Witold Jurasz o ryzyku wojny z Rosją. Cztery sygnały, których dziś nie widać

Były dyplomata - Witold Jurasz ocenia, że pełnoskalowy atak Rosji na Polskę lub państwa bałtyckie jest obecnie mało prawdopodobny. Jego zdaniem bardziej realnym zagrożeniem są zbrojne prowokacje, które mogłyby doprowadzić do wzrostu napięcia na granicy. – Powodów do obaw jest mniej, niż może się wydawać – stwierdził w opinii dla Onetu.

Władimir PutinWładimir Putin
Źródło zdjęć: © Getty Images | Contributor#8523328
Anna Wajs-Wiejacka

Najważniejsze informacje

  • Według autora Rosja nie ma obecnie wolnych, znaczących sił lądowych, bo są zaangażowane w wojnę z Ukrainą.
  • Przygotowań do dużej koncentracji wojsk nie da się łatwo ukryć przed satelitami, środkami rozpoznania radioelektronicznego i wywiadem.
  • Najbardziej prawdopodobne pozostają incydenty: drony, rakiety, podpalenia lub wymiana ognia na granicy.

Jak wynika z analizy Witolda Jurasza dla Onetu, ewentualne przygotowania do większej operacji wojskowej byłyby widoczne na długo przed jej rozpoczęciem. Autor wskazuje m.in. na rosnące znaczenie rozpoznania satelitarnego oraz na fakt, że także Polska dysponuje już własnymi, choć wciąż ograniczonymi możliwościami w tym zakresie.

Jurasz wskazuje też na bardziej prozaiczny powód. Rosja ma ograniczone pole manewru, ponieważ znaczna część jej potencjału lądowego pozostaje zaangażowana w wojnę przeciwko Ukrainie. Jak podkreśla autor, Polska jest bezpieczniejsza właśnie dlatego, że Ukraina nadal się broni. Zmiana tej sytuacji wpłynęłaby jednak na kalkulację ryzyka.


WIDEO
Eksplozje w bazie Rosjan. Problemy Moskwy na Morzu Czarnym. Nagrania

Jurasz ocenia, że osoby sprzeciwiające się dalszemu wspieraniu Kijowa stają się w ten sposób "pożytecznymi idiotami" Władimira Putina, a w skrajnych przypadkach mogą działać jako rosyjscy agenci. Jednocześnie zaznacza, że choć pełnoskalowa rosyjska inwazja na Polskę jest jego zdaniem mało prawdopodobna, nie można wykluczyć zbrojnej prowokacji ze strony Rosji.

Zwiad satelitarny i radioelektroniczny jako wczesne ostrzeganie

W ocenie autora nawet gdyby Rosja zdołała zebrać większe siły, przerzut w pobliże granic Polski lub innych państw regionu trudno byłoby przeprowadzić w tajemnicy. Jurasz opisuje, że sojusznicy dysponują satelitami zdolnymi wykrywać nie tylko duże zgrupowania, ale też mniejsze pododdziały. Podobne usługi świadczyły już firmom państwom NATO podmioty komercyjne.

W analizie podkreślono także znaczenie rozpoznania radioelektronicznego: większy ruch i koncentracja muszą wiązać się ze wzrostem łączności i charakterystycznej sygnatury. Były dyplomata dodaje, że w wojnie w Ukrainie Rosjanie wielokrotnie pokazywali ograniczenia w ukrywaniu działań logistycznych i w obszarze łączności.

Przerzut wojsk przez Białoruś i ryzyko prowokacji na granicy

Jurasz ocenia, że zmasowany atak na Polskę Rosja wyprowadzałaby raczej z terytorium Białorusi niż z obwodu królewieckiego, a większe transporty kolejowe i drogowe dawałoby się śledzić. Zwraca też uwagę na trzy radary NATO w Polsce, których zasięg ma pozwalać na obserwację przestrzeni powietrznej Białorusi i znacznej części Rosji.

Przerzut większych sił drogą kolejową lub drogami zająłby raczej miesiące, a nie tygodnie, a już na pewno nie dni – czytamy w analizie opublikowanej w Onecie.

Jednocześnie autor podkreśla, że brak przesłanek do inwazji nie wyklucza scenariuszy bardziej ograniczonych. Wśród ryzyk wymienia możliwość przerzutu małych pododdziałów sił specjalnych oraz incydenty, których skala wystarcza do prowokacji, ale nie do wojny rozumianej tradycyjnie. W jego ocenie opinii publicznej bardziej powinny towarzyszyć obawy przed pojedynczymi zdarzeniami, a nie przed pojawieniem się w Polsce kolumn rosyjskich czołgów.

Wybrane dla Ciebie