Wsiadł za kółko po litrze wódki. "W życiu mu się nie ułożyło"
Patryk R. podejrzany jest o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym pod wpływem alkoholu. Mężczyzna prowadził Audi, które uderzyło w osobową Toyotę, doprowadzając do śmierci trzech osób. Sąsiedzi 34-latka mówią, że nie widzieli go pijanego, ale "lubił zaglądać do kieliszka". Nie ukrywają, że młody mężczyzna miał "ciężką nogę".
"Fakt" dotarł do sąsiadów 34-latka, który podejrzany jest o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym pod wpływem alkoholu na drodze ekspresowej S7 w Łomiankach. Do zdarzenia doszło 12 kwietnia. Z materiału zebranego przez prokuraturę wynika, że Patryk R. wsiadł za kółko swojego Audi po wypiciu litra wódki i kilku piw wraz ze swoim pasażerem, Piotrem B.
Mężczyźni mieli przejechać kilka kilometrów slalomem i uderzyli w jadącą prawidłowo Toyotę, która dachowała na sąsiedni pas. Na miejscu zginęła 19-latka i 15-latek, pasażerowie z japońskiego auta. Z kolei 20-letni kierowca pojazdu zmarł w szpitalu kilka dni później. R. i B. zbiegli z miejsca zdarzenia.
Sąsiedzi Patryka R. byli zaskoczeni, że to on miał spowodować wypadek i jechać pod wpływem znacznej ilości alkoholu (badanie trzeźwości kilka godzin po zdarzeniu wykazało ponad 2 promile alkoholu w wydychanym powietrzu). W rozmowie z "Faktem" mówią, że mężczyzna nie wyróżniał się szczególnie na tle innych mieszkańców Łomianek. Nie ukrywają, że miał skłonności do alkoholu.
Nie wyróżniał się niczym szczególnym. W życiu mu się nie ułożyło i lubił zaglądać do kieliszka. Osobiście nigdy nie widziałem go pijanego, ale wiem, że lubił się napić - mówi jeden z sąsiadów mężczyzny.
Sąsiedzi dodają jednocześnie, że R. mieszkał od urodzenia z rodzicami i bratem. Twierdzą, że R. "nie ułożyło się w życiu". Mieli też widywać go sporadycznie, bo "miał swoje towarzystwo". Część rozmówców "Faktu" wskazuje, że mężczyzna "lubił przycisnąć" jadąc swoim białym Audi.
Nie chcę nikogo obgadywać, ale powiem szczerze, że człowiek, który wsiada po wypiciu litra wódki do samochodu, nie ma za grosz rozumu. Teraz nie żyje troje młodych ludzi. Tyle się mówi o pijanych kierowcach. Media non stop pokazują tragedie, a oni dalej wsiadają i jadą. Młody chłopak przez alkohol zmarnował sobie życie. Teraz posiedzi, to może dotrze do niego, co zrobił - mówi "Faktowi" sąsiadka mężczyzny.
Rodzina Patryka R. nie chciała rozmawiać z dziennikarzami Faktu. 34-latkowi grozi kara 20 lat pozbawienia wolności łącznie (za wypadek, jazdę pod wpływem alkoholu, złamanie podwójnego zakazu prowadzenia pojazdu i posiadanie narkotyków). Jego znajomy Piotr B. (pasażer Audi) może trafić za kratki na 3 lata więzienia za nieudzielenie pomocy poszkodowanym.