Zaczyna się na ulicach. Konsekwencje może odczuć cała Unia

Anna Wajs-Wiejacka
Protesty we FrancjiProtesty we Francji
Źródło zdjęć: © EPA, PAP | GUILLAUME PINON

Rosnące koszty życia, drogie mieszkania i problemy z usługami publicznymi nasilają niezadowolenie w Europie. Politolożka Catherine De Vries ostrzega na łamach "The Guardian", że protesty mogą obrócić się przeciwko UE, jeśli nie pokaże ona obywatelom konkretnych korzyści ze współpracy.

Najważniejsze informacje

  • Protestujący w Europie domagają się m.in. dostępnych mieszkań, wyższych płac i sprawniejszych usług publicznych.
  • Państwa UE potrzebują współpracy w sprawach Ukrainy, bezpieczeństwa i rywalizacji gospodarczej z Chinami.
  • Sondaże wskazują, że młodzi Europejczycy nadal popierają większą jedność państw Unii.

Jesienią 2026 r. przez Francję, Włochy i Hiszpanię przetacza się fala protestów. Uczestników demonstracji łączy niepokój o przyszłość oraz przekonanie, że rządy nie radzą sobie z problemami codziennego życia. Chodzi m.in. o rosnące koszty utrzymania, stagnację płac, drogie mieszkania i problemy w szkolnictwie. Jak zauważa Catherine De Vries na łamach "The Guardian", polityczne konsekwencje narastającego niezadowolenia już zaczynają być widoczne.

W listopadzie w Hiszpanii odbędą się przedterminowe wybory, rozpisane po odrzuceniu przez parlament kluczowych reform mieszkaniowych. Z kolei we Francji proces wyboru nowego prezydenta rozpocznie się w kwietniu 2027 r. Przed końcem przyszłego roku do urn pójdą również mieszkańcy Polski, Włoch i kilku mniejszych państw. Zdaniem autorki "The Guardian" narastające niezadowolenie społeczne może mieć istotne znaczenie dla sytuacji politycznej w Europie.


WIDEO
Kolejne niepokoje w Europie. Tysiące protestujących w Atenach

Dlaczego państwa potrzebują Unii?

Europejskie rządy muszą mierzyć się zarówno z narastającym niezadowoleniem społecznym, jak i wyzwaniami na arenie międzynarodowej. Wojna w Ukrainie, niepewność dotycząca amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa oraz konkurencja gospodarcza ze strony Chin sprawiają, że współpraca między państwami staje się coraz ważniejsza. Jednocześnie możliwości samodzielnego działania poszczególnych krajów są coraz bardziej ograniczone.

Catherine De Vries przypomina, że Unia Europejska tworzy wspólny rynek obejmujący 450 mln mieszkańców, a jej gospodarka jest warta niemal 19 bln euro. Żadne państwo członkowskie nie dysponuje samodzielnie porównywalnym potencjałem. Zdaniem politolożki w świecie ceł i ograniczeń eksportowych wielkość gospodarki ma kluczowe znaczenie dla pozycji Europy w międzynarodowych negocjacjach.

Jednocześnie sama skala nie gwarantuje poparcia obywateli. Długie negocjacje, powolne decyzje i kompromisy często irytują eurosceptyków, ale według Catherine De Vries właśnie rozproszenie władzy utrudnia przejęcie całego systemu przez jedną siłę. Politolożka z IE University w Madrycie napisała, że Unia pomaga państwom osiągać "efektywną suwerenność", czyli realny wpływ na sprawy, których nie da się kontrolować w pojedynkę.

Młodzi Europejczycy nadal popierają współpracę

Niestabilna sytuacja polityczna w państwach członkowskich nie musi prowadzić do paraliżu działań w Brukseli. Zdaniem Catherine De Vries może wręcz mobilizować europejskich przywódców do szukania porozumienia. Wyzwaniem pozostają negocjacje dotyczące kolejnego siedmioletniego budżetu UE, którego wartość ma sięgnąć niemal 2 bln euro. Państwa nie są zgodne co do sposobu finansowania wspólnych działań. Francja opowiada się za wprowadzeniem nowych podatków na poziomie Unii, ale inne kraje sprzeciwiają się takiemu rozwiązaniu.

Z badań opinii publicznej przytoczonych przez "The Guardian" wynika, że młodzi Europejczycy nadal mocno popierają Unię Europejską. Aż 90 proc. badanych opowiada się za większą jednością państw członkowskich, a 78 proc. chciałoby, aby UE dysponowała większymi środkami na działanie. Catherine De Vries podkreśla jednak, że poparcie to powinno przełożyć się na konkretne korzyści dla obywateli, m.in. łatwiejszy dostęp do mieszkań i stabilnego zatrudnienia.

De Vries ostrzega jednak, że sama odporność unijnych instytucji na kryzysy nie wystarczy. "Jeśli europejska współpraca będzie skuteczniejsza w ochronie instytucji niż w odpowiadaniu na problemy obywateli, niezadowolenie widoczne dziś na ulicach może coraz częściej obracać się przeciwko samej UE" – napisała na łamach "The Guardian". Zdaniem politolożki Unia musi nie tylko przetrwać kolejne kryzysy, ale także zadbać o rzeczywistą poprawę warunków życia Europejczyków.

Wybrane dla Ciebie