Gastrofaza – czym jest i co ją wywołuje?

Rachunek z cukierni jest często proporcjonalny do późniejszego rachunku sumienia. Taki niepohamowany apetyt nie bierze się jednak znikąd, bo stoi za nim konkretna zmiana w pracy mózgu. Ten mechanizm wykorzystuje się również farmakologicznie, między innymi przy utracie apetytu i masy ciała u osób z AIDS.

Co wywołuje gastrofazę?Co wywołuje gastrofazę?
Źródło zdjęć: © NaukaJedzenia.pl

Nagły napad głodu, przy którym można byłoby zjeść pizzę razem z dostawcą, ma swoją nazwę i wyjaśnienie. Gastrofaza to reakcja mózgu na pobudzenie receptorów CB1 w podwzgórzu. Na apetyt wpływa wtedy między innymi grelina i leptyna, czyli hormony informujące organizm o głodzie i sytości. Jedzenie staje się też bardziej kuszące, bo wyostrza się węch i mocniej działa układ nagrody w mózgu. Podobny napad wywołuje też niewyspanie, alkohol i długi deficyt kaloryczny.

Gastrofaza bez mitów

Gastrofaza to potoczna nazwa gwałtownego napadu głodu po kontakcie z konopiami. Medycyna opisuje takie zjawisko pod pojęciem hiperfagii, czyli jedzenia ponad rzeczywiste potrzeby organizmu. W przeciwieństwie do zwykłego głodu pojawia się jak grom z jasnego nieba i od razu jest trudna do zignorowania. Po wdychaniu dymu THC zaczyna działać w ciągu kilku minut, a mocny wzrost apetytu wyczuwa się z reguły po 30-60 minutach, a z kolei po produktach jadalnych z THC na ten moment czeka się nawet 2 godziny. Taki głód nie jest spowodowany spadkiem cukru we krwi, więc obywa się bez drżenia rąk i zimnych potów. Nie jest to też typowe zaburzenie odżywiania, ponieważ nadmierny apetyt maleje razem z działaniem substancji. Apetyt ma w tym czasie swoich faworytów, takich jak słodycze i tłuste przekąski. Pełnowartościowe posiłki nie są w kręgu zainteresowań.

Receptory CB1

Organizm wytwarza własne substancje podobne do THC, a dokładniej chodzi o endokannabinoidy, na przykład anandamid. Wpływają one na receptory CB1 znajdujące się w przeróżnych częściach mózgu, między innymi w podwzgórzu, które jest odpowiedzialne za regulację apetytu. Choć THC ma inną budowę chemiczną niż anandamid, to również wiąże się z receptorami CB1 i je aktywuje. Jego działanie utrzymuje się dłużej między innymi dlatego, że organizm metabolizuje go inaczej niż własne endokannabinoidy. Pobudzone CB1 wzmacniają pracę neuronów zachęcających do jedzenia.

W badaniach na myszach neurony POMC, które normalnie hamują apetyt, po pobudzeniu CB1 zmieniały działanie, bo również zwiększały poczucie głodu. Medycyna wykorzystuje ten mechanizm, bo dronabinol, czyli syntetyczny THC, stosuje się między innymi przy anoreksji związanej z utratą masy ciała u osób z AIDS. Badano go również w wyniszczeniu nowotworowym, ale nie było większej korzyści. Próbowano też wykorzystać ten mechanizm, ale odwrotnie, czyli poprzez blokowanie receptorów CB1, aby zmniejszyć apetyt i ułatwić odchudzanie. Lek działający w ten sposób wycofano z europejskiego rynku w 2008 r. z powodu ciężkich powikłań psychicznych.

Grelina i leptyna gubią rytm

Grelina tworzona jest głównie w żołądku, a jej poziom rośnie przed posiłkiem, a to z kolei pobudza apetyt. Leptyna z kolei powstaje w tkance tłuszczowej i daje mózgowi informację, ile energii organizm ma jeszcze w zapasie. Gdy jej wpływ na podwzgórze słabnie, mechanizmy pobudzające apetyt łatwiej dochodzą do głosu. Do gry wchodzi również PYY, czyli hormon jelitowy zgłaszający mózgowi sytość po jedzeniu. W niewielkim badaniu z udziałem mężczyzn palenie marihuany podnosiło stężenie greliny i obniżało PYY. Takich prac jest na ten moment niewiele, więc ciężko uznać to za pewnik. W takiej sytuacji idealnie odnajduje się białko, bo ten makroskładnik mocno zwiększa poziom PYY i szybciej powoduje poczucie najedzenia.

