Wielogodzinny hałas i skoki nad domami. Ostry spór wokół lotniska w Bednarach
Mieszkańcy okolic lotniska w Bednarach w Wielkopolsce od lat protestują. Jak pokazuje materiał programu "Interwencja" Polsatu, skarżą się na wielogodzinny hałas samolotów i skoki spadochronowe nad ich domami. Organizator odpiera zarzuty i podkreśla, że działa legalnie.
Zdruzgotani mieszkańcy skarżą się na hałas generowany przez samoloty dla spadochroniarzy, które - jak twierdzą - nawet przez osiem godzin dziennie krążą nad ich domami oraz na niskie przeloty skoczków. W "Interwencji" otwarcie mówią o pogorszeniu komfortu i jakości życia. Przyznają, że protesty nic nie dają.
"Chcieliśmy ciszy". Wielogodzinny hałas i skoki nad domami. Ostry spór wokół lotniska w Bednarach
Ludmiła Piosik, emerytka z Karczewka w Wielkopolsce, w materiale "Interwencji" opowiada, że wraz z mężem kupiła działkę w 2016 r. i przeprowadziła się tu z Poznania, licząc na spokojne życie w pobliżu lasu. Jak relacjonuje, sytuacja diametralnie zmieniła się w 2021 r., gdy nasiliły się loty związane ze skokami spadochronowymi.
Swoje doświadczenia przedstawia w reportażu też Magdalena Przesławska, mieszkająca w Bednarach w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska (ok. 5 km od Karczewka). Wskazuje, że maszyny pojawiają się nagle nad zabudowaniami, a hałas silników jest na tyle mocny, że domownicy wybiegają sprawdzić, co się dzieje. Mówi również o zdarzeniu z udziałem spadochroniarki, która miała spaść na jej posesję o godz. 21.00.
Protesty i pomiary hałasu: 19 lotów, ponad 70 "kręgów" jednego dnia
Część mieszkańców zaczęła organizować sprzeciw wobec działalności organizatora - Sky Campu, zbierać podpisy i wychodzić na uliczne protesty. W reportażu "Interwencji" pojawia się argument, że w tym przypadku hałas nie ogranicza się do startu i lądowania (jak na innych lotniskach), bo samolot ma wykonywać kolejne okrążenia podczas wznoszenia na wysokość potrzebną do zrzutu spadochroniarzy.
Wojciech Gośliński, prezes Fundacji Twoja Zielonka, w rozmowie z "Interwencją" powołuje się na dane z Flightradar. Opisuje przykład dnia, w którym odnotowano 19 lotów, a każdy miał oznaczać 3-4 kręgi, co dawało łącznie ponad 70 okrążeń w czasie 12 godzin i 41 minut. Według jego wyliczeń, hałas trwał tego dnia niemal osiem godzin, a w szczytach sięgał 70-80 dB.
Mieszkańcy w materiale mówią też o wpływie na sen i samopoczucie, wskazując na liczne problemy zdrowotne. Łączą je z regularnym, całodziennym dźwiękiem samolotów.
Co zrobiły urzędy? Starostwo mówi o limicie 60 dB
Z reportażu wynika, że sprawa trafiła do urzędników. Paweł Jazy ze Starostwa Powiatowego w Poznaniu informuje dla "Interwencji", że starosta poznański zobowiązał zarządzającego lotniskiem do przygotowania przeglądu ekologicznego obejmującego kompleksowe badania hałasu. Jak przekazuje, w wynikach przedstawionych w tym przeglądzie równoważny poziom dźwięku nie miał zostać przekroczony, a dopuszczalny poziom wskazano jako 60 dB.
Jednocześnie Michał Remiszewski w materiale Polsatu kwestionuje wiarygodność pomiarów, zestawiając trasy samolotów w "zwykły" dzień z trasami w jednym z dwóch dni, gdy realizowano pomiary. Sugeruje, że trasy mogły być inne niż standardowo, bo - jak twierdzi - firma mogła wiedzieć, gdzie ustawiono punkty pomiarowe.
Sky Camp odpowiada: kierunek startu zależy od wiatru
Dziennikarze "Interwencji" pojechali na lotnisko, by porozmawiać z organizatorem skoków spadochronowych. Sebastian Dratwa, prezes Stowarzyszenia Spadochronowy Klub Sportowy Sky Camp, zapewnia przed kamerą, że pilot nie wybiera dowolnie kierunku startu, a decyzja zależy od warunków, w tym od wiatru. Odpiera też tezę, że załoga miałaby "omijać" miejsca, gdzie ustawiono mikrofony do pomiarów.
Jest absolutną bzdurą mówienie, że pilot miałby omijać mikrofony - mówi dla "Interwencji" Sebastian Dratwa, prezes Stowarzyszenia Spadochronowy Klub Sportowy Sky Camp.
Mężczyzna dodaje również, że zainteresowanie skokami jest największe w weekendy, co w jego ocenie ogranicza możliwość przeniesienia działalności na inne dni.
Mieszkańcy mają dość. Złożyła pozew do sądu
W materiale pojawia się informacja o działaniach prawnych: Ludmiła Piosik relacjonuje, że złożyła pozew do sądu, ponieważ - jak ocenia - w takich warunkach trudno normalnie funkcjonować. Z kolei Wojciech Gośliński mówi o zniszczeniu banerów protestacyjnych, które według jego relacji nie stały nawet dobę.