Wola Bierwiecka. 17-latek wpadł pod pociąg. Konduktor przyznał się do winy

Jak ustaliło o2.pl, konduktor podejrzany o spowodowanie wypadku na stacji Wola Bierwiecka, w którym poważnie ranny został 17-letni Dominik Hołuj, przyznał się do winy. – Podejrzany wyraził skruchę. Poinformował, że jest mu bardzo przykro i chciałby przeprosić pokrzywdzonego – powiedział nam prok. Robert Bińczak z Prokuratury Okręgowej w Radomiu.

x17-letni Dominik pomagał z wysiadaniem z pociągu. Stracił nogi i rękę.
Źródło zdjęć: © Facebook, Getty Images
Marcin Lewicki

Prokurator ujawnia, że będzie chciał powołać biegłych psychiatrów, aby zbadali podejrzanego. Wobec Marcina W. zastosowano wolnościowe środki zapobiegawcze.

Do wstrząsającego wypadku na stacji Wola Bierwiecka doszło 14 lutego br. 17-letni Dominik Hołuj pomagał wysiąść z pociągu kobiecie z wózkiem i małym dzieckiem. Gdy nastolatek próbował wrócić do środka, drzwi wagonu zamknęły się, a skład wciągnął 17-latka.

Lekarze kilka tygodni walczyli o życie Dominika Hołuja. Nastolatek przeżył, ale w wyniku wypadku stracił nogi i rękę.

Konduktor oskarżony po dramacie na peronie

Śledczy z Prokuratury Okręgowej w Radomiu uznali, że winnym zdarzenia jest kierownik pociągu. Marcin W. usłyszał 9 czerwca zarzut spowodowania wypadku w ruchu lądowym, za co grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności. Prowadzący postępowanie prok. Robert Bińczak nie dokończył czynności z mężczyzną. Ten źle się poczuł i trafił do szpitala. Czynności zakończono w środę (1 lipca).

Nowe informacje. Śledczy zaskoczeniu słowami konduktora

W rozmowie z o2.pl prok. Bińczak przekazał, że Marcin W. został przesłuchany w obecności swojego pełnomocnika. Konduktor przyznał się do winy.

Podejrzany oświadczył, że zrozumiał zarzut, odniósł się do niego merytorycznie i przyznał się do jego popełnienia. Wyraził skruchę. Poinformował, że jest mu bardzo przykro i chciałby przeprosić pokrzywdzonego – przekazał o2.pl prok. Robert Bińczak.

Śledczy z zaskoczeniem przyjęli tłumaczenia Marcina W., który stwierdził w trakcie przesłuchania, że widział pokrzywdzonego nastolatka i kobietę z wózkiem, a mimo to dał sygnał do odjazdu pociągu.

Prokuratura nie zgadza się z tym stanowiskiem. W naszej opinii, jeżeli by widział pokrzywdzonego, nie dałby znaku odjazdu pociągu. Natomiast Marcin W. nie był w stanie wyjaśnić, dlaczego nadał tak szybko sygnał do odjazdu – przekazał prok. Bińczak w rozmowie z o2.pl.

Jak udało nam się ustalić, prokuratura dysponuje pełnymi nagraniami z monitoringu, które dokumentują wypadek. Wskazują one, że W. przebywał na peronie bardzo krótko i nie dał sobie możliwości odpowiedniej obserwacji sytuacji.

Prokuratura sprawdzi stan psychiatryczny podejrzanego

Prok. Robert Bińczak ujawnił, że powoła biegłych psychiatrów, aby zbadali stan zdrowia podejrzanego. Chodzi o wyjaśnienie sytuacji z 9 czerwca, gdy nie udało się dokończyć przesłuchania.

Prokuratura powoła biegłych lekarzy psychiatrów, aby zweryfikować, czy mężczyzna jest w stanie brać udział w czynnościach procesowych. Incydent z 9 czerwca może wskazywać na to, że podejrzany nie wie, co robi (mężczyzna zasłabł w trakcie przesłuchania, konieczna była interwencja medyczna – przyp. red.). - Z tego względu konieczne jest sprawdzenie jego stanu zdrowotnego – przekazał o2.pl śledczy z Prokuratury Okręgowej w Radomiu.

Prokuratura nie wyklucza, że obrońca i podejrzany będą wnioskować o dobrowolne poddanie się karze.

- Najpierw muszę mieć wniosek i aprobatę strony pokrzywdzonej. Wtedy będę rozważać, czy wniosek ten uwzględnić – przekazał o2.pl prok. Bińczak.

Wiadomo, że mężczyzna nie był wcześniej karany. Prokuratura zastosowała wobec Marcina W. wolnościowe środki zapobiegawcze. Ma obowiązek stawiać się na jednym z radomskich komisariatów w celu wykonania dozoru policyjnego. Został też zawieszony w prawie wykonywania zawodu kierownika pociągu.

Wybrane dla Ciebie