Najważniejsze informacje
- Według informacji ukraińskiego wywiadu wojskowego Rosja ma rozważać mobilizację do 600 tys. osób w tym i przyszłym roku.
- Bohdan Baczyński z serwisu Espreso ocenia, że kluczowym ryzykiem nie jest liczba rekrutów, lecz ich gotowość do walki.
- Ekspert przypomina, że po mobilizacji w 2022 r. Rosja mierzyła się z masowym unikaniem poboru i wyjazdami za granicę.
Rosja może rozważać mobilizację nawet 600 tys. nowych rekrutów w perspektywie tego i przyszłego roku. O możliwym zagrożeniu związanym z tak dużą liczbą poborowych mówił na antenie Espreso Bohdan Baczyński, redaktor naczelny serwisu. Jego zdaniem masowy nabór może przynieść rosyjskiej armii więcej problemów, niż początkowo zakłada Kreml.
Baczyński odniósł się do informacji ukraińskiego wywiadu wojskowego dotyczących skali planowanego poboru. Jak zauważył, gdyby 600 tys. potencjalnych rekrutów rozłożyć na około 15 miesięcy, oznaczałoby to konieczność pozyskiwania blisko 40 tys. osób miesięcznie. Tak duża liczba może jednak wskazywać nie tylko na plany zwiększenia liczebności armii, ale również na problemy z uzupełnianiem jej obecnych strat i braków.
WIDEODyplomatyczny odwet Rosji. Dyplomatka uznana za personę non grata
W ocenie eksperta kluczowe znaczenie może mieć jednak nie tylko liczba nowych żołnierzy, ale również to, kto ostatecznie trafi do wojska i z jakim nastawieniem. Masowy pobór może oznaczać konieczność wcielania osób coraz mniej zainteresowanych służbą, co z czasem mogłoby odbić się na morale i funkcjonowaniu rosyjskiej armii.
Rozumiemy, że broń dostanie duża liczba całkowicie niezmotywowanych ludzi. I będzie takie samo zjawisko jak samowolne opuszczanie jednostki, ale na znacznie większą skalę, bo ogromna liczba osób nie będzie chciała iść przymusowo na wojnę - mówił Baczyński na antenie Espreso.
Ekspert przypomniał też doświadczenia z częściowej mobilizacji ogłoszonej w 2022 r. Według jego relacji już po miesiącu Rosja miała szybko ograniczyć ten proces, bo wiele osób próbowało unikać poboru, a część wyjeżdżała za granicę.
600 tys. żołnierzy i wielkie ryzyko dla Putina
Dziennikarz zwrócił uwagę, że wraz z kolejnymi latami wojny Kreml miał coraz mocniej zacieśniać kontrolę nad rosyjskim społeczeństwem. W jego ocenie władze mogą dziś skuteczniej tłumić niezadowolenie, jednak wcielenie do armii dodatkowych 20-30 proc. niezmotywowanych osób i tak może stworzyć nowe problemy dla rosyjskich władz.
Baczyński ocenił również, że część nowo powołanych żołnierzy ostatecznie trafi na front. Nie wszyscy muszą jednak być gotowi do udziału w walkach. Zdaniem dziennikarza część rekrutów może próbować stawiać opór lub szukać sposobów, by uniknąć wysłania na wojnę.
Kreml podejmuje duże ryzyko i jeśli na to pójdą, znajdą się w bardzo trudnej sytuacji - podsumował na antenie Espreso.
Wojna Rosji przeciwko Ukrainie rozpoczęła się w 2014 r., gdy Rosja zajęła i następnie dokonała aneksji Krymu. W tym samym roku rozpoczął się również konflikt w Donbasie. 24 lutego 2022 r. doszło natomiast do pełnoskalowej rosyjskiej inwazji, gdy rosyjskie wojska zaatakowały Ukrainę z kilku kierunków, m.in. z terytorium Rosji, Białorusi i okupowanego Krymu.