Jak podaje "The Sun", Michael Lee Gareth Jones pochodzi z Enfield w północnym Londynie. W 2018 r. przeniósł się do Petersburga, gdzie założył rodzinę z Rosjanką. Teraz służy w 61. Brygadzie Piechoty Morskiej i przygotowuje się do roli operatora drona.
Brytyjczyk pojawił się właśnie w rosyjskiej telewizji państwowej, gdzie został przedstawiony jako człowiek, który świadomie wybrał walkę po stronie rosyjskiej. Wcześniej przez krótki czas służył w brytyjskich siłach zbrojnych.
Jones twierdzi, że odszedł z armii po roku. Jak tłumaczył, uznał, że podczas operacji w Iraku i Afganistanie to Wielka Brytania była agresorem. Później zdecydował się zamieszkać w Rosji.
W rozmowie z Władimirem Sołowjowem, jednym z najbardziej znanych rosyjskich propagandystów telewizyjnych, Jones przekonywał, że jego decyzja o walce po stronie Rosji wynikała z przekonań oraz wiary. - Podążałem za znakami od wszechświata, a Bóg dobrze mi służył - mówił żołnierz cytowany przez "The Sun". Według rosyjskiej telewizji TV Zvezda miał zdecydować się na służbę po wizycie w Donbasie.
Rosyjskie media przedstawiają go jako człowieka, który chce bronić swojej rodziny oraz kraju, za który uważa Rosję. Jones ma z rosyjską żoną dwie córki urodzone w Wielkiej Brytanii i czteroletniego syna. Podczas programu powtórzył także rosyjską narrację dotyczącą wojny w Ukrainie. Stwierdził, że zgadza się z Putinem, iż Ukrainę należy "oczyścić" z tego, co rosyjski prezydent określa jako zagrożenie.
Nagłośnienie historii Jonesa nastąpiło krótko po potwierdzeniu śmierci 33-letniego Bradleya Townsenda. Brytyjski rybak walczył po stronie Rosji i zginął na Ukrainie. Rosyjskie media wykorzystują przypadki zagranicznych ochotników do pokazania, że Moskwa ma zwolenników także poza granicami kraju.