Wypadek wydarzył się w lutym 2019 r., gdy Dominika wracała z pracy i wraz z 5-letnim synkiem, Jasiem, jechała do znajomej. Podczas skrętu w lewo jej Ford zderzył się czołowo z Audi jadącym z naprzeciwka. Siła uderzenia była ogromna.
Jaś siedział na przednim fotelu, w foteliku. Chłopiec przeżył, ale doznał złamania kości udowej i wstrząśnienia mózgu. Był świadkiem śmierci mamy. – Córka w momencie śmierci leżała mu na kolanach. I on wyciągał jej odłamki szkła z włosów, głaskał ją. 15 minut trwało nim otworzyli ten samochód – opowiada babcia Jasia w rozmowie z "Uwagą".
Musiałam opiekować się wnukiem, który rozpaczliwie potrzebował mamy. Czasem zadawał pytania, na które ciężko mi było odpowiedzieć, bo pytał się mnie na przykład, dlaczego mama zginęła, a nie on. Mówił: "Babciu, połóżmy się na dywanie i umarniemy. Pójdziemy do mamy". Kładł się na kanapie i nie płakał tylko krzyczał nieludzkim głosem. Ja tylko siedziałam obok niego, głaskałam, trzymałam za rękę – wspomina pani Jadwiga.
Audi miało jechać niemal 180 km/h
Świadkowie twierdzą, że 23-letni wówczas Amadeusz T., siedzący za kierownicą Audi, jest amatorem brawurowej jazdy.
Jechał lekceważąc wszystkie przepisy ruchu drogowego. Wyprzedzał wszystkie samochody, nawet na podwójnej ciągłej. Nic go nie obchodziło, droga należała do niego – mówi matka ofiary.
Z pierwszej opinii biegłego, zleconej przez Prokuraturę Rejonową w Jastrzębiu-Zdroju, wynika, że Audi miało jechać niemal 180 km/h. Biegły wskazał też, że przy prędkości 90 km/h kierowca mógłby uniknąć zderzenia.
Prokuratura skierowała akt oskarżenia, a sąd I instancji uznał 23-letniego Amadeusza T. winnym i orzekł 1,5 roku więzienia oraz cztery lata zakazu prowadzenia pojazdów.
Po odwołaniu kierowcy sąd II instancji zlecił kolejną opinię. Tym razem prędkość wyliczono na 120 km/h, a biegły uznał, że winę za wypadek i jego skutki nie ponosi kierowca Audi, tylko kierująca Fordem, która – w jego ocenie – miała wymusić pierwszeństwo.
Według biegłego "prędkość jazdy samochodu Audi nie miała wpływu na zaistnienie wypadku".
Zaskakująca decyzja sądu
Sąd II instancji oczyścił Amadeusza T. z zarzutów.
To było tak, jakby ktoś wbił mi nóż w plecy. Uniewinnienie chłopaka, który był skazany w pierwszym sądzie i brak przyczynienia się pomimo ogromnej prędkości, to było jak splunięcie w twarz – mówi "Uwadze!" matka ofiary.
Kasacje od wyroku złożyli zarówno śledczy z Jastrzębia-Zdroju, jak i rodzice Dominiki. Sąd Najwyższy je uwzględnił, wskazując na fakt, że sąd okręgowy nie skonforntował rozbieżnych opinii biegłych.
Kierowca twierdzi, że doświadczył traumy
Po powrocie sprawy do Sądu Okręgowego w Rybniku zlecono następną ekspertyzę: według niej Audi jechało ok. 150 km/h, ale nie da się jednoznacznie przesądzić, czy wypadku można było uniknąć, gdyby kierowca jechał zgodnie z przepisami.
Zdaniem policji, czarna skrzynka z Audi w tym przypadku była nieprzydatna – uległa zniszczeniu i nie można było z niej niczego odczytać.
Rodzice 32-latki złożyli kolejną kasację od wyroku i czekają na jej rozpatrzenie. Amadeusz T. nie chciał rozmawiać z reporterami. Twierdzi, że doświadczył traumy.