170 tys. za zalaną piwnicę. Dotarli do zdjęć. Burza wokół radnej KO 

"Nowa Trybuna Opolska" przyjrzała się sprawie pomocy powodziowej, jaką otrzymała firma należąca do Jolanty Trytko-Warczak, radnej KO w Nysie. Podmiot otrzymał 170 tys złotych. Według regionalnego dziennika, który dotarł do zdjęć z zalanej piwnicy, "skala szkód budzi pytania".

Jolanta Trytko-Warczak (na zdj.)Jolanta Trytko-Warczak (na zdj.)
Źródło zdjęć: © Facebook | Jolanta Trytko-Warczak Przewodnicząca Rady Miejskiej w Nysie
Rafał Strzelec

Jolanta Trytko-Warczak, przewodnicząca Rady Miejskiej w Nysie z Koalicji Obywatelskiej, prowadzi salon kosmetyczny i masażu przy ul. Mickiewicza w Nysie. Obiekt ucierpiał w wyniku powodzi w 2024 r. Firma otrzymała 170 tys. zł pomocy powodziowej.

Wnioski w tej sprawie rozpatrywał Powiatowy Urząd Pracy w Nysie. Potrzebna była dokumentacja, w tym zdjęcia ukazujące skalę strat. Dotarli do niej dziennikarze "Nowej Trybuny Opolskiej".

Pomoc dla powodzian. Chcą odwołać przewodniczacą z KO

Jak czytamy, na zdjęciach widać "stertę rzeczy i odpadów" przy elewacji budynku. "Są też fotografie zalanej piwnicy, a właściwie pomieszczenia gospodarczego. Widać tam rury, bojler oraz gazowy kocioł kondensacyjny. Na zdjęciach urządzenie znajduje się jednak wyraźnie powyżej poziomu wody" - podaje "NTO". Woda miała podejść pod urządzenia wykorzystywane w solarium.

Na fotografiach widać też "wiadro zanurzone w wodzie". To pozwala szacować, że poziom wody w budynku wynosił 22-24 cm. Radna Trytko-Warczak wskazała jednak inną wartość. - Dokumentacja szkody sporządzona po powodzi wskazuje poziom zalania wynoszący 0,7 m, czyli około 70 cm - cytuje radną "Nowa Trybuna Opolska".

Dziennik wskazuje, że fotografie nie potwierdzają takiego poziomu zalania. Donosi jednak, że woda rzeczywiście mogła podejść wyżej, ale nie zostało to w żaden potwierdzone przez same fotografie. "NTO" zwraca jednak uwagę na kolejny, istotny szczegół. Otóż 16 września pojawiła się informacja, że lokal będzie nieczynny z powodu powodzi. Zaledwie dzień później (17 września) pojawił się komunikat: "Kochani, zapraszamy jutro na umówione wizyty".

"Tymczasem we wniosku o pomoc uwzględniono również utracone dochody związane z częściowym lub całkowitym ograniczeniem prowadzenia działalności gospodarczej w następstwie powodzi" - zwraca uwagę opolski dziennik.

Tomasz Wróbel, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Nysie, przekazał, że radna złożyła dwa wnioski o pomoc. Nie chodziło jednak o remont salonu czy kupno wyposażenia. Pierwszy dotyczył "refundacji kosztów zatrudnienia siedmiu pracowników przez sześć miesięcy". PUP przekazał 65 tys. Drugi wniosek ze stycznia 2025 r. dotyczył refundacji na kolejnych 6 miesięcy. Wypłacono 106 tys. zł, czyli łącznie 172 tys. złotych.

Kluczowe przy składaniu wniosków były informacje przekazane przez wnioskodawcę, ale także "wyjaśnienia Departamentu Rynku Pracy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, zgodnie z którymi za stratę materialną należało uznawać nie tylko bezpośrednie szkody materialne dotyczące majątku przedsiębiorcy, lecz również utracone korzyści powstałe w następstwie częściowego albo całkowitego zamknięcia zakładu pracy w związku z powodzią".

Szef struktur KO na Opolszczyźnie Robert Węgrzyn przekazał, że sprawa zostanie wyjaśniona. Radni Prawa i Sprawiedliwości w Radzie Miejskiej w Nysie chcą odwołania Jolanty Trytko-Warczak z funkcji przewodniczącej. Radna przestała pełnić funkcję asystentki społecznej ministra Tomasza Siemoniaka.

Oświadczenie radnej z Nysy

Radna jest obecnie na urlopie, ale 13 sierpnia wydała oświadczenie, które opublikowano na stronie internetowej lokalnych struktur KO.

"Tak, salon był całkowicie zamknięty przez dwa dni. Ale przedstawianie tego w taki sposób, jakby trzeciego dnia wszystko wróciło do normy, jest kolejnym uproszczeniem. Wróciliśmy do pracy w minimalnym, możliwym w tamtych warunkach zakresie. Przez dłuższy czas nie mogliśmy wykonywać wszystkich usług, m.in. z powodu braku możliwości bezpiecznego korzystania z wody. Jednocześnie trwało usuwanie skutków zalania, porządkowanie i osuszanie zniszczonych pomieszczeń. W rzeczywistości osuszanie trwało około trzech miesięcy" - pisała radna.

"Prowadzę firmę i jestem pracodawcą. Zatrudniam kilkanaście osób. Niezależnie od tego, czy po powodzi firma mogła funkcjonować w pełnym, czy tylko w minimalnym zakresie, każdego miesiąca musiałam wypłacić pracownikom wynagrodzenia, opłacić składki ZUS, podatki oraz wszystkie pozostałe zobowiązania związane z prowadzeniem działalności. Nikt nie pyta przedsiębiorcy po powodzi, czy ma z czego te zobowiązania zapłacić. One po prostu pozostają" - argumentowała Jolanta Trytko-Warczak.

Jak zaznaczyła w oświadczeniu, posiada zdjęcia wykonane bezpośrednio po zalaniu, kosztorysy, ekspertyzy, dokumentację ubezpieczeniową i faktury. "Fakty są udokumentowane" - podkreśliła.

Trytko-Warczak podkreśliła, że zgłosiła się po pomoc, aby utrzymać miejsca pracy. "Nie była to nagroda. Nie były to pieniądze przyznane mi do swobodnego wykorzystania. Nie był to również dodatkowy dochód, który ktoś postanowił mi podarować. Była to refundacja kosztów zatrudnienia pracowników" - napisała.

"Nie przyznałam jej sobie sama. Nie otrzymałam jej dlatego, że jestem osobą publiczną. Została przyznana na podstawie obowiązujących przepisów, po przejściu wymaganej procedury i według określonych kryteriów. Moja działalność publiczna nie pozbawia mnie prawa do prowadzenia działalności gospodarczej ani do korzystania - na takich samych zasadach jak inni przedsiębiorcy - z przewidzianych prawem instrumentów wsparcia" - napisała radna o otrzymanej pomocy.

Wybrane dla Ciebie