Najważniejsze informacje
- Kamiński otrzymał informacje o naruszeniu danych z trzech placówek.
- Po otrzymaniu ostrzeżeń zastrzegł swój numer PESEL, ale na tym nie poprzestał.
- Do firmy MyDr wysłał wezwanie do zapłaty 30 tys. zł; w przypadku odmowy zapowiada skierowanie sprawy do sądu.
W sierpniu doszło do poważnego incydentu cyberbezpieczeństwa w firmie MyDr, dostarczającej oprogramowanie lekarzom i placówkom medycznym. Ministerstwo Cyfryzacji podało, że doszło do nieuprawnionego dostępu do historycznych danych gabinetów lekarskich przechowywanych w systemach spółki. Incydent może dotyczyć nawet 18,8 mln osób i ponad 12 tys. placówek medycznych. Jedną z osób, których dane wyciekły, jest Przemysław Kamiński.
Jak podaje "Fakt", pierwsze ostrzeżenie trafiło do niego 8 września i zostało wysłane w imieniu przychodni w Kostrzynie nad Odrą. Kilka dni później przyszły kolejne wiadomości, tym razem związane z placówkami w Gorzowie Wielkopolskim i Pułtusku. Wszystkie dotyczyły skutków cyberataku na prywatną firmę MyDr.
WIDEOCyberatak może uruchomić art. 5 NATO? Ekspertka tłumaczy
Cyberatak na MyDr i skala wycieku danych
Wyciek obejmował m.in. informacje związane z lekami i receptami, wizytami lekarskimi oraz numerami PESEL. Kamiński uważa, że pacjenci długo czekali na sygnał o zagrożeniu.
Jestem zbulwersowany, że pacjenci dowiedzieli się tak późno o zagrożeniu – mówił w rozmowie z "Faktem" Przemysław Kamiński.
Wezwanie do zapłaty 30 tys. zł i zapowiedź pozwu
Mężczyzna wskazuje, że możliwych scenariuszy wykorzystania wykradzionych danych jest wiele. - Pożyczki i kredyty, zakup samochodu albo nieruchomości na cudze dane. Jest dużo czarnych scenariuszy. Z nerwów nie śpię po nocach, mam skurcze brzucha - powiedział. Zastrzegł już swój numer PESEL i domaga się od MyDr odszkodowania oraz zadośćuczynienia.
Za poczucie zagrożenia i utratę kontroli nad moim danymi domagam się niezwłocznej wypłaty 30 tys. zł – mówił.
Kamiński przekazał, że wezwanie do zapłaty wysłał 14 września, a firma ma 14 dni od doręczenia, by się do niego odnieść. Zapowiada też, że jeśli nie uzyska wypłaty, skieruje sprawę do sądu. Chce równocześnie wyjaśnień, jakie dokładnie informacje ujawniono i na jakim etapie są działania wyjaśniające, bo w grę wchodzą również dane o chorobach i zażywanych lekach.
W rozmowie z "Faktem" podkreślał, że pacjenci powierzają placówkom medycznym najbardziej wrażliwe informacje, więc ich ochrona powinna być priorytetem. Zwracał też uwagę na reakcje w internecie: na Facebooku szybko pojawiło się wiele komentarzy dotyczących jego sprawy, w tym głosy poparcia i sugestie pozwu grupowego. W tekście przypomniano także, że zastrzeżenie numeru PESEL jest darmowe, a w przypadku kradzieży danych lub oszustwa internetowego warto jak najszybciej zgłosić sprawę policji.