Sprawdzamy pogodę dla Ciebie...
Wróć na
Aldona Sosnowska-Szczuka
|
aktualizacja

Mateusz Borek w szczerej rozmowie. "Niestety zdałem do szkoły muzycznej"

30
Podziel się:

Uznawany za jednego z najlepszych polskich dziennikarzy sportowych Mateusz Borek w szczerej i obszernej rozmowie z Aldoną Sosnowską-Szczuką opowiada w o2.pl, jak zaczęła się jego przygoda z promocją boksu zawodowego oraz czy Artur Szpilka ma jeszcze szansę zostać mistrzem świata. Popularny komentator piłki nożnej wyjaśnia też, dlaczego nie został piłkarzem i jak doszło do tego, że zaczął się uczyć w szkole muzycznej.

Mateusz Borek w szczerej rozmowie. "Niestety zdałem do szkoły muzycznej"
(Vasyl Protsiuk)

Aldona Sosnowska-Szczuka: Piłka nożna czy boks?

Mateusz Borek: 3:2 dla piłki. To jednak moja pierwsza pasja. Pochodzę z Dębicy, miasta, w którym w poprzednim systemie, były duże państwowe zakłady pracy, które sponsorowały sport. Weekend wyglądał więc następująco: w sobotę szło się na 11 rano na mecz w piłkę Iglopolu, a wieczorem na mecz w zapasach Wisłoki-Dębica. Następnego dnia o 11 na mecz Iglopolu w boksie, a wieczorem na mecz Wisłoki-Dębica w piłkę nożną.

Marzyłeś, by zostać piłkarzem?

Każdy marzył. Mnie zblokował ojciec, gdy chciałem zapisać się do klubu.

Z jakiego powodu?

Chciał, abym został skrzypkiem. Do dziś pamiętam, że pozwolił mi pójść na mecz 8. grupy trzeciej ligi Wisłoka-Piotrkowia pod warunkiem, że zgodzę się pójść na egzamin do szkoły muzycznej. Niestety zdałem go z bardzo dobrym wynikiem i zostałem przyjęty.

Buntowałeś się?

Nie. Walczyłem o swoje w hierarchii osiedla. Wiadomo było, że moim kolegom nie będzie imponowało to, że chodzę do szkoły muzycznej. Więc człowiek musiał być dobry w innych dziedzinach, by czuli przed nim respekt.

Czym nadrabiałeś? Biłeś się?

Biłem to za dużo powiedziane, bardziej sportem. Zawsze miałem też w sobie taki gen społecznika. I kiedy trzeba było zorganizować na przykład lodowisko pod blokiem, to wąż z wodą był ciągnięty ode mnie z mieszkania, z drugiego piętra. Potrafiłem zorganizować grupę, która wcześniej wyrównała śnieg, załatwić bramki, siatki. W tamtych czasach kopnąć piłkę albo uderzyć krążek do bramki z siatką to było coś! Bo zazwyczaj za bramkę robiły dwie cegłówki albo dwa złożone dresy.

A próbowałeś boksować?

Nie. Ja stawiałem akurat wtedy na piłkę nożną, siatkówkę i łyżwy. Ale w pierwszej klasie liceum zaprzyjaźniłem się z Piotrkiem Zającem, którego ojciec był szefem sekcji bokserskiej Iglopolu Dębica. Dzięki temu dostawałem bilety ring side – zawsze siedzieliśmy przy samym ringu i mogliśmy rozmawiać z zawodnikami.

Dlaczego zająłeś się promocją boksu?

Bo lubię drive, lubię wyzwania, lubię ryzyko. Chciałem się też przekonać, czy moja znajomość tej dyscypliny od strony technicznej, taktycznej i czysto sportowej jest wystarczająco dobra, że będę umiał spiąć budżet gali czy robić matchmaking.

Sam układasz karty walk?

Sam. Wydaje mi się, że tym, co odróżnia mnie od większości promotorów jest to, że za każdym razem definiuję kartę dla siebie, czyli dla kibica i dziennikarza. A promotorzy zazwyczaj minimalizują ryzyko swoich zawodników, bo chcą im nabijać walki, żeby świetnie wyglądający rekord sprzedać zagranicę i zarobić.

Kibice doceniają cię za to, że zestawiasz zawodników, którzy reprezentują zbliżony poziom. To uczciwe.

Jak popatrzysz na polskie karty walk, to rzadko boks polega u nas na równych szansach. Być może jest to związane z tym, że dzisiaj podaż dobrego zawodnika w Anglii czy w Stanach Zjednoczonych jest gigantyczna. I oni jakby naturalnie muszą się wybijać – zostają tylko wybitne jednostki. W Polsce tych, którzy potrafią dobrze zadać lewy prosty jest może dziesięciu.

Kto według ciebie?

