Lipiec bywa kapryśny, ale dla grzybiarzy obecna pogoda to spełnienie marzeń. Przekonała się o tym pani Ewa - autorka bloga "Leśne wojaże", która 18 lipca postanowiła wykorzystać chwilowe okienko pogodowe i sprawdzić, co kryje się w ściółce w województwie zachodniopomorskim. Efekt? Przeszedł jej najśmielsze oczekiwania.
Wyprawa w okolice jeziora Hajka (Nadleśnictwo Manowo) okazała się strzałem w dziesiątkę. Jak relacjonuje autorka, las po ulewnych deszczach dosłownie "napił się wody" i błyskawicznie zareagował na wilgoć oraz letnie ciepło.
Zaczęło się grzybowe eldorado. Są już pierwsze piękne borowiki, złocą się pieprzniki jadalne, pojawiły się koźlarze, rosną maślaki żółte, a spomiędzy mchu dumnie wyglądają krasnoborowiki ceglastopore – relacjonuje pełna emocji pani Ewa.
WIDEOPrawie 140 zł za kilogram. Pojawiły się na półkach w Lidlu
Każdy kolejny krok w głąb lasu przynosił nowe niespodzianki. Na opublikowanych zdjęciach widzimy dorodne, zdrowe borowiki o grubych trzonach oraz pełen kosz jaskrawożółtych kurków (pieprzników jadalnych). Taki widok w połowie lipca rozpala wyobraźnię każdego zbieracza.
Kluczem do tak udanych zbiorów jest specyficzna, dynamiczna pogoda – tzw. przeplatanka słońca i deszczu. Choć dla urlopowiczów bywa ona uciążliwa, dla grzybni stanowi idealny stymulator wzrostu.
Nawet nagły powrót chmur i kolejny opad pod koniec leśnej wędrówki nie popsuł autorce humoru. Wręcz przeciwnie – deszcz to gwarancja, że za kilka dni las zaoferuje jeszcze więcej.
Mam przeczucie, że jeśli pogoda nadal będzie przeplatała słońce z deszczem, to przed nami naprawdę wyjątkowy sezon. Czuję, że to dopiero początek grzybowego szaleństwa – dodaje z optymizmem autorka bloga.
Choć szczyt sezonu tradycyjnie przypada na wrzesień i październik, lipcowe anomalie pogodowe stworzyły lokalne mikroklimaty sprzyjające niespodziewanie szybkiemu wysypowi.