Węch i dopamina

Receptory CB1 siedzą również w opuszce węchowej, czyli w części mózgu odbierającej zapachy. W badaniu na myszach THC wzmacniało wyczuwanie woni jedzenia i zwiększało ilość zjadanego pokarmu, a po usunięciu tych receptorów ta sytuacja nie miała już miejsca. Węch odpowiada za większość doznań smakowych, stąd takie działanie. Druga rzecz dotyczy układu nagrody. Endokannabinoidy w jądrze półleżącym zwiększają przyjemność ze słodkiego i tłustego, a z kolei dopamina, czyli neuroprzekaźnik związany z motywacją do osiągnięcia celu i przyjemności z tego tytułu, zachęca do bardziej spektakularnego jedzenia. Mózg reaguje najmocniej na połączenie cukru z tłuszczem, więc czekolada i chipsy kładą na łopatki owoce i inne zdrowe przekąski. Najlepiej nie mieć wtedy styczności z tego typu produktami.

Nie tylko konopie

Podobny napad wywołuje też zbyt krótki sen, ponieważ już po jednej nieprzespanej nocy rośnie stężenie greliny i też trudniej się wtedy najeść. Badania mówią, że przy skróconym śnie dzienna podaż energii rośnie średnio o około 300 kcal, głównie za sprawą słodyczy i przeróżnych, prymitywnych przekąsek. Alkohol pobudza ośrodki głodu w podwzgórzu, a przy tym każdy jego gram to 7 kcal, a to prawie dwa razy tyle co cukier. Apetyt podbijają również leki, na przykład starsze leki przeciwhistaminowe, glikokortykosteroidy i niektóre leki przeciwpsychotyczne. Stresujący tryb życia i wysoki kortyzol również się do tego mocno przyczyniają. Dochodzi do tego jeszcze nieprzemyślana dieta odchudzająca, po której lub jeszcze w jej trakcie organizm domaga się zwrotu energii.

Ile kalorii znika w kilkanaście minut

Taki napad rzadko ogranicza się do kilku chipsów lub kostki czekolady. Tabliczka mlecznej czekolady to średnio 540 kcal i 55 g cukru. Jest to bardzo dużo jak na dzienny limit cukrów wolnych zalecany przez WHO. Duża paczka chipsów, która waży 150 g, ma nawet 800 kcal i 50 g tłuszczu. Puszka standardowej wielkości napoju słodzonego to z kolei 140 kcal i 35 g cukru. Taka kompozycja łakoci to prawie 1500 kcal, czyli ponad połowa dziennego zapotrzebowania dorosłej osoby. W starszych badaniach prowadzonych na oddziale zamkniętym palenie marihuany podnosiło dzienne spożycie energii średnio o 40 procent, głównie z podjadania między posiłkami. Duża porcja zjedzona w kilkanaście minut bardzo obciąża żołądek i zdarza się, że aktywuje zgagę.

Jak łagodniej przejść przez taki napad

Odpowiednia strategia jest w takiej sytuacji na wagę złota. Odmierzona 30-gramowa porcja popcornu z gorącego powietrza to tylko 120 kcal i 4 g błonnika, garść migdałów to 170 kcal oraz 6 g białka, a małe opakowanie jogurtu typu skyr oferuje niecałe 100 kcal i 17 g białka. Jedzenie należy sobie przygotować, a nie zjadać prosto z opakowania, ponieważ mózg gorzej wychwytuje porcje podjadane co chwilę. Woda i wolno jedzone posiłki dają organizmowi czas na wysłanie solidnego sygnału sytości. Taki sygnał dochodzi z jelit do mózgu w mniej więcej 20 minut. Ostatni większy posiłek lepiej zjeść 3 godziny przed snem, bo pozycja leżąca potęguje zawirowania trawienne. Powtarzające się napady głodu bez związku z używkami trzeba omówić z lekarzem, bo mogą się źle skończyć.

Gastrofaza ma rozpoznane podłoże w mózgu, więc nie jest to zabobon. Im bardziej wiemy, co dokładnie się dzieje w naszym organizmie, tym łatwiej można sobie z tym poradzić. Na szczęście taki napad mija od razu, gdy substancja przestaje działać. Zamiast mieć w swoim przysmakowym kantorku prymitywne słodkości lepiej zaopatrzyć się w coś wartościowego, bo wtedy takie napady nie będą powodować takiego spustoszenia odżywczego.

Wybrane dla Ciebie