Zginęli Klaudia i Mateusz. Ich synek przeżył. Słowa dziadka chwytają za serce

Klaudia i Mateusz S. nie żyją, a ich maleńki syn został bez rodziców. 8-miesięczny Oliwier przeżył wypadek na ul. Solnej w Krakowie i wciąż przebywa pod opieką lekarzy. Dziadek chłopca w rozmowie z "Faktem" zdradził, jak wyglądały chwile tuż po tragedii. Mocno wypowiedział się też o Hubercie B., który wjechał w rodzinę Volkswagenem.

.Zginęli Klaudia i Mateusz. Ich synek przeżył. Słowa dziadka chwytają za serce
Źródło zdjęć: © Facebook
Jakub Artych

Najważniejsze informacje

  • Do śmiertelnego wypadku doszło w sobotę 22 sierpnia po południu w Krakowie, gdy rozpędzony Volkswagen Golf wjechał na chodnik.
  • Zginęli 32-letnia Klaudia i 32-letni Mateusz S., a ich 8-miesięczny syn Oliwier trafił do szpitala ze złamaniami ręki i nogi.
  • Pogrzeb pary zaplanowano na 29 sierpnia. Oboje mają spocząć w jednym grobie na cmentarzu w Żywcu.

Tragedia rozegrała się na ul. Solnej w Krakowie. Volkswagen prowadzony przez Huberta S. wjechał w rodzinę. W wyniku wypadku zginęli Klaudia i Mateusz S. Ich 8-miesięczny syn Oliwier przeżył i trafił pod opiekę lekarzy. Dziadek chłopca w rozmowie z "Faktem" opowiedział o ostatnich chwilach rodziny oraz o wydarzeniach, które nastąpiły bezpośrednio po wypadku.

Pan Andrzej M. o wypadku dowiedział się przez telefon. - To niemożliwe, myślałem, gdy zadzwonili do mnie z informacją o wypadku. Myślałem, że to jakiś sen, że to się nie stało - powiedział. Jak relacjonuje, rodzina słyszała, że w chwili zdarzenia Mateusz prowadził rower, a córka szła obok z wózkiem. Małżeństwo wracało ze spaceru, który miał być zwykłą częścią dnia.


WIDEO
Mateusz Gessler o jedzeniu na szkolnych stołówkach


Klaudia i Mateusz często wybierali się z synem na krakowskie Błonia. Rodzina była z nimi w stałym kontakcie przez komunikator. Dziadek wspomina też, że Klaudia była na urlopie macierzyńskim i dużo czasu poświęcała Oliwierowi.

Z relacji pana Andrzeja wynika, że rodzina przygotowywała się do zmian w codziennym życiu. Kończył się urlop macierzyński Klaudii, a chłopiec miał pójść do żłobka, gdy ona wróci do pracy. Dziadek mówi też, że Klaudia pracowała jako menedżerka w firmie związanej z branżą motoryzacyjną, a Mateusz był radcą prawnym.

To dla nas ogromna tragedia. Przeżywamy ją bardzo mocno. Wszystkie osoby, które znają pana Mateusza. Dziekan, koleżanki i koledzy z roku, z młodszych lat, każdy, kto zajmował się jego aplikacją. Dla całego środowiska to ogromna strata - mówiła dla o2.pl dr Monika Skowrońska.

Zginęli Klaudia i Mateusz. Ich synek przeżył. Słowa dziadka chwytają za serce

Najbardziej poruszającym wątkiem rozmowy jest opis tego, co miało dziać się bezpośrednio po wypadku. Pan Andrzej zaznacza, że nie oglądał nagrania, które obieło polskę, ale zna relację znajomego, który je widział.

Nie byłem w stanie tego zobaczyć. Wiem tylko z opowieści, że na tym nagraniu jest kierowca tego Golfa i jego pasażerowie. Wyszli z auta, nie pomogli nikomu ani mojej córce, ani zięciowi. Nawet ich nie wzruszył płacz 8-miesięcznego Oliwierka, który na ziemi leżał w nosidełku... Poszli oglądać swoje auto. Sprawca stał przy bagażniku i chwytał się za głowę. To ludzie bez serca - mówił pan Andrzej w rozmowie z "Faktem".

Dziadek podaje też, że nie wierzy w informacje o prędkości 70 km na godz. i liczy na wyjaśnienia z rejestratora danych w samochodzie.

Myślę, że jechał szybciej, liczę na to, że w tej czarnej skrzynce będzie wszystko zapisane - dodaje pan Andrzej.

Oliwier po wypadku był w śpiączce farmakologicznej i ma złamaną rękę oraz nogę, ale jego stan ma się systematycznie poprawiać. Rodzina czuwa przy dziecku na zmianę, a bliscy koncentrują się na leczeniu i rehabilitacji. Dziadek dziękuje też darczyńcom za wsparcie zbiórki na potrzeby chłopca.

Rodzina przygotowuje się do pożegnania Klaudii i Mateusza. W sobotę 29 sierpnia oboje mają spocząć razem w jednym grobie na cmentarzu w Żywcu.

Hubertowi B. postawiono zarzut umyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym i nieumyślnego spowodowania katastrofalnego wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. Mężczyzna trafił do tymczasowego aresztu.

Hubert B. nie przyznał się do spowodowania śmiertelnego wypadku. Podczas przesłuchania w prokuraturze utrzymywał, że nie jechał z nadmierną prędkością.

Wybrane dla Ciebie