Zwrot ws. Mirelli ze Świętochłowic. Konieczny może okazać się przymus
42-letnia Mirella K. może zostać przymusowo umieszczona w Ośrodku Pomocy Społecznej. Rodzina kobiety przestała współpracować z pracownikami socjalnymi ze Świętochłowic. W miejscu zamieszkania 42-latki policja odnotowała również zgłoszenie awantury.
Sprawa Mirelli K. poruszyła Polaków, gdy okazało się, że 42-letnia kobieta przez 27 lat nie wychodziła z domu. Mieszkanka Świętochłowic opuściła mieszkanie swoich rodziców po interwencji służb. Kobieta nie mogła chodzić o własnych siłach. W lipcu została przewieziona do szpitala.
Według znajomych kobiety, ta od lat była przetrzymywana w domu przez rodziców. Jak w lipcu informował o2.pl OPS w Świętochłowicach, przez lata nie miał informacji o sytuacji rodziny. Dopiero w lipcu 2025 roku pracownicy socjalni zaopiekowali się rodziną.
Pani Mirella pozostaje pod opieką Ośrodka Pomocy Społecznej w Świętochłowicach od lipca 2025 roku. Z rodziną prowadzona jest praca socjalna, a OPS podejmuje działania wspierające zgodnie z obowiązującymi przepisami. Ośrodek Pomocy Społecznej podjął działania niezwłocznie po otrzymaniu zgłoszenia, w zakresie swoich kompetencji. Wcześniej sytuacja rodziny była Ośrodkowi nieznana - tłumaczy w rozmowie z o2.pl Monika Szpoczek, dyrektor OPS ze Świętochłowic.
"Gazeta Wyborcza" dotarła do informacji, że rodzice 42-latki przestali współpracować z pracownikami socjalnymi. W sprawie zainterweniował Wiceprezydent Świętochłowic, Tomasz Kaczmarek. Samorządowiec złożył do sądu wniosek o przymusowe umieszczenie kobiety w domu pomocy społecznej. Powód? 10 lutego pracownicy Ośrodka Pomocy Społecznej w Świętochłowicach nie zostali wpuszczeni do domu Mirelli K.
W domu rodzinnym Mirelli K. interweniowała policja. "Gazeta Wyborcza" informuje, że zgłoszenie o awanturze w domu 42-latki złożyła dziennikarka, która realizowała materiał w miejscu zamieszkania kobiety.
Na miejsce przyjechał patrol policjantów, kobieta bała się jednak otworzyć drzwi. Wcześniej do tej rodziny regularnie przychodził dzielnicowy, który się wcześniej umawiał. Rodzina czuje się zagrożona, ponieważ przychodzi pod ich drzwi wiele obcych osób. Przez ostatnie miesiące jednak nie mieliśmy niepokojących zgłoszeń dotyczących tego adresu - przekazał nam młodszy aspirant Marcin Korek.
Śledztwo ws. pozbawienia wolności Mirelli K. prowadzi Prokuratura Rejonowa w Chorzowie. Śledczy nie postawili nikomu zarzutów. "Gazeta Wyborcza" informuje, że według prokuratury ta nie znalazła do tej pory "podstaw do przedstawienia komukolwiek zarzutów".