1,5-miesięczny chłopiec nie żyje. "To niewyobrażalne"
1,5-miesięczny chłopiec zmarł w wychłodzonym mieszkaniu w centrum Radomia. Dziennikarze pojawili się na miejscu tragedii. Wnioski są wstrząsające.
25 stycznia około godz. 6:00 matka 1,5-miesięcznego chłopca wezwała służby ratunkowe, ponieważ dziecko nie oddychało. Medycy, którzy przybyli do kamienicy przy ul. Sienkiewicza w Radomiu, nie byli w stanie uratować niemowlęcia.
Serwis radom.naszemiasto.pl pojawił się na miejscu tragedii. Ustalono, że w mieszkaniu było przeraźliwie zimno. Na ścianach i oknach był szron, a w butelce śledczy znaleźli lód.
W jednym z pomieszczeń znajduje się piec. Miało być w nim rozpalone wieczorem w sobotę, dzień przed tragedią.
Z dzieckiem była jego matka, około 40-letnia kobieta. Do Radomia miała przyjechać dzień wcześniej w odwiedziny do swojej matki i siostry. Wszystkie kobiety były w mieszkaniu - zaznacza portal.
Dziennikarze ustalili, że dziecko leżało w gondoli wózka. Było ciepło ubrane i przykryte kocykiem. Matka miała je karmić w nocy, a gdy przyszła do synka wcześnie rano, on już nie żył.
"Niewyobrażalne"
- To niewyobrażalne, co się stało - mówią sąsiedzi w rozmowie z radom.naszemiasto.pl. Jeden z mieszkańców sąsiedniej ulicy, pan Piotr, widział, jak w niedzielny poranek zjechały się tam służby.
W niedzielę około 6 rano było tu mnóstwo służb. Pojawiły się policja, pogotowie, straż pożarna. Od razu wiedzieliśmy, że coś się stało. Ta kamienica wygląda na opuszczoną, ale tu mieszkają jacyś ludzie, domofon działa, zawsze słychać tu szczekanie psa - wyjaśnił.
Ludzie nie mogą uwierzyć w tę ogromną tragedię. - Takie maleńkie dziecko... Jak tam było takie zimno, to jak one tam funkcjonowały i jeszcze z dzieciątkiem? - zastanawiają się rozmówczynie portalu radom.naszemiasto.pl.
Prokuratura wszczęła już śledztwo ws. nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka. Na razie nikt nie został zatrzymany. Wiadomo, że przeprowadzona została sekcja zwłok.
Zgodnie z opinią biegłego nie można na jej podstawie określić przyczyny śmierci dziecka. Będą potrzebne dodatkowe badania. Biegły wykluczył tak zwane urazowe przyczyny, to znaczy, że na ciele dziecka nie znaleziono śladów, które mogłyby świadczyć o tym, że dziecko było bite, że się nad nim znęcano - podkreśla prokurator Aneta Góźdź, cytowana przez radom.naszemiasto.pl.