40 m bez liny. Wątek kamery po śmierci 21-letniej Brazylijki

Tydzień po tragicznej śmierci 21-letniej Marii Eduardy Rodrigues de Freitas, która zginęła po wypchnięciu z mostu bez przypiętej liny asekuracyjnej, brazylijska policja zatrzymała troje kolejnych podejrzanych. Są oni oskarżeni o zatajanie dowodów - usunięcie nagrań oraz ukrycie kamery, która zarejestrowała śmiertelny upadek.

Maria Eduarda Rodrigues zmarła w strasznych okolicznościach.Maria Eduarda Rodrigues zmarła w strasznych okolicznościach.
Źródło zdjęć: © Instagram
Mateusz Domański

W sobotę (20 czerwca) policja poinformowała o aresztowaniu dwóch mężczyzn i jednej kobiety. Cała trójka należała do ekipy odpowiedzialnej za organizację i realizację ekstremalnych skoków na bungee - informuje g1.globo.com.

Wśród zatrzymanych jest 29-letnia Evelyne dos Santos Gonçalves, aresztowana w Rio de Janeiro. Według śledczych to ona odpowiadała za działania firmy "Entrecordas", która organizowała skoki. Pozostali dwaj podejrzani (w wieku 25 i 27 lat) zostali ujęci w miastach Limeira i Indaiatuba.

Jak wyjaśnia nadzorująca śledztwo komisarz Andréa Levy, w toku dochodzenia zebrano dowody wskazujące na celowe niszczenie i ukrywanie materiałów kluczowych dla sprawy. Największym problemem jest zniknięcie kamery, którą 21-letnia Maria Eduarda miała na sobie w momencie oddawania skoku. Oprócz tego są poszlaki świadczące o kasowaniu cyfrowych plików tuż po wypadku.

Wspomniany sprzęt jest uznawany za kluczowy do pełnej rekonstrukcji zdarzeń. Sąd, oprócz nakazów aresztowania, zezwolił również na przeszukania w domach podejrzanych, w wyniku których zarekwirowano telefony komórkowe i sprzęt elektroniczny.

Linia obrony

Prawnicy zatrzymanych odpierają zarzuty. Obrona Evelyne podkreśla, że kobieta od samego początku współpracuje z organami ścigania. Z kolei adwokat zatrzymanych mężczyzn, Vitor Aurélio, twierdzi, że jego klienci nie brali czynnego udziału w organizacji skoku.

Nie pełnili żadnej aktywnej roli podczas rzutu. Pracowali na dole, ich zadaniem było wciąganie liny z powrotem i odpinanie uczestników po zakończonym skoku. Obaj udzielali pierwszej pomocy, pomagali nawet straży pożarnej i policji - tłumaczy prawnik, cytowany przez g1.globo.com.

Dodał również, że jeden z nich widział kamerę przy ciele ofiary po upadku i jemu samemu zależy na jej odnalezieniu, by udowodnić swoją niewinność.

Skok bez liny z 40 metrów

Do tragicznego wypadku doszło w sobotę, 13 czerwca. Za cenę 180 reali (około 130 zł) ofiara miała oddać 40-metrowy skok z mostu. Zabezpieczenie, które powinno trzymać dziewczynę w powietrzu, nie zostało jednak przypięte.

Nagranie ze zdarzenia pokazuje, jak instruktorzy przenoszą ofiarę na skraj platformy i wypychają w przepaść. Świadkowie zeznali, że przed rzutem nie przeprowadzono żadnej kontroli bezpieczeństwa.

Trzej instruktorzy (32, 42 i 27 lat), którzy znajdowali się na górze i wypchnęli 21-latkę, zostali aresztowani jeszcze w dniu tragedii pod zarzutem nieumyślnego zabójstwa. Podczas przesłuchań mężczyźni byli zdezorientowani i nie potrafili wyjaśnić, kto był odpowiedzialny za przypięcie liny, ani dlaczego zignorowano ostateczną procedurę sprawdzenia sprzętu. Sąd odrzucił ich wnioski o zwolnienie z aresztu.

Wybrane dla Ciebie