Dla mnie numerem jeden jest Adam Kownacki. Jestem bardzo ciekaw, co dalej z Krzysztofem Głowackim. Myślę, że mimo wszystko coś ma w sobie Maciej Sulęcki. Jednym z absolutnie topowych dzisiaj polskich zawodników jest Robert Parzęczewski, który łączy w sobie sport i coś, czego się nie da wytrenować: charyzmę. Tomek Adamek to miał, Darek Michalczewski to miał i Andrzej Gołota też to miał.

A Kamil Szeremeta, który w lutym zmierzy się z Giennadijem Gołowkinem.

Fajny chłopak, życzę mu jak najlepiej. Był przed chwilą mistrzem Europy – zdobył pas przez zabiegi promotorskie na zawodniku trzeciej kategorii, bronił go z zawodnikami drugiej kategorii europejskiej. W porównaniu jednak między tym, z kim boksował, a z kim będzie boksował, walka z Gołowkinem to przeskok kilku poziomów. Nie z pierwszego na drugi, tylko z pierwszego na piąty.

Czy jest wystarczająco dobrze przygotowany?

Jeśli mówimy o bezpośrednim przygotowaniu startowym, pewnie będzie najlepiej jak może. Natomiast wydaje mi się, że nie jest przygotowany poprzednimi walkami. Prawdopodobnie wynika to z przekonania jego promotora i trenera, że skoro można fortelami dyplomatycznymi doprowadzić go od razu do walki o pas i grubą kasę, to po co ryzykować po drodze zderzenie z dobrymi czy bardzo dobrymi zawodnikami. Moje zestawienia walk można krytykować, ale ja chcę, żeby transakcja sprzedający-kupujący była uczciwa, skoro kibice płacą za bilety, skoro dostaję pieniądze od sponsora i od telewizji. Zresztą, jeśli płaci ci stacja komercyjna, to jest to wyłącznie sprawa jej właściciela, ale jeżeli płaci ci telewizja publiczna, to ktoś w niej powinien zastanowić się, za co płaci.

Niektórzy próbują zarzucać ci konflikt interesów, bo jesteś dziennikarzem sportowym i jednocześnie promotorem boksu.

Niech próbują. Ja z tytułu tego, że pracuję w Telewizji Polsat nie mam żadnego przywileju, poza tym że parę osób zna mnie ze szklanego ekranu. Nie dostaję od stacji ani więcej pieniędzy, ani nie jestem traktowany w szczególny sposób.

Ludzie nie lubią tych, którzy odnoszą sukcesy.

Nie traktuję tego w kategoriach sukcesu. Chciałem się sprawdzić. I niestety nie umiem się z tego wyleczyć. Mam w tej chwili kilkanaście zapytań od zawodników, którzy chcieliby u mnie walczyć. Widzą, że jestem uczciwy w stosunku do ludzi, płacę od razu po walce. Potrafię też te imprezy sprzedać, więc moi zawodnicy stają się coraz bardziej popularni. Boks jednak jest w Polsce szalenie ciężki. Jak ściągam dobrego zawodnika zagranicznego, to muszę zapłacić tyle, ile Eddie Hearn w Anglii. Tylko że on sprzedaje najtańszy bilet za 50 funtów, a ja za 39 zł, on dostaje z telewizji miliony, ja nieporównywalnie mniejszą kwotę. Rozmawiałaś z Darkiem Michalczewskim, on tego dotknął. Przekonał się, jak to jest trudne, a miał narzędzi więcej niż ja: jest bogatszy, był mistrzem świata, znają go u nas i w Niemczech… i nie zrobił nic jako promotor. Dwukrotnie zapowiadał galę, udzielił 20 wywiadów, mówił, jak to się powinno robić… Skończyło się na tym, że odwołał jedną galę, odwołał drugą i swojego zawodnika musiał wystawić u promotora, którego wcześniej krytykował i u którego nie chciał boksować ten zawodnik.

Mówisz o Izu Ugonoh?

Tak.

Jak myślisz, co dalej z jego karierą?

Myślę, że trafi do jakiejś mocnej organizacji w kickboxingu albo, zaryzykuję, niedługo zobaczymy go w KSW. Powiedziałbym, że definitywnie coś się w nim wypaliło. Wszedł do ringu z Łukaszem Różańskim, ale jego duch stał obok. Do pewnego poziomu masz talent i warunki, i nie trzeba mieć top odwagi. Spójrz na Darka Michalczewskiego czy Tomka Adamka – oni się nie bali, im trudniejszy rywal, tym bardziej ich to nakręcało. Natomiast człowiekowi, który dużo myśli, a Izu dużo myśli, czasami to przeszkadza. Poza tym, wiesz jak to jest? Z wyłączeniem tych dwóch rund z Fredem Kassim, nie było cię w ringu prawie dwa i pół roku, wszyscy na ciebie liczą, Darek snuje plany – opowiada ci, że za chwilę Anglia i wielka kasa. Potem zostajesz sam, wychodzisz do ringu, oczywiście dobrze wyglądasz, starasz się być pewny siebie, ale w głowie jest niepewność. Nie wiesz, co pokażesz, bo tak naprawdę nie przygotowałeś się poprzednimi walkami do wytrzymania pewnego ładunku emocjonalnego. Dlatego ta walka wyglądała jak wyglądała.

