Do sytuacji doszło w ostatni piątek, gdy dyrektor Łukasz Molenda przebywał na urlopie. Po otrzymaniu informacji o incydencie wrócił do Radomia. Z ustaleń wynikało, że dwoje pracowników zamknęło się w jednym z urzędowych pomieszczeń. Prawdopodobnie uprawiali seks. Odgłosy słyszeli pracownicy z biura za ścianą. To oni poinformowali przełożonych
Kierownictwo przerwało spotkanie pary, a w poniedziałek rano oboje pracownicy zostali wezwani do dyrektora - opisuje "Gazeta Wyborcza".
Dyrektor Miejskiego Urzędu Pracy Łukasz Molenda wyjaśniał, że nikt nie przyłapał pracowników w sytuacji całkowicie jednoznacznej, ale zebrane okoliczności były na tyle poważne, że urząd musiał zareagować. Dlatego zaproponował rozwiązanie umów o pracę za porozumieniem stron.
Powiem tak: nikt ich nie złapał w momencie, w którym byłoby to stuprocentowo jednoznaczne. Natomiast poszlaki były na tyle poważne, że nie można było nie zareagować - mówił "Wyborczej" Łukasz Molenda.
Zastosowanie porozumienia stron oznacza także, że odchodzący pracownicy nie otrzymają odprawy. Oboje byli zatrudnieni w Miejskim Urzędzie Pracy od wielu miesięcy.
Molenda tłumaczył również, że zwolnienie dyscyplinarne w oparciu o art. 52 kodeksu pracy nie może opierać się na ocenie moralnej zdarzenia. Z jego relacji wynikało również, że teoretycznie można byłoby analizować naruszenie obowiązków pracowniczych, np. przez opuszczenie stanowiska i niewykonywanie pracy, ale wymagałoby to spełnienia określonych warunków i wchodzenia w szczegóły dotyczące zachowania pracowników.
Dyrektor Molenda w rozmowie z "Wyborczą" podkreślał też, że takie rozwiązanie miało pozwolić zachować powagę urzędu.