Zamieszki we Francji. Prasa uderza w policję i polityków

Francuskie dzienniki analizują odpowiedzialność za zamieszki, do których doszło podczas demonstracji 17 października. Jak informuje PAP, wśród czynników, które mogły przyczynić się do eskalacji przemocy, wymieniają błędne prognozy policji czy polityczną słabość obozu Emmanuela Macrona.

Zamieszki we FrancjiZamieszki we Francji
Źródło zdjęć: © EPA, PAP | MOHAMMED BADRA
Anna Wajs-Wiejacka

Najważniejsze informacje

  • Francuska prasa pyta, czy służby właściwie oceniły skalę zagrożenia przed demonstracjami.
  • "Le Figaro" twierdzi, że policja pozostawiła niemal bez ochrony ważne miejsca, między innymi merostwa i siedziby prefektur.
  • "La Croix" wskazuje także na platformy internetowe, influencerów i partie polityczne jako uczestników narastającego chaosu.

Wydarzenia z 17 października wywołały we Francji dyskusję o odpowiedzialności za zamieszki i działania służb porządkowych. Jak podaje PAP, dziennik "Ouest-France" ocenił, że kraj obudził się następnego dnia oszołomiony, a w centrum debaty znalazła się kwestia odpowiedzialności za sobotnie wydarzenia. "Jaką część odpowiedzialności ponosi rząd za to, że nie udało się w sobotę utrzymać porządku?" – dopytuje dziennik.

"Liberation" podkreślił, że potępienie wandalizmu nie powinno zamykać dyskusji o strategii sił policyjnych. Redakcja pytała, czy minister spraw wewnętrznych właściwie przewidział przebieg wydarzeń, jakimi informacjami dysponowały służby wywiadowcze oraz czy funkcjonariuszy było wystarczająco wielu. Zdaniem dziennika ocena działań policji pozostaje istotna niezależnie od potępienia sprawców przemocy.

Według "Libération" politycy szybko zaczęli przerzucać się odpowiedzialnością, kierując uwagę na wybory prezydenckie zaplanowane na wiosnę 2027 r. Dziennik zarzucił im, że zamiast szukać rozwiązań, koncentrują się na możliwych korzyściach wyborczych. Krytycznie ocenił również kandydatów na prezydenta za brak perspektyw, jakie mogliby zaoferować młodzieży w obliczu trwających od tygodni protestów licealistów.

"Le Figaro" uznał, że duża liczba wandali oraz zamieszki wybuchające w wielu miejscach przytłoczyły siły porządkowe. Dziennik zarzucił policji błędy w przewidywaniu rozwoju sytuacji. Wskazał również, że miejsca o symbolicznym znaczeniu, takie jak merostwa i siedziby prefektur, pozostawiono niemal bez ochrony.

Skrajna lewica i platformy internetowe

W osobnym tekście "Le Figaro" opisał wydarzenia jako połączenie przemocy ze strony skrajnej lewicy oraz przestępców z przedmieść. Gazeta oskarżyła Francję Nieujarzmioną (LFI) o usprawiedliwianie obu rodzajów przemocy, a być może także ich podsycanie. Dziennik nazwał sobotnie wydarzenia kryzysem demokracji i powiązał chaos ze słabością obozu Emmanuela Macrona, który po wyborach parlamentarnych z 2024 r. nie ma większości.

Do szerszej listy odpowiedzialnych "La Croix" zaliczył przede wszystkim wandali, a następnie platformy internetowe. Katolicki dziennik wskazał na ich polaryzujące algorytmy, które łączą różne wezwania do rebelii, podczas gdy same platformy nie ponoszą za to odpowiedzialności. Wśród odpowiedzialnych wymienił również "inżynierów chaosu", influencerów i partie polityczne. Skrytykował także deputowanych za niezdolność do porozumienia w sprawie reform służących interesowi ogólnemu.

Wybrane dla Ciebie