Co sądzisz o walce Artura Szpilki w Sosnowcu?

Artur walczył z 39-letnim radnym z Triestu, nr 222 na BoxRec… Nie traktujmy tego jak poważnej walki. On dlatego dostaje main event, że promotor chce sprzedać galę. Natomiast w kategorii sportowej ta walka w ogóle się nie kwalifikuje do main eventu – na dobrze zestawionej gali powinna być numerem 5. Ja mam problem z Arturem, bo prywatnie bardzo go lubię.

Ma serce do boksu.

Serce ma, tylko mistrzem zostaje ten, kto umie wstawać z podłogi. Pytanie, czy Artur to jeszcze potrafi? Obawiam się, że jednak te walki, które wcześniej stoczył, nie zabrały mu serca – zabrały mu trochę zdrowia i takiej naturalnej odporności. Zobacz, ile razy już był na dechach. Przemek Saleta powiedział kiedyś mądre zdanie: Nikt za Artura nie umrze, więc nikt Arturowi nie będzie mówił, jak ma żyć. Bo nikt nie wie, jak to jest obudzić się po porażce, jak to jest czuć na sobie wzrok innych, gdy próbujesz wstać z maty i nie wstajesz. Teraz Artur zmienia kategorię, wygląda świetnie, ale pamiętajmy, że to nie kulturystyka. Jestem bardzo ciekaw, jak zareaguje na pierwszy mocny cios w nowej kategorii. Marketingowo, zejście do wagi junior ciężkiej to strzał w dziesiątkę, to kolejny impuls, bo niektórzy znowu zaczęli w niego wierzyć.

W tym roku życie w ringu stracili Maksim Dadaszew, Boris Stanczow, Hugo Alfredo Santillan, Patrick Day i ostatnio Dwight Ritchie. Uważasz, że należy wprowadzić dodatkowe obostrzenia przy dopuszczaniu zawodników do walk?

Myślę, że musieli mieć jakąś wadę ukrytą. Jednak zawodnicy przechodzą obecnie bardzo szczegółowe badania. Nikt z promotorów nie pozwoli sobie, by cokolwiek nagiąć. Każdy ma świadomość, że można stracić zdrowie albo życie w ringu. Dlatego ludzi to fascynuje, w tym wszystkim jest coś atawistycznego, pierwotnego.

Widzisz, boks dostarcza większych emocji niż piłka nożna.

Innych. Kto raz stanął w ringu, nawet w pustym, w świetle tych świateł… Piłka jest grą zespołową, pewną strategią.

Walka bokserska też jest strategią. Nie możesz dać się ponieść emocjom, bo łatwo przegrasz.

Wiadomo, że musisz mieć plan i się go trzymać. Tylko jeśli na boisku masz słabszy dzień wtedy albo pokażesz trenerowi zmianę, albo jeden czy drugi kolega, widząc co się dzieje, podbiegnie za ciebie pięć metrów i się ukryjesz. W ringu jak masz słabszy dzień, to za chwilę leżysz. Może dlatego boks budzi takie emocje.

Jest w nim też trochę blichtru.

Zwłaszcza na galach amerykańskich: drogie futra, złoto, ciemne okulary… Jestem fanem kina gangsterskiego, więc podoba mi się ten świat.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
KOMENTARZE
(30)
A
3 lata temu
A kto to jest? Jakiś nowy celebryta?
D81
3 lata temu
Przejął schede po świętej pamięci Andrzeju
Jezu Ufam Tob...
3 lata temu
Wypowiedz o Robercie Parzęczewskim to jakby wrzucić Ronaldo i Messiego do jednego worka.Panie Borek żeby się wypowiadać na temat zawodnika trzeba być blisko niego nie tylko na gali .Talent a ciężka praca to są dwie różne rzeczy.
Kokoainista
3 lata temu
Ludzie jak on wacha towar to masakra
Joe
3 lata temu
A wy golasy kim jesteście. Borek jest ok
Kozietulski
3 lata temu
Alfons zarabia na prostytutkach, Żelek vel Don King z Dębicy na zdrowiu bokserów.
Agen
3 lata temu
A może prokuratura by sprawdziła borka i bonka w sprawie zakładów internetowych.
Stanley
3 lata temu
Powtarza się.
leszek
3 lata temu
ludzie nie macie pojęcia co on przedstawia sobą(Borek),to świadectwo o was
Dany alves
3 lata temu
Dwadzieścia lat w mediach robi swoje ale Dębica i prowincja nigdy z niego nie wyjdzie to widać poprostu widać
Onny
3 lata temu
Wieśniak mimo rolexa na nadgarstku
Marco
3 lata temu
Trochę za dużo Pana Mateusza w mediach. Coś się nie szanuje
Banaś
3 lata temu
chyba chce zostać prezydentem?
maq
3 lata temu
Największy pozer wśród dziennikarzy sportowych.
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić