Pierwsi klienci podpisywali umowy jeszcze zanim na placu budowy pojawił się sprzęt. Dziś wielu z nich mówi o utracie oszczędności i wieloletnich zobowiązaniach kredytowych, a w miejscu obiecanego budynku wciąż stoi niedokończony wieżowiec.
Bohaterowie materiału "Interwencji" podkreślają, że każdy kolejny miesiąc to dalsze koszty i coraz mniejsza wiara w finał inwestycji. - Zapłaciliśmy za to mieszkanie i straciliśmy całe oszczędności życia. Nie tylko nasze, ale i naszego syna, który niestety nie dożył tego momentu: zmarł - żali się w reportażu jedna kobieta.
Gdynia. Klienci spłacają kredyty, a mieszkań nie ma. "Straciliśmy oszczędności życia"
W reportażu występują osoby, które twierdzą, że płacą raty kredytowe od kilku lat, mimo że nadal nie dostały kluczy. Jedna z kobiet opowiada, że od pięciu lat spłaca kredyt i ma przed sobą jeszcze 25 lat zobowiązania.
Wśród poszkodowanych jest m.in. pani Patrycja, mama 10-miesięcznej Malwiny. Jak relacjonuje "Interwencji", przez wiele lat pracowała z mężem za granicą, by zebrać środki na zakup, a teraz - jak podaje w programie - została z niczym i musi układać sobie życie od nowa.
W podobnej sytuacji znalazł się pan Mariusz i jego żona, którzy - według relacji - wzięli ponad pół miliona złotych kredytu.
Budowa ruszyła w 2020 r., potem zaczęły się kłopoty
Z materiału Polsat News wynika, że prace na placu budowy rozpoczęły się w 2020 r. Początkowo inwestycja miała przebiegać zgodnie z planem, a nabywcy wpłacali kolejne transze po podpisaniu umów. Z czasem pojawiły się opóźnienia, a kolejno informacje o problemach finansowych dewelopera.
Pełnomocnik poszkodowanych Marcin Stojek relacjonuje w "Interwencji", że na spotkaniach zaczęły padać pytania o rozliczenia i dokumenty związane z inwestycją. Jak przekazuje, podczas rozmów z udziałem nadzorcy i nabywców wyszło na jaw, że zaginął dziennik budowy, brakowało też innej dokumentacji. Według jego relacji spółka miała również nie umieć wskazać kierownika budowy.
Niedokończony budynek i nowy inwestor bez porozumienia
Kolejny wątek reportażu dotyczy samego obiektu. Uczestnicy sprawy mówią, że po wstrzymaniu prac niedokończony blok miał być rozkradany przez osoby postronne i bezdomnych. Dla przyszłych lokatorów oznaczało to dodatkową niepewność, bo z każdym miesiącem inwestycja coraz bardziej oddalała się od finału.
Nadzieja pojawiła się, gdy do projektu wszedł nowy inwestor. Jedna z nabywczyń opowiada w "Interwencji", że na początku przedstawiono im ofertę dokończenia budynku i zapewniano, że ewentualne dopłaty miałyby nastąpić dopiero na końcu. Z jej relacji wynika jednak, że kolejne miesiące nie przyniosły realizacji tych deklaracji.
W programie pada też informacja o alternatywnym scenariuszu, który zakłada zwrot ok. 80 proc. środków wpłaconych pięć lat wcześniej. Część rozmówców obawia się, że nowa propozycja oznaczałaby przejęcie budynku bez obecnych nabywców, a następnie sprzedaż lokali na rynku.
Oświadczenie spółki i apel mieszkańców o wsparcie
Reportaż pokazuje, że między przedstawicielami nowego dewelopera a nabywcami odbyło się już wiele spotkań, ale do porozumienia nie doszło. Dziennikarze "Interwencji" pojawili się na kolejnym z nich, jednak reprezentanci spółki nie zdecydowali się na rozmowę z reporterami.
W stanowisku, jakie spółka przesłała dla "Interwencji" zapewniła, że "pozostaje otwarta na dialog z uczestnikami postępowania oraz przedstawicielami nabywców, mając świadomość, że możliwe scenariusze wymagają pogodzenia różnych oczekiwań, ograniczeń formalnych oraz realiów ekonomicznych projektu".