyczaj dość szybko i bezpardonowo pacyfikowała chuliganów.

Niezwykłą popularnością cieszył się kolarski Wyścig Pokoju. Relacje z poszczególnych etapów można było słuchać m.in. z głośników, które jeszcze w latach 80. ub. w. były zamontowane na niektórych ulicach w większych miastach. Stadiony, na których zaplanowano metę miały już komplet widzów na kilka godzin przed zakończeniem etapu.

Sama idea zorganizowania zawodów kolarskich na taką skalą jak Wyścig Pokoju zrodziła się z przekonań politycznych. Kolarstwo było znakomitym pretekstem do pokazania wyższości kolektywu nad jednostką, co miało niebagatelne znaczenie dla udowodnienia tezy, że w społeczeństwie socjalistycznym to wysiłek drużyny – a nie jednego konkretnego kolarza - jest kluczem do sukcesu. Pierwsze edycje wyścigu rozpoczynały się 1 lub 9 maja. Później organizowano zawody w zbliżonym terminie. Miało to również wydźwięk propagandowy. Pierwszy maja był Świętem Pracy, natomiast 9 maja – dniem zwycięstwa. W niektórych edycjach biegu kolarze byli zapraszani na pochody pierwszomajowe.

Rząd z zasady traktował sport jako narzędzie propagandy sukcesu. Tym samym każdy sportowy sukces na arenie międzynarodowej był okazją do podkreślenia wyższości ustroju socjalistycznego nad kapitalistycznym. O ile w gospodarce dostawialiśmy "cięgi", o tyle w sporcie w wielu dyscyplinach byliśmy rzeczywiście potęgą.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że w czasach PRL-u mieliśmy prawdziwy "wysyp" nie tylko znakomitych szkoleniowców jak Feliks Stamm, Jan Mulak, Kazimierz Górski czy Hubert Wagner. To również wybitni sportowcy, którzy w tamtych latach byli na ustach kibiców na całym świecie. Irena Szewińska, Ryszard Szurkowski, Tomasz Wójtowicz, Waldemar Baszanowski czy Grzegorz Lato – to tylko część z nich.

Wybitni sportowcy żyli w PRL-u jak u pana Boga za piecem. Mogli liczyć na mieszkanie, etat w jakimś zakładzie pracy, do której przychodzili raz w miesiącu po pensję, dostawali talony na samochody, nie stali w kolejkach po meble itd. W porównaniu jednak ze swoimi odpowiednikami z Zachodu zarabiali grosze. Stąd też dla wielu z nich, wyjazd na zagraniczny turniej był okazją do dodatkowego zarobku. Z kraju przemycali m. in. kryształy, lekarstwa, narzędzia, które sprzedawali z dużym zyskiem. Zarobek 200-300 dolarów z takiego wyjazdu był wówczas porównywalny z dwuletnią pensją urzędnika niższego szczebla. Podczas wyjazdów zagranicznych ekipie sportowców towarzyszyła najczęściej dość liczna delegacja różnej maści działaczy. Tak liczna, że czasami było ich więcej niż sportowców.

W 1968 r. nasza ekipa wróciła z Igrzysk Olimpijskich w Grenoble nie tylko bez żadnego medalu, ale również bez "służbowych" kożuchów, w które została ubrana przez Polski Komitet Olimpijski. Nie, nikt im tych kożuchów nie ukradł. Nasi sportowcy sprzedali je po 100-200 dolarów. Odbiło się to szerokim echem w kraju, a niektóre media żądały wręcz ingerencji prokuratury.

Sam przez wiele lat uprawiałem czynnie sport, do dzisiaj uważam, że jest to jedna z najlepszych metod wychowawczych i wciąż nie potrafię zrozumieć rodziców, którym zdarza się strofować swoje pociechy, żeby nie biegały, bo się spocą.

Wybrane dla Ciebie
Wyniki Lotto 14.02.2026 – losowania Lotto, Lotto Plus, Multi Multi, Ekstra Pensja, Ekstra Premia, Mini Lotto, Kaskada
Wyniki Lotto 14.02.2026 – losowania Lotto, Lotto Plus, Multi Multi, Ekstra Pensja, Ekstra Premia, Mini Lotto, Kaskada
Biskup sosnowiecki zwrócił się do księży. "Świat wytyka nas palcami"
Biskup sosnowiecki zwrócił się do księży. "Świat wytyka nas palcami"
Wegańskie sery z Wrocławia gotowe na podbój Europy. Rewolucja już za chwilę
Wegańskie sery z Wrocławia gotowe na podbój Europy. Rewolucja już za chwilę
Oto, co się dzieje na Krupówkach. Walentynkowe oblężenie w Zakopanem
Oto, co się dzieje na Krupówkach. Walentynkowe oblężenie w Zakopanem
Awantura na pokładzie samolotu. Awaryjne lądowanie w Brukseli
Awantura na pokładzie samolotu. Awaryjne lądowanie w Brukseli
Policjanci interweniowali w domu zakonnic. Jest komentarz z policji
Policjanci interweniowali w domu zakonnic. Jest komentarz z policji
"Leśne randki". Aż rozbłysły im oczy. Leśnicy złapali na fotopułapce
"Leśne randki". Aż rozbłysły im oczy. Leśnicy złapali na fotopułapce
Dramat mieszkańców Gdańska. "Woda leje się z sufitu, po ścianach, z lamp"
Dramat mieszkańców Gdańska. "Woda leje się z sufitu, po ścianach, z lamp"
Takiej sytuacji nie było od 1886 r. Rekordowy spadek poziomu wody w Bałtyku
Takiej sytuacji nie było od 1886 r. Rekordowy spadek poziomu wody w Bałtyku
Poraniony i ledwo żywy. Ktoś skatował królika. Szukają oprawcy
Poraniony i ledwo żywy. Ktoś skatował królika. Szukają oprawcy
Największe zoo w Polsce nadal pozostaje zamknięte. Podano powód
Największe zoo w Polsce nadal pozostaje zamknięte. Podano powód
Epstein miał obsesję. Córka miss nazywała go "wujkiem". "Chciał ją poślubić"
Epstein miał obsesję. Córka miss nazywała go "wujkiem". "Chciał ją poślubić"