19-latek nie żyje. Sąsiad ujawnia, co działo się w budynku
W Szczecinie zmarł 19-letni mężczyzna. Był on ofiarą tragicznego pożaru w budynku przy ul. Barnima. Jeden z sąsiadów zabrał głos w rozmowie z TVP Szczecin. Sugeruje, że winę za tragedię mogą odpowiadać inni lokatorzy. - Moja żona wręcz mówiła do mnie, czy nas kiedyś nie puszczą z dymem - wspomina mężczyzna.
Pożar miał miejsce we wtorek, 6 stycznia na parterze budynku przy u. Barnima w Szczecinie. Na klatce schodowej pojawił się dym. Na miejsce przyjechało sześć wozów strażackich. Sytuację udało się opanować. Niestety, w wyniku zdarzenia zginął 19-latek.
Lokator budynku powiedział w rozmowie z TVP Szczecin, że źródłem tragedii mogą być kłopotliwi sąsiedzi. - Moja żona wręcz mówiła do mnie, czy nas kiedyś nie puszczą z dymem. Często się odbywały tutaj, że tak powiem wręcz, libacje alkoholowe - powiedział pan Sylwester.
Sceny na S19. Za kierownicą 20-letni Ukrainiec. Nagle wysiadł z auta
Okoliczności zdarzenia bada policja. Anna Gembala, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Szczecinie potwierdziła, że w sprawie pożaru zatrzymano 44-letniego mężczyznę. Mundurowi wyjaśniają jego rolę w tym zdarzeniu.
Pan Sylwester mówi, że sytuacja była bardzo niebezpieczna. - Gdy otworzyłem drzwi, okazało się, że jest już duże zadymienie. Bałem się, że możemy nie dać rady zejść. Byłem z żoną i z córką - powiedział rozmówca TVP. Straż pożarna zaapelowała, by w okresie grzewczym montować czujniki dymu, jak i tlenku węgla.